wtorek, 14 listopada 2017

Addio Buffon



Addio Buffon



Dwumecz pomiędzy Włochami oraz Szwecją doprowadził Tifosi do rozpaczy, z jednej strony musieli przeżyć porażkę w postaci niezakwalifikowania się do przyszłorocznego Mundialu w Rosji, z drugiej zaś pożegnali jednego z najlepszych, jak nie najlepszego bramkarza - Gianluigi "Gigi" Buffon po spotkaniu ze Szwecją ogłosił, że kończy karierę reprezentacyjną. Dla uczczenia tego wielkiego golkipera spróbujmy przypomnieć sobie jego najważniejsze momenty w Squadra Azzura.


Pierwsze spotkanie w kadrze Buffon rozegrał w 1997 roku, było to spotkanie barażowe z reprezentacją Rosji. Młody Gianluigi w tym spotkaniu musiał zastąpić kontuzjowanego w 32 minucie Gianlucę Pagliucę. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, co później dało awans reprezentacji Italii. Buffon w bramce Włoch na stałe zadomowił się jednak dopiero po Mistrzostwach Świata w 1998 roku. Wtedy jeszcze jako jeden z najzdolniejszych bramkarzy reprezentował barwy Parmy. W eliminacjach do Euro 2000 rozegrał wszystkie spotkania i był murowanym faworytem do gry miedzy słupkami, jednak turniej w Holandii i Belgii oglądał w telewizji z powodu złamania ręki w towarzyskim spotkaniu tuż przed finałami. Na pierwszą wielką imprezę "Gigi" poleciał dopiero w 2002 roku, już jako bramkarz Juventusu, który wykupił go z Parmy za rekordowe 52, 8 mln €. Italia na mundialu w Korei i Japonii spisywała się dobrze, lecz na ich drodze stanął jeden z gospodarzy - Korea Południowa - po jednym z najbardziej kuriozalnych i kontrowersyjnych spotkań Włosi wrócili do domu bez sukcesu.

Na kolejnych Mistrzostwach Europy w 2004 roku Buffon mógł wreszcie zadebiutować, lecz nie tak wyobrażano sobie jego występy na tym turnieju. Italia już po fazie grupowej pożegnała się z turniejem w Portugalii. Lata 2003-2004 były dla Gianluigiego najgorszymi w karierze. Po latach przyznał dopiero, że w tym okresie zmagał się z depresją, która nie pozwalała mu na pokazywanie swoich umiejętności w 100%. Po pierwszym meczu z Danią "Gigi" był pewny, że depresja minęła, mimo iż Włosi nie wygrali tego spotkania.

 
"Gigi" całujący Puchar Świata z 2006 roku.

"Po meczu zemdlałem. Adrenalina nagle opadła, zostawiając mnie, wykończonego sportowca, bramkarza świeżo upieczonych mistrzów świata, ze świadomością, że te piękne czterdzieści dni dobiegło końca, choć wszyscy woleliśmy, by ów czas nigdy nie minął." 

Tak w swojej książce opisał wydarzenia z finału Mistrzostw Świata w 2006 roku Gianluigi Buffon. Squadra Azzura pokonała wtedy w rzutach karnych Francję po bardzo ciężkim meczu. Golkiper Juventusu w tym turnieju spisywał się znakomicie, wpuszczając tylko 2 bramki w całym turnieju, a do tego był bardzo blisko zdobycia Złotej Piłki - przegrał tylko z Fabio Cannavaro. Kolejne Mistrzostwa Europy zakończyły się dla Italii odpadnięciem w 1/4 finału z późniejszym triumfatorem - Hiszpanią - po rzutach karnych. Pierwsze mistrzostwa na Czarnym Lądzie okazały się być bardzo pechowymi dla Azzuri, którzy odpadli w fazie grupowej podobnie było w 2014 roku, gdy w Brazylii, Buffon i spółka pakowali walizki tuż po fazie grupowej. Mimo rozczarowujących wyników na ważnych turniejach, żaden z selekcjonerów nie zwątpił w umiejętności Buffona, który stał się prawdziwą ostoją tej reprezentacji.

Sukcesem miały zakończyć się Mistrzostwa Europy rozgrywane w Polsce i na Ukrainie, na których Italia spisywała się znakomicie, eliminując Anglię oraz Niemców, lecz ulegając w finale Hiszpanii, aż 4:0. Buffon na tym turnieju był najjaśniejszą postacią reprezentacji Italii i tuż po meczu finałowym pocieszany był niemal przez całą drużynę "La Roja". Na EURO 2016 we Francji "Gigi" znów musiał mierzyć się z reprezentacją Niemiec, która tym razem wyeliminowała Włochów w ćwierćfinale po rzutach karnych.

 
Nie tak wyobrażał sobie koniec swojej przygody z reprezentacją Gianluigi Buffon.

Ostatnią przygodą Gianluigiego miał być Mundial w Rosji, który byłby zwieńczeniem jego wspaniałej kariery reprezentacyjnej. Przecież to właśnie tam rozpoczęła się jego przygoda z Azzuri. Z drugiej strony stałby się jedynym piłkarzem, który wystąpiłby w aż 6 Mundialach!! Warto jeszcze dodać, że golkiper Juventusu jest rekordzistą jeżeli chodzi o występy w reprezentacji - ma ich 175. 

Łzy, które zostały wylane tuż po barażowym spotkaniu ze Szwecją bolą pewnie każdego kibica, przecież Buffon jest postacią, której po prostu nie da się nie lubić. Ma charyzmę, serce do gry, stroni od afer, jest skromny, zawsze walczy do końca i jest idealnym przykładem profesjonalizmu dla innych. Dlatego wielka szkoda, że nie zobaczymy go już w barwach Italii.


Na koniec pozostaje powiedzieć - "Addio Buffon".  

Źródło: www.Transfermarkt.de 
continue reading Addio Buffon

wtorek, 7 listopada 2017

Spełnieni kontra niespełnieni, część IV - Manchester City.

Spełnieni kontra niespełnieni, część IV - Manchester City.




W poprzednim odcinku spełnieni kontra niespełnieni prezentowaliśmy sylwetki zawodników Manchesteru United. Dzisiaj natomiast przedstawimy piłkarzy odwiecznego rywala "Czerwonych Diabłów" czyli popularnych  "The Citizens", którzy od 2008 roku po przejęciu przez szejka Mansoura bin Zayeda zaliczają się do czołówki Premier League jak i europejskiej piłki klubowej.
 
Manchester City świętuje mistrzostwo kraju z sezonu 2011-2012.

Zanim Manchester City trafił w ręce bogatych inwestorów z Azji był tylko zespołem z dolnej części tabeli Premiership, który o wojażach i tytułach po Europie mógł tylko pomarzyć. Mimo iż Obywateli zaliczano do przeciętniaków angielskiej piłki to i tak wielu kibiców z pewnością pamięta o legendach klubu, którzy zasłużyli się grą w barwach niebiesko - białych. Billy Meredith, Sam Cowan, Tommy Johnson, Eric Brook, Fred Tilson, Frank Swift, Peter Doherty, Roy Clarke, Ben Trautmann, Alan Oakes, Mike Sumerbee, Francis Lee, Joe Corrigan oraz Nial Quinn to zasłużeni piłkarze z czasów, gdy City sięgało po mistrzostwo w latach 1937 oraz 1968. Do grona sław zalicza się także takie nazwiska jak: Uwe Rösler, Danny Mills, Richard Dunne, Marc Vivien Foe, Claudio Reyna, Paulo Wanchope, Robbie Fowler oraz Shaun Goater. Po przejęciu przez szejka bin Zayeda drużyna z niebieskiej części Manchesteru zaczęła pisać nową historię z sukcesami w lidze oraz z nowymi ikonami klubu z Etihad Stadium.
Hart, Kolarov, Kompany, Zabaleta, Barry, David Silva, Yaya Toure, Fernandinho, Ireland, Carlos Tevez oraz Sergio Aguero należą do panteonu gwiazd w nowożytnej historii klubu. Wielkie inwestycje oraz chęć szybkiego zysku i sukcesu prowadzi często do marnotrawstwa i wielkich strat, nie inaczej było w przypadku Manchesteru City.
 
Andreas Isaksson oraz Kasper Schmeichel nie otrzymali prawdziwej szansy w The Citizens.

Andreas Isaksson w 2006 roku przeniósł się ze Stade Rennes do Manchesteru City za 3 mln €. 25 letni Szwedzki golkiper uważany był za jednego z najbardziej utalentowanych na swojej pozycji. W Anglii zaliczył tylko 20 występów i po dwóch sezonach odszedł do PSV. Syn słynnego duńskiego bramkarza Petera - Kasper Schmeichel wychował się w szkółce "The Citizens" i tam stawiał także pierwsze kroki w dorosłej piłce. Włodarze niestety bardzo szybko - tylko 10 spotkań dla City - zrezygnowały z usług Schmeichela wypożyczając go do kilku mniejszych klubów, ostatecznie sprzedano go do Notts County. Dzisiaj pewnie wszyscy żałują, że Duńczyk nie gra w City tylko w Leicester, z którym zdobył niespodziewane mistrzostwo kraju w 2016 roku oraz jest jednym z najlepszych bramkarzy w lidze. W 2012 roku z Poli Timisoary wykupiono za 3,3 mln € rumuńskiego wieżowca -  Costela Pantilimona, który miał stać się prawdziwym murem nie do przejścia w bramce City. Rumun przez dwa lata zaliczył 29 występów i szybko oddano go do Sunderlandu. Claudio Bravo w 2016 roku niespodziewanie opuścił Barcelonę - z którą zdobywał tytuły w Hiszpanii i Europie - na rzecz Manchesteru City, gdzie miał zdobywać jeszcze więcej tytułów. 18 mln €, które wydano na Chilijskiego golkipera do tej pory raczej się nie spłaciły. Bravo zaliczył 33 występy w barwach Obywateli i przegrał walkę o miejsce między słupkami z Caballero, a aktualnie z Edersonem.
Dedrick Boyata oraz Nedum Onuoha to wychowankowie klubu z niebieskiej strony Manchesteru. Obydwa nazwiska nigdy nie spełniły pokładanych w nich nadziei, Onuoha zaliczył 113 występów przez 8 lat gry, natomiast Boyata jedyne 35 spotkań przez 6 lat gry w City. Izraelczyk - Tal Ben Haim w 2008 roku przeszedł z Chelsea do City za 6,4 mln € i był jednym z obiecujących obrońców Izraelskiej piłki. Niestety w "The Citizens" zaliczył tylko 15 spotkań i w 2009 odszedł do Sunderlandu, a później do Portsmouth. Jerome Boateng to obrońca, którego kibicom nie trzeba przedstawiać, jednak zanim stał się filarem obrony reprezentacji Niemiec oraz Bayernu to zaliczył także epizod w Anglii. W 2010 roku HSV sprzedało go za 12,5 mln € do Manchesteru City, gdzie miał stworzyć duet obrońców z Vincentem Kompanym. Niestety przez kontuzję kolana zdołał rozegrać zaledwie  24 spotkania. City po zaledwie jednym sezonie pozbyło się Boatenga sprzedając go do Bayernu. Za niewielką kwotę w 2011 roku wykupiono perspektywicznego Karima Rekika z Feyenoordu, który najpierw był wypożyczany do kilku innych klubów w celu nabrania doświadczenia. Później miał występować w pierwszym składzie City, lecz po 4 latach sprzedano go do Marsylii za 5 mln €. W barwach  Manchesteru City zaliczył 3 spotkania. Przypadek Jasona Denayera jest jeszcze ciekawszy, ponieważ w pierwszej drużynie Obywateli nie zaliczył jeszcze żadnego występu, a wciąż jest ich zawodnikiem. Ostatnie sezony spędza na wypożyczeniu w Galatasaray ale wydaje się, że ma bardzo małe szanse na występy na Etihad Stadium.
 
 Boyata, Onuoha, Denayer nie wykorzystali swojej szansy w Manchesterze City.

Włodarze "The Citizens" stawiali także na piłkarzy z Serbii. Pierwszym takim przypadkiem był Stefan Savic, który w 2011 roku zamienił Partizan na Manchester City, 12 mln € wydane na obrońcę z Czarnogóry nie spłaciły się. Savic zaledwie po jednym sezonie i 21 występach przeniósł się do Włoch i szybko zapomniał o występach w barwach niebiesko - białych. Matija Nastasic do City trafił w 2012 roku właśnie z Półwyspu Apenińskiego, przez 3 sezony w barwach City rozegrał 51 spotkań i w 2015 odszedł do Schalke, tam pełni rolę podstawowego obrońcy. Eliaquim Mangala w 2014 roku przeniósł się za 30,5 mln € z FC Porto i miał stać się defensorem na lata, jednak po zaledwie 2 sezonach wypożyczono go do Valencii, teraz ponownie wrócił na Etihad Stadium. Do tej pory zaliczył 67 meczów w barwach "The Citizens". Vedran Corluka po dobrych sezonach w Dinamie Zagrzeb przeniósł się za 13 mln € do Manchesteru City, mimo tego, że rozegrał 47 spotkań i spisywał się dobrze, włodarze postanowili sprzedać go do Tottenhamu zaledwie po jednym sezonie gry. Odwrotnie było w przypadku Javiera Garrido, który w 2007 roku przeniósł się na City of Manchester Stadium z Realu Sociedad. W barwach Obywateli występował przez 3 sezony i zaliczył tylko 63 mecze, ostatecznie sprzedano go do Lazio. Maicon był jednym z najlepszych na swojej pozycji, lecz po 6 udanych sezonach w Interze Mediolan przyszedł czas na zmiany. Maicon po raz kolejny trafił pod skrzydła Roberto Manciniego. Kontuzje kolana wykluczyły Brazylijczyka z gry na 132 dni i w barwach City zaliczył tylko 15 występów i w 2013 roku odszedł do Romy. Z kolei Bacary Sagna w 2014 roku opuścił Arsenal i przeszedł do Manchesteru City, gdzie chciał sięgnąć po upragnione mistrzostwo Anglii. Przez 3 lata gry nie sięgnął po nie ani razu, w 2017 roku nowy trener Pep Guardiola rozwiązał z nim kontrakt. Sagna w barwach City zaliczył 86 występów, aktualnie szuka nowego klubu.
W Japonii pierwszym piłkarzem, który naprawdę zaistniał w europejskich ligach był Hidetoshi Nakata, natomiast w Chinach takim zawodnikiem miał się stać Sun Jihai, który w 2002 roku trafił do Anglii. W barwach  "The Citizens" zaliczył 145 meczy strzelił 3 bramki i miał 2 asysty. Statystyki nie zadowoliły włodarzy, którzy oddali go za darmo do Sheffield United po 6 latach gry, a Jihai nigdy nie został gwiazdą światowego formatu. Władze z ówczesnego City of Manchester Stadium w 2007 roku postanowiły budować środkową formację zespołu na Brazylijczykach. Do klubu sprowadzono Geovanniego oraz Elano. Geovanni przyszedł z Cruzeiro, lecz po zaledwie jednym sezonie opuścił Manchester i przeniósł się do Hull. 23 mecze, 3 bramki i 1 asysta to dorobek Brazylijczyka w barwach  Obywateli. Elano został sprowadzony za 12 mln € z Schahtara Donieck i w nim pokładano nadzieje na sukces w Premiership. Elano rozegrał 80 spotkań zdobył 18 bramek i miał 11 asyst, a w 2009 przeniósł się do Galatasaray. Z City nie zdobył żadnego pucharu i mimo, że przez kibiców był uwielbiany to szefostwo zrezygnowało z jego usług.
Sun Jihai oraz Javi Garcia występowali na podobnych pozycjach, lecz nigdy nie zachwycili na miarę swojego talentu.

Gelson Fernandez był objawieniem w FC Sion i bardzo szybko zdecydował się na ofertę przedłożoną przez City w 2007 roku, lecz rzeczywistość z jaką się zmierzył w Anglii zablokowała jego karierę. Przez dwa lata gry zaliczył 60 występów i zdobył 4 bramki i ostatecznie sprzedano go do St. Etienne. Samir Nasri stał się bohaterem głośnego transferu w 2011 roku, gdy za 27,5 mln € przeniósł się z Arsenalu do Manchesteru City, w barwach Obywateli rozegrał 166 meczy zdobył 27 bramek i miał 40 asyst. Jego dorobek mógł być bardziej okazały ale z gry często wykluczały go kontuzje, na ich leczeniu spędził 327 dni. Pep Guardiola sprzedał go w 2017 roku za zaledwie 3,5 mln € do Antalyasporu. W City zostanie zapamiętany z kontuzji, kłótni i niezdyscyplinowania. Owen Hargreaves, który swoją obiecującą karierę musiał zakończyć przez kontuzje, po odejściu z Manchesteru United spróbował swoich sił w Manchesterze City ale tylko 4 mecze i 1 bramka to dorobek Anglika, który w 2012 zakończył karierę. Kolejnym zawodnikiem, który zapowiadał się bardzo obiecująco był Jack Rodwell. Wychowanek Evertonu w 2012 roku przeniósł się za 15 mln € na Etihad Stadium. W barwach "The Citizens" zagrał zaledwie 25 meczy i strzelił 2 gole, a w gabinetach lekarskich spędził 164 dni. Niewątpliwie kontuzje przystopowały dobrze zapowiadającą się karierę Anglika. Po dwóch sezonach odszedł do Sunderlandu, lecz nie nawiązuje do swoich najlepszych czasów gry w Evertonie. Javi Garcia po nieudanej przygodzie w Realu Madryt dobrze spisywał się w barwach Benfiki, co zaowocowało transferem do City w 2012 roku. 20,2 mln € wydane na defensywnego pomocnika nie spłaciło się, w 2014 roku Garcia odszedł do Zenitu Sankt Petersburg. W Manchesterze zaliczył 76 występów i strzelił 2 gole. Vladimir Weiss w 2006 roku był uważany za jednego z najbardziej perspektywicznych zawodników młodego pokolenia. W City jednak nie dostał zbyt wielu szans na pokazanie swoich umiejętności, zaliczył tylko 5 meczy, strzelił 1 bramkę i zaliczył 1 asystę w 2012 roku sprzedano go do Pescary. Weiss nie mógł mięć szans jeśli na City of Manchester Stadium sprowadzano takich skrzydłowych jak Robinho. Brazylijczyk, któremu wróżono karierę wielkiego Pele w lecie 2008 roku zamienił wielki Real Madryt na Manchester City za jedyne 43 mln €. Szybko okazało się, że niebieska strona Manchesteru nie stanie się jego domem na dłużej. Dwa sezony - tyle trwała przygoda Robinho z Anglią, w tym czasie rozegrał 53 spotkania, strzelił 16 bramek i 12 razy asystował kolegom... jak na następcę Pelego to trochę mało. W 2010 odszedł do Milanu, gdzie kariery również nie zrobił. Bułgarski skrzydłowy - Martin Petrov w 2007 zdecydował się na przenosiny do Manchesteru za 7 mln € z Atletico Madryt. Przez 3 sezony gry strzelił 12 bramek, miał 15 asyst w 72 spotkaniach. W 2010 oddano go na zasadzie wolnego transferu do Boltonu. Adam Johnson oraz Scott Sinclair w Anglii uznawani byli za talenty, które szybko zwojują Premiership, a także pomogą reprezentacji Anglii wrócić na szczyt. Ani Johnson, ani Sinclair nie potwierdzili pokładanych w nich nadziei. Sinclair po transferze w 2012 z Swansea do City za 7,8 mln € zaliczył tylko 19 spotkań w barwach Obywateli nie strzelając żadnej bramki. Po 3 rozczarowujących sezonach odszedł do Aston Villi. Adam Johnson w 2010 trafił na Etihad Stadium i początkowo radził sobie dobrze, 97 meczy 14 bramek i 25 asyst to dorobek skrzydłowego pochodzącego z Sunderlandu. Po dwóch sezonach włodarze City sprzedali go do jego rodzimego klubu. Aktualnie piłkarz odsiaduje karę więzienia za molestowanie seksualne na nieletniej. Jesus Navas przykuł uwagę włodarzy Manchesteru City swoją znakomitą grą w Sevilli, dlatego w 2013 roku Navas przeniósł się na Etihad za 20 mln €, odszedł dopiero na początku tego sezonu. W barwach "The Citizens" początkowo zachwycał, jednak z sezonu na sezon spisywał się coraz słabiej. 183 spotkania 8 bramek i 39 asyst to dorobek Jesusa Navasa w City, jednak wymagano od niego więcej. Ostatnim skrzydłowym, który nie sprawdził się w Manchesterze City jest Hiszpan - Nolito, który notował znakomite występy w Celcie Vigo i to zadecydowało, że nowy menadżer City - Pep Guardiola wykupił go z Estadio Balaidos za 18 mln €. Nolito w Anglii spędził tylko sezon, rozegrał 30 spotkań, strzelił 6 bramek i zaliczył 5 asyst. Po sezonie sprzedano go do Sevilli za zaledwie 8 mln €.
 
Johnson, Elano, Jovetic, Navas, mogli trafić do galerii sław The Citizens, niestety nie trafili.

Czas przeanalizować sytuację napastników. W 2006 roku do Manchesteru zawitało dwóch snajperów, którzy mieli zapewniać bramki zespołowi prowadzonemu przez Stuarta Pearce'a, jednak ani Rolando Bianchi, ni Georgios Samaras nie zapewnili odpowiedniej skuteczności. Bianchi w barwach  "The Citizens" rozegrał 24 spotkania strzelił 5 goli, a Samaras zagrał w 64 meczach i zaliczył 12 trafień. Obydwoje szybko pożegnali się z Anglią. Bianchi odszedł do Torino, Samaras natomiast przeniósł się do Celticu. Kolejny sezon to znów nieudane transfery napastników, Valeri Bojinov oraz Emile Mpenza zawitali do zespołu prowadzonego  już przez Svena-Görana Erikssona. Kibice szybko przekonali się, że z taką parą napastników nie uda się zwojować Premier League. Bojinov rozegrał 12 spotkań i zdobył aż 1 bramkę, a Mpenza w 29 spotkaniach zaliczył 5 trafień. Zdecydowano się również na zakup młodego Szweda - Johna Guidettiego, który niestety przez 8 lat więcej razy był na wypożyczeniu niż na murawie Etihad Stadium. Guidetti w trakcie swojej przygody z City odwiedził Feyenoord, Stoke, Celtic, a w 2015 odszedł do Celty Vigo. W barwach niebiesko - białych rozegrał zaledwie 1 spotkanie.
 
Adebayor, Santa Cruz, Jo oraz Negredo mieli stanowić o sile ofensywnej zespołu z Etihad, tak się jednak nie stało.

Brazylijczyk Jo został sprowadzony w 2008 roku z CSKA Moskwa za 24 mln €, niestety głośny transfer obiecującego napastnika okazał się wielką klapą. Jo zaliczył 42 spotkania i strzelił tylko 5 bramek... jak na taką sumę odstępnego oczekiwano od niego o wiele więcej. Od momentu gdy w Manchesterze City znalazły się fundusze na głośne transfery, karuzela transferowa została mocno rozkręcona. Kolejne dwa głośne nazwiska zjawiły się na Etihad w 2009 roku. Emanuel Adebayor i Roque Santa Cruz, dwaj napastnicy, którzy mieli strzelać przez lata okazali się kompletnymi pomyłkami. Adebayor opuścił Arsenal za 29 mln €, przez trzy lata gry w barwach Obywateli zdobył 19 goli w 45 spotkaniach, w 2012 przeniósł się do Tottenhamu. Santa Cruz opuścił Blacburn i to okazało się dużym błędem. W City zaliczył tylko 24 mecze i 4 razy trafiał do bramki rywali. Prawdziwym hitem transferowym w 2010 roku okazał się transfer Mario Balotellego za 29,5 mln € z Interu Mediolan. Do klubu z Etihad sprowadził go Roberto Mancini, z którym krnąbrny Włoch trenował w Interze. "Super Mario" początkowo zachwycał kibiców City, lecz bardzo szybko stał się arogancki i lekceważył polecenia trenera oraz nie współpracował z drużyną tak jak powinien. 80 spotkań przez 3 lata gry, 30 goli i 7 asyst to dorobek Balotellego. Gdyby nie jego trudny charakter byłby pewnie teraz na samym szczycie, a tak odbudowuje swoją formę w Nicei. Alvaro Negredo znakomicie spisywał się w barwach Sevilli podobnie jak wspomniany Jesus Navas, tylko że Negredo do Anglii przeniósł się w 2013 roku czyli rok później niż Navas. 25 mln € kosztował napastnik wychowany w Madrycie, lecz 49 meczy i 23 bramki z pewnością nie zadowoliły szefów City, po trzech sezonach pożegnano się z Negredo i sprzedano do Valencii. Rok po zakupie Negredo zdecydowano się na zakup młodego Czarnogórca - Stevana Jovetica, który kosztował 24 mln €. Kolejny raz się okazało, że trochę przepłacono za napastnika - 44 mecze, 11 bramek oznaczało tylko jedno transfer w 2017 roku do Interu. W 2015 roku, gdy pozbywano się Alvaro Negredo, włodarze Obywateli zagięli parol na napastnika z Wybrzeża Kości Słoniowej, który notował fantastyczne statystyki w małym Swansea, a przez wielu namaszczany był na drugiego Didiera Drogbę. Wilfried Bony bo o nim tutaj mowa przeniósł się za 32,2 mln € do "The Citizens". Wydawało się, że Manchester w końcu znalazł idealnego napastnika, niestety Iworyjczyk najpierw złapał kontuzje, a gdy już wrócił na boisko to zatracił swoją skuteczność choćby z Swansea. Po dwóch latach Bony wrócił z podkulonym ogonem do "Łabędzi", w barwach Manchesteru City zdobył 11 bramek w 46 meczach.
 
O to jedenastka, która nie może być nazwana legendarną w barwach Obywateli.

Wiele nieudanych transferów klubu z niebieskiej strony Manchesteru nie przeszkodziło, w ostatnich  latach,  do  zaistnienia w Europie oraz zdobycia kolejnych tytułów najlepszej drużyny w Anglii. Oprócz tytułów, fanów zapewne cieszy fakt, iż znów pojedynki pomiędzy dwoma drużynami z Manchesteru przynoszą kibicom wiele emocji oraz niezapomnianych wrażeń. Natomiast mocno inwestujących szejków zapewne ucieszy, gdy  zespół "The Citizens" sięgnie po europejskie trofea.          
continue reading Spełnieni kontra niespełnieni, część IV - Manchester City.

środa, 1 listopada 2017

MLS - wkroczyła w kulminacyjny moment sezonu.

MLS - wkroczyła w kulminacyjny moment sezonu.


Najlepsze ligi na kontynencie europejskim rozpoczęły już swoje rozgrywki na przełomie sierpnia i września. Gdy w Europie kibice dopiero zaczynają cieszyć się rozgrywkami swoich ulubionych drużyn, tak za Oceanem fani popularnego w Stanach Zjednoczonych soccera wkroczyli w najbardziej ekscytującą fazę sezonu.
 
Trofeum Philipa F. Anschutza czeka na kolejnego  zwycięzcę MLS.
W Stanach Zjednoczonych niemalże każde rozgrywki stworzone są na trochę innych regułach niż ma się to w Europie. W większości lig rozgrywa się określoną ilość spotkań, która wyłania mistrza kraju. W rozgrywkach  Major League Soccer, NBA, NFL czy NHL najpierw trzeba przebrnąć przez sezon zasadniczy. Wyłoni on najlepsze zespoły, które powalczą w play-off'ach o tytuł mistrza kraju. Tak właśnie popularyzuje się w Ameryce emocje sportowe. MLS jest właśnie w trakcie rozgrywania kolejnej fazy play-off'ów.
Z dwóch Konferencji do dalszej fazy zakwalifikowało się 12 zespołów (po 6 z każdej Konferencji). Z Zachodniej do następnego etapu zameldowały się ekipy: Portland Timbers, Seattle Sounders, Vancouver Whitecaps, Houston Dynamo, Sporting Kansas City, San Jose Earthquakes. Z Wschodniej Konferencji natomiast awansowały drużyny: Toronto FC, New York City, Chicago Fire, Atlanta United, Columbus Crew oraz New York Red Bulls.
W tym sezonie nie zabrakło zespołów, które rozczarowały i zawiodły. Najsłabiej spisał się zespół Los Angeles Galaxy, który w poprzednich sezonach walczył o mistrzostwo USA, w tym jednak zajął ostatnie miejsce w swojej Konferencji. Pecha miała także ekipa FC Dallas, która w poprzednim sezonie przewodziła w sezonie zasadniczym, w tym zajęła dopiero 7 miejsce. W Konferencji Wschodniej bardzo dobrze spisał się zespól Chicago Fire, który w poprzednich  sezonach  mocno rozczarowywał w MLS. Zaskoczeniem był również awans do play-off's zespołu z Atlanty, która debiutowała w tym roku w MLS.
Play-off'y w MLS rozpoczęły się 26 i 27 października. Drabinka przedstawiała się następująco:
 
Drabinka tegorocznych MLS play-off's 2017.

Zespoły z pierwszych dwóch miejsc w swoich Konferencjach miały rozegrać spotkania dopiero od ćwierćfinału, zespoły z miejsc 3-6 walczyły w 1/8 finału. W Konferencji Wschodniej Chicago Fire mierzyło się z New York Red Bulls, Atlanta United z Columbus Crew, natomiast w Konferencji Zachodniej San Jose Earthquakes z Vancouver Whitecaps oraz Sporting Kansas City z Houston Dynamo. W dwóch spotkaniach doszło do niespodziewanych pogromów. New York Red Bulls odprawili z kwitkiem ekipę byłego króla strzelców Polskiej Ekstraklasy - Nemanję Nikolicsa - aż 4:0. Bramki zdobyli Bradley Wright-Phillips, Sacha Kljestan, Daniel Royer oraz Gonzalo Veron. Taki wynik oznaczał szybkie odpadnięcie ekipy Fire. Mimo tego, że w sezonie zasadniczym Chicago strzeliło 61 bramek, a aż 24 padły łupem Nikolicsa drużyna z wietrznego miasta szybko pożegnała się z rundą play-off. Nie pomógł nawet mistrz Świata Bastian Schweinsteiger, który do Chicago trafił w marcu tego roku z Manchesteru United. Drugie spotkanie w tej Konferencji również opiewało w emocje... tylko, że te związane z rzutami karnymi. Po 90 minutach gry padł bezbramkowy remis, a po dogrywce i rzutach karnych lepsza okazała się ekipa Gregga Berhaltera. Zespół z Vancouver bardzo łatwo rozprawił się z Earthquakes, którzy przeżyli prawdziwe trzęsienie ziemi na stadionie BC Place w Vancouver i przegrali aż 5:0. Gole dla Whitecaps zdobyli: Montero, Techera, Watson oraz dwie bramki wbił Mezquida. W drugim spotkaniu Houston Dynamo wygrało 1:0 po bramce zdobytej w dogrywce przez Albertha Elisa w 94 minucie gry.
 
Na pierwszym zdjęciu piłkarze NY Red Bulls cieszą się z kolejnej bramki przeciwko Chicago.
Na drugim zdjęciu piłkarze Columbus cieszą się ze zwycięstwa po rzutach  karnych  z Atlantą.
Na trzecim zdjęciu radość kibiców i zawodników Houston z bramki zdobytej w dogrywce.
Na ostatnim zdjęciu radość zawodników Vancouver z wyniku 5:0z San Jose.

W ćwierćfinałach los skojarzył ze sobą zespoły Toronto FC i New York Red Bulls oraz New York city FC z Columbus Crew, w drugiej Konferencji Seattle Sounders zmierzyli się z Vancouver Whitecaps, a Portland Timbers z Houston Dynamo. Ekipy z Konferencji Zachodniej nie wysiliły się w pierwszych spotkaniach. W pierwszym jak i drugim pojedynku padły bezbramkowe remisy, tak więc o awans trzeba będzie powalczyć w meczach rewanżowych. W Konferencji Wschodniej obydwa zespoły z Nowego Jorku przegrały swoje spotkania, o ile Red Bulls ulegli Toronto 1:2
, bramki w tym meczu strzelali Royer dla Red Bulls Vazquez oraz niezawodny Sebastian Giovinco dla Toronto.  Zespół spod znaku Red Bullam może jeszcze myśleć o awansie do kolejnej rundy. Natomiast New York City FC - którego w 80% właścicielem jest prezes Manchesteru City Khaldoon Al Mubarak - wysoko przegrało z Columbus Crew, bo aż 4:1, a jedyną bramkę dla podopiecznych Patricka Vieiry zdobył niezastąpiony David Villa. Drugi zespół z Nowego Jorku będzie musiał się mocno napocić by awansować do kolejnej rundy. Spotkania rewanżowe rozgrywane będą pomiędzy 3 oraz 6 listopada. W tym czasie dowiemy się również kto awansuje do finałowej czwórki.
Pierwsze zdjęcie - Giovinco właśnie zdobywa bramkę z rzutu wolnego i ustala wynik na 2:1 dla Toronto.
Zdjęcie numer dwa po prawej, Columbus Crew cieszą się z bramki, która dała im zwycięstwo 4:1 nad NYC FC.
Trzecie zdjęcie na dole po lewej ostra walka pomiędzy zawodnikami Dynamo oraz Timbers.
Ostatnie zdjęcie przedstawia jedno z wielu ostrych spięć w spotkaniu pomiędzy Seattle oraz Vancouver.

Widać, że popularny soccer w Stanach Zjednoczonych jest nieobliczalny i żaden z faworytów nie może być pewien łatwego awansu. W poprzednim sezonie w finale rozgrywek spotkały się Toronto FC z Seattle Sounders. Nieuniknione, że i w tym sezonie zobaczymy taką właśnie parę finałową, chociaż chrapkę na mistrzowski tytuł mają także zespoły z Nowego Jorku, Portland, Houston czy Columbus.
continue reading MLS - wkroczyła w kulminacyjny moment sezonu.

niedziela, 29 października 2017

Spełnieni kontra niespełnieni część III - Manchester United.

Spełnieni kontra niespełnieni część III - Manchester United.


Sir Alex Ferguson to trener, który w annałach angielskiej piłki zapisał się złotymi zgłoskami, a przez wielu uważany jest za najlepszego menadżera na Świecie. Pod wodzą charyzmatycznego Fergie'go zespół z Old Trafford stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych drużyn na całym Świecie. Hegemonia Szkota trwała 27 lat. Przez ponad ćwierć wieku zespół Manchesteru United zdobył w sumie niesamowite 38 tytułów wraz z Sir Alexem na ławce. Tak długie panowanie wiąże się jednak z wieloma poświęceniami i stratami, nie inaczej było w przypadku Fergusona pod którego skrzydłami zmarnowało się kilkunastu obiecujących, a nawet przyszłych gwiazd futbolu. Kolejny odcinek spełnieni kontra niespełnieni skupi się na zespole z czerwonej części Manchesteru. 
Szkocki menadżer nie jest jedynym, który popełniał błędy przy transferach obiecujących piłkarzy, dlatego przyjrzymy się także "niewypałom" Davida Moyesa czy Luisa van Gaala.
 
Ekipa Manchesteru United z 1999 roku, gdy zdobyli tryplet - Mistrzostwo Anglii, puchar Anglii oraz Ligę Mistrzów.

Od momentu pojawienia się Fergusona w Manchesterze, klub zaczął przyciągać coraz więcej zawodników o znanych nazwiskach, z drugiej zaś strony postawił także na zawodników z własnej szkółki. Dlatego do sław "Czerwonych  Diabłów" zalicza się teraz takich piłkarzy jak: Schmeichel, Irwin, Pallister, Bruce, Roy Keane, Cantona, bracia Neville, Butt, Scholes, Giggs, Beckham, Andy Cole, Yorke, Solskjaer, van der Sar, Rio Ferdinand, Evra, Vidic, van Nisterlooy, Rooney czy Cristiano Ronaldo. Istnieje jednak jeszcze drugi typ zawodników, którzy powinni być zaliczani do wyżej wymienionego grona, niestety ich przygoda z Old Trafford nie jest powodem do dumy. Pierwsze "pomyłki" transferowe przytrafiły się Fergusonowi w latach 90-tych, a do grona tych zawodników zaliczają się Karel Poborsky. Pomocnik do United trafił w 1996 roku tuż po udanym Euro 96 dla reprezentacji Czech, lecz po zaledwie dwóch sezonach, 45 spotkaniach i 6 bramkach sprzedano go do Benfiki Lizbona. Innym znakomitym transferem miał być syn słynnego Johana, czyli Jordi Cryuff, który do Manchesteru przeszedł z FC Barcelony za 2,5 mln €. Po zaledwie dwóch sezonach zaczęto go wypożyczać do słabszych zespołów, a w 2000 roku odszedł za darmo do Deportivo Alaves. W United wyśrubował 52 spotkania i zdobył 8 bramek. w 1997 roku jeden z najlepszych napastników Irlandii Północnej - David Healy - trafił do Manchesteru United, jednak nigdy nie dostał prawdziwej szansy wykazania się na Old Trafford. W 2001 został sprzedany do Preston, a dopiero po latach jego talent w pełni ewoluował i to pozwoliło zostać mu najlepszym strzelcem reprezentacji "Norn Iron". Ferguson w sezonie 2000/01 sprowadził mistrza Świata z 1998 roku - Fabien Barthez - miał stać się ikoną w bramce i godnie zastąpić Petera Schmeichela, lecz Barthez nawet przez chwilę nie wszedł w buty znakomitego Duńczyka. Pomyłki Bartheza były na tyle kompromitujące, że Ferguson postanowił zastąpić go utalentowanym golkiperem znad Ulsteru. Roy Carroll może i posiadał potencjał, lecz podobnie jak Francuzowi przytrafiały mu się niewybaczalne wpadki. Ferguson po raz kolejny zmuszony był do szukania nowej ostoi w bramce, padło na młodego Tima Howarda. Ten wybór również okazał się porażką, a Amerykanin zaledwie po 74 występach musiał szukać sobie nowego pracodawcy. Przeszedł do Evertonu i tam w pełni rozwinął swój talent, kilkukrotnie udowadniając to włodarzom United i samemu Sir Alexowi. W 2001 roku do Manchesteru trafił znakomity obrońca "Trójkolorowych" Laurent Blanc, który jako kapitan doprowadził swoją reprezentację do Mistrzostwa Świata, w barwach "Czerwonych Diabłów" przez 3 sezony zaliczył 75 spotkań i strzelił 4 bramki, trochę mało jak na ostoje defensywy mistrzów Świata ale trzeba pamiętać, że Blanc miał już wtedy 36 lat.
 
Od lewej: Karel Poborsky, Jordi Cruyff oraz David Healy, którzy nie zostali ikonami United.

Z kolei w 2004 roku do klubu trafił młody obrońca prosto z USA - Jonathan Spector, Uważany był za perspektywicznego obrońcę, który miał stać się ikoną Old Trafford, szybko okazało się, że Spector lepiej poradzi sobie w mniejszym klubie. Po zaledwie 7 występach został sprzedany do West Ham United. W 2004 roku Sir Alex Ferguson zdołał wydrzeć z La Masii jednego z najlepszych środkowych obrońców tego pokolenia. Gerard Pique przeszedł za 5,25 mln € na Old Trafford. Kataloński defensor nie zdołał na dłużej przebić się do pierwszej jedenastki Manchesteru, zaliczając często tylko epizodyczne występy w spotkaniach. Uzbierał aż 22 występy i zdobył dwie bramki po czym w 2008 roku skusił go Pep Guardiola, który budował nową drużynę w Barcelonie. W 2008 roku Alex Ferguson zagiął parol na brazylijskich bliźniaków z Fluminense. Rafael i Fabio Pereira da Silva mieli w przyszłości zachwycać fanów United, o ile Rafaelowi udało się zrobić karierę w pierwszej jedenastce, to kariera Fabio toczyła się różnie. 56 występów i 3 bramki przez 6 lat gry to nie jest imponujący wynik. Podobne perypetie przeżywał Marnick Vermijl, Belgijski obrońca trafił do Manchesteru ze Standardu Liege, spędził tam 5 sezonów, a zaliczył zaledwie 2 spotkania w pierwszej drużynie. Ostatnim defensorem, który trafił pod skrzydła Fergusona jest Holender Alexander Büttner. Znakomity sezon w Vitesse Arnhem zaowocował transferem do Manchesteru United. Przez dwa sezony spędzone w Anglii, Büttner rozegrał 28 meczy i strzelił 2 bramki oraz szybko zmienił barwy klubowe, obecnie znów występuje w Vitesse. Znakomite występy na Mundialu w Korei i Japonii przekonały Sir Alexa Fergusona do wydania ponad 8 mln € na Brazylijczyka Klebersona, który był jednym z podstawowych graczy triumfalnych Canarinhos z 2002 roku. Szkoda tylko, że nie przełożył tego na dobrą grę w Premiership, tylko 26 spotkań przez 2 sezony zmusiły włodarzy do sprzedaży defensywnego pomocnika. Podobna sytuacja co Klebersona spotkała pomocnika rodem z Kamerunu, Eric Djemba-Djemba przeniósł się w 2003 roku z mistrza Francji FC Nantes i miał stanowić o sile pomocy w United. Dla "Czerwonych Diabłów" zaliczył 35 występów i szybko zrezygnowano z jego usług. Wielkiej kariery już nie zrobił, a karierę kończy w 5 ligowym Vallobre z Szwajcarii. Kłopoty finansowe Leeds United zmusiły włodarzy do pozbywania się najlepszych zawodników, a jednym z nich był Alan Smith, który uznawany był w Anglii za wielki talent. Przez 3 lata gry Smith zaliczył 92 występy, zdobył 11 bramek ale także długie miesiące leczył na rekonwalescencji złamanej nogi, co mocno ograniczyło jego osiągnięcia w barwach Manchesteru United. Innym pechowcem, który także nie pokazał pełni swoich możliwości jest Owen Hargreaves. Od momentu przyjścia na Old Trafford więcej czasu spędzał w gabinetach lekarskich niż na boisku. Tylko 39 spotkań przez 4 sezony za to na leczeniu kilkunastu kontuzji stracił 740 dni. W klubie z Old Trafford nie brakowało także wychowanków, którzy mimo srogiego potencjału nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Darron Gibson jest idealnym przykładem, Irlandzki pomocnik miał zostać idealnym następcą swojego rodaka - Roya Keane'a - jednak przez 4 sezony w pierwszej drużynie zdołał rozegrać zaledwie 60 spotkań i strzelić 10 bramek, to w żadnym stopniu nie przybliżyło go do osiągnięć ikony Man.Utd. jaką niewątpliwie był Keane. Gibson przeniósł się do Evertonu, a aktualnie gra w Sunderlandzie. Przypadek Toma Cleverley'a jest bardzo podobny do Gibsona, młody pomocnik również miał stać się liderem pomocy United, zamiast tego częściej wypożyczano go do innych zespołów w celu "zbierania doświadczenia". W końcu otrzymał szanse gry w pierwszym zespole, lecz nie zachwycał i zanim odszedł do Evertonu uzbierał 79 spotkań i strzelił 5 bramek.
 
Od lewej: Kagawa, Kleberson, Anderson oraz Djemba-Djemba, oni nie spełnili pokładanych w nich nadziei.

Każdy fan piłki nożnej zapewne wie, że wielkie kluby często zaglądają do ligi portugalskiej, w której nie brakuje utalentowanych  zawodników. Anderson trafił do Man.Utd. w 2007 roku z FC Porto za 31.5mln €, pod barkami Fergusona spędził 6 lat, a po przejęciu posady przez Davida Moyesa odszedł do Fiorentiny. Przez 7 lat gry zaliczył ponad 180 występów, lecz nigdy tak naprawdę nie przekonał do siebie włodarzy, a tym bardziej kibiców. Rodrigo Possebon jest kolejnym Brazylijczykiem po Klebersonie i Andersonie, który bardzo szybko przekonał się, że kariera w tak wielkim klubie to nie sielanka, aż 8 spotkań przez 2 lata oznaczały tylko jedno, szybki powrót do Brazylii i rozmienianie talentu na grosze. Udane sezony okraszone dwoma mistrzostwami Niemiec z Borussią Dortmund, a także bardzo dobra gra Shinji Kagawy przykuła uwagę włodarzy z Old Trafford. Japończyk opuścił Bundesligę i przeniósł się do Premiership za 16 mln €, miał pełnić role playmakera, który będzie asystował napastnikom United. Kagawa bardzo dużo czasu potrzebował na aklimatyzację i po dwóch sezonach, 57 spotkaniach wrócił do Borussii, gdzie czuje się chyba najlepiej. "Czerwone Diabły" w 2015 roku wybrały się na poszukiwania pomocników, którzy przywróciliby blask w pomocy. Wybór padł na Morgana Schneiderlina z Southampton oraz Bastiana Schweinsteigera z Bayernu, który po 13 latach zdecydował się opuścić Monachijczyków i przenieść do Anglii. Schneiderlin notował znakomite występy w barwach "Świętych" ale w United jego blask zgasł - 47 spotkań i zaledwie 1 bramka, w Manchesterze wymaga się o wiele więcej od środkowych pomocników, po dwóch sezonach odszedł do Evertonu. Schweinsteiger natomiast na samym początku swojej przygody z Man. Utd. doznał kontuzji, która wykluczyła go na 123 dni. Na Old Trafford zdołał rozegrać zaledwie 35 spotkań i strzelił 2 bramki, w Bayernie notował o wiele lepsze statystyki. Obecnie dorabia do emerytury w MLS. Manchester United od lat stawiał na grę skrzydłami, dużo zyskał na pozyskaniu Cristiano Ronaldo czy Ashleya Young'a, lecz nie wystrzegł się też błędów, o to kilka z nich. David Bellion w 2003 roku przeniósł się z Sunderlandu i zaliczył 35 występów przez 3 lata gry. Z kolei Gabriel Obertan trafił w 2009 roku z Bordeaux na Old Trafford i wiązano z nim wielkie nadzieje, niestety nie przełożył tego na boisku i po dwóch latach gry (zaledwie 27 spotkań) przeniósł się do Newcastle tam tez kariery nie zrobił, aktualnie występuje w Levskim Sofia. Zoran Tosic do Manchesteru trafił w 2009 roku za 7mln € z Partizana Belgrad, niestety do dziś nikt nie wie po co został sprowadzony, zaledwie 2 razy wystąpił na poziomie Premiership i w 2010 trafił na wypożyczenie do Köln, a później sprzedano go do CSKA Moskwa. W sezonie 2010/11 skauci United zauważyli potencjał w zawodniku, który podobno miał cechy i umiejętności Cristiano Ronaldo czy Quaresmy, lecz jak się okazało Bebe nigdy tego nie potwierdził na boisku. Przez 4 sezony zaliczył 7 występów i zdobył 2 bramki, a więcej czasu spędzał na wypożyczeniu niż na boisku, obecnie występuje w Eibar.
Następca Fergusona, David Moyes od początku swojej przygody w Manchesterze miał pod górkę, nie dość, że drużyna pod jego wodzą spisywała się fatalnie to dokonywał jeszcze gorszych transferów. Jednym z nich był Wilfried Zaha, który trafił do Man. Utd. z Crystal Palace. Jego przygoda jednak trwała bardzo krótko, a występów zaliczył zaledwie 4. W 2015 Iworyjczyk wrócił do Crystal Palace. Za kadencji Moyesa w pierwszym zespole Manchesteru szanse otrzymał młody Belg - Adnan Januzaj - który sprowadzony został jeszcze za czasów Alexa Fergusona. Wróżono mu wielka karierę i szybko okrzyknięto drugim Giggs'em, lecz w 63 spotkaniach jakie rozegrał dla "Czerwonych Diabłów" nie przekonał. Wypożyczano go do Dortmundu oraz Sunderlandu, gdzie miał zbierać doświadczenie, a w tym roku sprzedano go do Realu Sociedad. Wszyscy w Manchesterze wiedzą jak ciężko jest wskoczyć w koszulkę numer "7"- trzeba liczyć się z presją takich nazwisk jak: Bekcham, Ronaldo czy Cantona. Dobitnie przekonali się o tym Angel Di Maria oraz Memphis Depay. Argentyńczyk do deszczowej Anglii przeprowadził się ze słonecznej Hiszpanii. Kosztował bagatela 75 mln €, a po zaledwie jednym sezonie w którym rozegrał 32 mecze, strzelił 4 bramki i zanotował 12 asyst odszedł do PSG za 63 mln €. Natomiast Depay po znakomitych występach w PSV Eindhoven przeniósł się za 34 mln € na Old Trafford, wszyscy kibice myśleli, że otrzymali nowego Arjena Robbena, rzeczywistość okazała się inna. Depay przez dwa sezony rozegrał 57 spotkań i strzelił 7 bramek, gdy stery po van Gaalu objął Jose Mourinho od razu postanowił sprzedać Holendra do Olympique Lyon. 
 
Kolejni przedstawiciele niespełnionych, od lewej: Forlan, Rossi, Januzaj oraz Fangzhuo.
   
W 2004 roku Alex Ferguson dokonał jednego z najbardziej niezrozumiałych transferów. Na Old Trafford trafił Fangzhuo Dong z Chin. Napastnik miał stać się prawdziwą gwiazdą nie tylko Premiership ale i azjatyckiej piłki. Dong nigdy taką ikoną się nie stał a w United rozegrał 3 spotkania. Warte przypomnienia, że po przygodzie w Anglii, występował także w Legii Warszawa (tam zaliczył tylko 2 spotkania). Diego Forlan w 2004 roku był bardzo rozchwytywanym piłkarzem, którego udało się zakontraktować Fergusonowi. Urugwajczyk miał jednak problemy z aklimatyzacją w Anglii i w pełni nie wykorzystał swojego potencjału. Po 97 rozegranych meczach i 16 bramkach został sprzedany do Villarealu, później do Atletico Madryt. W Hiszpanii w pełni pokazał swoje możliwości zdobywając dwa tytuły króla strzelców, pokazując tym samym, że ma umiejętności i jest piłkarzem światowej klasy. Podobną sytuacje co Forlan przeżywał Giuseppe Rossi, młody Włoch trafił do Anglii z Parmy, ale w Manchesterze zaliczył zaledwie 12 spotkań i 4 bramki. W 2007 odszedł do Villarealu i tam pokazał swoje strzeleckie umiejętności, lecz karierę zablokowały ciężkie kontuzje przez które stracił kilkanaście sezonów i nie wrócił już do pełnej dyspozycji, obecnie jest bez klubu. Senegalczyk Mame Biram Diouf, którego można skojarzyć z takimi zespołami jak: Stoke City czy Hannover w 2007 roku występował w barwach "Czerwonych  Diabłów". Przez trzy sezony zagrał zaledwie 9 razy i strzelił 1 bramkę. Po nieudanych wojażach w Realu Madryt, Michael Owen postanowił wrócić do Anglii, wybrał grę dla Newcastle, którzy po 4 sezonach zrezygnowali z jego  usług - głównie ze względu na kontuzje - pomocną dłoń dla niegdyś cudownego dziecka angielskiej piłki wyciągnął Manchester United. Trzy sezony na Old Trafford to nieprzerwane wizyty w gabinetach lekarskich (388 dni). 52 mecze i 17 bramek taki bilans uzbierał Owen, a kibice zapewne zapamiętają go za bramkę w 96 minucie w derbowym meczu z City z sezonu 2009/10 gdy trafił do siatki na 4:3 dla United. Szkoda, że kontuzje nie pozwoliły w pełni rozwinąć jego możliwości. Znakomite występy w Monaco nie umknęły włodarzom Manchesteru, którzy we wrześniu 2014 roku wypożyczyli Kolumbijczyka Falcao. Napastnik miał udowodnić swoją znakomitą dyspozycję w tak wielkim klubie i pewnie wtedy zostałby wykupiony. Niestety zaliczył tylko 29 występów i strzelił 4 bramki, po czym przeniósł się do Chelsea na wypożyczenie, a aktualnie ponownie gra w Monaco.

 
Jedenastka niespełnionych Manchesteru United.

Każdy obiektywny kibic piłki nożnej przyzna, że Sir Alex Ferguson to szkoleniowiec, który miał niesamowity wpływ na rozwój takich piłkarzy jak: Scholes, Giggs, Beckham, Ferdinand, Rooney czy Cristiano Ronaldo, ale był to także trener, który często szedł po trupach do celu. Wielu z młodych obiecujących graczy nie zdało egzaminu u wielkiego Fergie'go, a to oznacza tylko jedno, wielka kariera nie stoi przed tobą otworem gdy nie trzymasz się dyscypliny i podporządkowania, która u Fergusona była najważniejszym przykazaniem.   
continue reading Spełnieni kontra niespełnieni część III - Manchester United.

wtorek, 24 października 2017

Kolejne nieudane eliminacje dla "Oranje", co dalej z prekursorami futbolu totalnego?

Kolejne nieudane eliminacje dla "Oranje", co dalej z prekursorami futbolu totalnego?


Pojęcie futbolu totalnego od lat 70-tych kojarzone jest z holenderską piłką, która pod wodzą słynnego Rinusa Michelsa i jego innowacyjnej taktyki zrewolucjonizowała piłkę nożną na długie lata. Sama reprezentacja "Oranje" stała się jedną z najbardziej wymagających reprezentacji z jaką trzeba było się mierzyć. Sukcesy w 1974 roku czy 1978 roku na Mistrzostwach Świata, a także Mistrzostwo Europy z 1988 roku pokazały, że w tym niewielkim kraju drzemie niesamowity potencjał. Futbol totalny miał być gwarancją sukcesu na wieki. Jednak od 2014 roku prekursor tych taktycznych zasad jest tylko cieniem dla swoich poprzedników.  
 
Ludzie, którzy rozpowszechnili futbol totalny.

Taktyka futbolu totalnego może nigdy nie przyniosła "Oranje" triumfu w postaci wygranej w Mistrzostwach Świata ale przyczyniła się do kilku mniejszych sukcesów reprezentacji Holandii jak i wielu większych sukcesów w piłce klubowej. Schemat futbolu totalnego został w późniejszych latach przekształcony przez zawodników, którzy wraz z Michelsem wprowadzali tą taktykę w życie,  a co za tym idzie został on przeniesiony do wielu innych europejskich potęg. Reprezentacja "Oranje" już zawsze będzie kojarzona z taką właśnie taktyką. 

Kolejne sukcesy futbolu totalnego miały przynieść triumf w 2000 roku, gdy Mistrzostwa Europy rozgrywane były w Belgii i Holandii. Wtedy "Oranje" prowadzeni przez Franka Rijkaarda odpadli w półfinale z reprezentacją Italii po rzutach karnych i nie zdobyli tytułu na własnym terenie, mimo przekonującej i efektownej grze. W 2002 roku Holendrów o dziwo zabrakło na mundialu w Korei i Japonii, co okazało się wielką niespodzianką. Z kolei w 2004 roku na Euro w Portugalii popularni "Oranje" znów dotarli do półfinału, ulegając gospodarzowi turnieju. Zmagania o Mistrzostwo Świata z 2006 oraz Europy z 2008 to niepowodzenia pod wodzą byłego znakomitego napastnika oraz jednej z największych gwiazd z 1988 roku - Marco van Bastena, który zrezygnował z doświadczonych piłkarzy i dał szansę młodszemu pokoleniu. Jednak okazało się, że zamiast sukcesów pozostał duży niedosyt. 
Mistrzowie Europy z 1988 roku pod wodzą Rinusa Michelsa.


Przed Mistrzostwami Świata w 2010 roku nowym selekcjonerem został Bert van Marwijk, który zamiast widowiskowej gry wolał oglądać konsekwentną grę, która przynosiła efekty w postaci zwycięstw. "Oranje" na mundialu w RPA dotarli do finału, eliminując m.in. Brazylię oraz Urugwaj, lecz w finale po raz kolejny musieli uznać wyższość przeciwnika, którym była Hiszpania. To właśnie reprezentacja "La Furia Roja" stała się godnym następcą futbolu totalnego nazywanego w Hiszpanii "Tiki Taką". Bardzo udane Mistrzostwa na afrykańskim kontynencie nie przełożyły się na sukces choćby na Euro w 2012 roku rozgrywanym na boiskach Polski i Ukrainy. Wydawało się, że niektóre gwiazdy "Oranje" powoli będą żegnać się z występami w reprezentacji. W 2014 roku mundial rozgrywany w Brazylii znów okazał się szczęśliwym i opiewającym w sukcesy reprezentacji Holandii. Tym razem pomarańczowi stanęli na najniższym szczeblu, podium zajmując trzecie miejsce, a Louis van Gaal jeszcze raz postawił w tym mundialu na tych najbardziej doświadczonych żołnierzy jak: van Persie, Robben, Sneijder, Nigel de Jong czy Kuyt. 
 
Trio - Robben , van Persie, Sneijder doprowadziło do sukcesów w 2010 i 2014 roku.

Od kolejnych eliminacji Holendrzy wyglądali tak jakby zapomnieli jak się gra w piłkę i co jest ich największą siłą. Przespali początek kwalifikacji do Euro 2016 i koniec końców nie pojechali na turniej do Francji, co w kraju tulipanów przyjęte zostało jako wielkie niepowodzenie, a nawet klęskę. Trzeba jednak pamiętać, że największe gwiazdy spisywały się słabo lub leczyły kontuzje, a obiecująca młodzież nie spełniła pokładanych w nich nadziei. Każda porażka często pobudza nową nadzieje i siłę do walki... tak też miało być w eliminacjach do  przyszłorocznego mundialu w Rosji. Mimo iż Holandia pokazała już trochę lepszą grę w kwalifikacjach, to musiała uznać wyższość Francji oraz Szwecji i po raz kolejny nie zobaczymy "Oranje" na wielkim piłkarskim turnieju.
Minęły już prawie 4 lata od ostatniego udanego turnieju dla tej reprezentacji, największe gwiazdy oraz zawodnicy na których opierała się siła pomarańczowych pokończyli już swoje kariery lub zbliżają się ku jej końcowi. Po nieudanych eliminacjach do mundialu w Rosji, karierę reprezentacyjną postanowił zakończyć jeden z najlepszych w poprzednich latach - Arjen Robben, skrzydłowy Bayernu był jednym z ostatnich zawodników, którzy pamiętają sukcesy choćby z 2010 czy 2014 roku.
 
Arjen Robben już wie, że najlepsze czasy dla "Oranje" minęły.

Widać, że futbol totalny w wykonaniu reprezentacji Holandii już dawno przekształcił się w twór, który nie ma nic wspólnego z tak znakomitą taktyką wymyśloną przez Michelsa, a praktykowaną później przez Johana Cruyffa oraz wielu innych. "Oranje" zmuszeni są teraz do szukania nowego stylu ale i przede wszystkim do wynalezienia nowego pokolenia piłkarzy, które znów pozwoli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Niestety starsze pokolenie jak Robben czy Sneijder już nie zbawią pomarańczowych.
Szkółki piłkarskie w Holandii nadal produkują piłkarzy, którzy mają potencjał do zostania wielkimi gwiazdami piłki nożnej, jednak na tą chwilę nie przekładają tych umiejętności na boisku, co nie profituje w sukcesy reprezentacji. Młode gwiazdy szybko opuszczają kluby z Eredivisie na rzecz Premiership, Bundesligi, czy LaLiga, by po jednym sezonie przenieść się do słabszych piłkarsko lig i tam szukać odbudowy. Taki rozwój sytuacji nie sprzyja ani obiecującym młodym zawodnikom ani samej reprezentacji. Można wysunąć wniosek, że Holandia sama jest sobie winna, ponieważ długo polegano na zasłużonych reprezentantach, a nie stawiano na najbardziej obiecujących graczy, co spowodowało, że nastąpiła przepaść pokoleniowa, którą ciężko teraz odbudować. Reprezentację powinien także objąć ktoś z nowym pomysłem, od lat związek powiela takie same nazwiska w roli selekcjonera jak: Advocaat, van Gaal czy Hiddink. Może czas najwyższy dać szansę trenerowi spoza Holandii i po raz kolejny zrewolucjonizować system taktyczny piłki nożnej. Kto wie czy szansy na poprowadzenie reprezentacji nie powinni dostać Phillip Cocu (aktualnie trener PSV) lub Giovanni van Bronckhorst (aktualnie Feyenoord), którzy należeli do jednych z najwybitniejszych reprezentantów pomarańczowych, a teraz dobrze spisują się w roli klubowych trenerów. Mogliby także razem poprowadzić Holandię i przeszli by na wzór Szwecji z 2000 roku gdy S
öderberg i Lagerbäck wspólnie prowadzili "Trzy Korony".
 
Czy zobaczymy jeszcze triumfującą reprezentację Holandii ?

Na tą chwilę nadal ufa się w system Dicka Advocaata, który po raz trzeci poprowadzi "Oranje" w roli selekcjonera...może do trzech razy sztuka?
Kolejne eliminacje dla kibiców z kraju tulipanów będą bardzo ważne, a zarazem kluczowe. Z jednej strony muszą odnaleźć swój styl i pokazać, że z Holandią trzeba się liczyć albo znów będzie trzeba przeprowadzić rewolucję, która na długo może wyrzucić "Oranje" z piłkarskiego raju o ile to już nie nastąpiło.
continue reading Kolejne nieudane eliminacje dla "Oranje", co dalej z prekursorami futbolu totalnego?

sobota, 14 października 2017

Spełnieni kontra niespełnieni część II - Chelsea Londyn.

Spełnieni kontra niespełnieni część II - Chelsea Londyn.


Pewnie każdy kibic lub sympatyk futbolu kojarzy nazwisko rosyjskiego multimilionera Romana Abramowicza, który od 2003 roku "pompuje" swoje pieniądze w klub z zachodniego Londynu. Od tego momentu zespół z Stamford Bridge dokonywał coraz bardziej spektakularnych wzmocnień, a wraz z najlepszymi i najbardziej uzdolnionymi piłkarzami przyszły i sukcesy. Chelsea wreszcie zaczęła liczyć się w europejskich rozgrywkach klubowych oraz lidze angielskiej. Istnieje jednak druga strona medalu w erze Abramowicza, którą z pewnością są często nieprzemyślane transfery, a co za tym idzie wydawanie pieniędzy w błoto.
W kolejnej odsłonie spełnieni kontra niespełnieni zajrzymy na Stamford Bridge i przeanalizujemy najgorsze zakupy nie tylko za czasów panowania rosyjskiego multimiliardera ale także weźmiemy pod lupę lata 90.
Inwestycje Abramowicza szybko się spłacały - mistrzowska Chelsea z sezonu 2004/2005.

John Terry oraz Frank Lampard to dwie wielkie ikony "The Blues", lecz bez pomocy takich zawodników jak: Ruud Gullit, Petr Cech, Claude Makelele, Marcel Desailly, Ricardo Carvalho, Jimmy Floyd Hasselbaink, Joe Cole, Ashley Cole, Didier Drogba, Michael Ballack, Michael Essien, Gianfranco Zola, Gianluca Vialli, Dennis Wise, Celestine Babayaro oraz wielu wielu innych nie skompletowaliby takiej ilości pucharów oraz nie staliby się tak rozpoznawalnymi piłkarzami. Wszyscy wyżej wymienieni piłkarze mieli także okazje do gry z wieloma innymi gwiazdami piłki, którzy po przejściu na Stamford Bridge nie prezentowali się ze swojej najmocniejszej strony.
Zanim klub z zachodniego Londynu trafił w ręce Abramowicza i przeprowadził kilka, a nawet kilkanaście nieprzemyślanych ruchów na rynku transferowym, to podobnych wpadek nie wyrzekną się także wcześniejsi włodarze, których niektóre transfery były wręcz niewytłumaczalne i niepotrzebne.
Pierwszym zawodnikiem, który należy do grona niespełnionych z pewnością jest Brian Laudrup, do zespołu "The Blues" trafił w 1998 roku z Glasgow Rangers. Wydawało się, że Duńczyk zostanie prawdziwą gwiazdą Chelsea, lecz po zaledwie 11 spotkaniach Brian opuścił Anglię i przeniósł się do FC Kopenhagi. Po kilku bardzo udanych sezonach w barwach Blackburn - Chris Sutton - postanowił zmienić otoczenie i za 15mln € trafił do Chelsea. Wystarczył zaledwie jeden sezon na Stamford Bridge by stwierdzić, że nie był to najlepszy wybór dla angielskiego napastnika, 35 spotkań i 2 bramki mówią same za siebie. W 1998 z Lazio do Chelsea za 5mln € trafił 30 letni Pierluigi Casiraghi, który 15 razy wystąpił w koszulce "The Blues" i tylko raz trafił do siatki rywali, co gorsza musiał przedwcześnie zakończyć karierę z powodu kontuzji. Włodarze Chelsea w latach 90-tych byli bardzo aktywni na skandynawskim rynku transferowym. Sprowadzili utalentowanego Mikaela Forssella z Finlandzkiego HJK. Forssell spędził 7 lat w Chelsea, jednak nie można ich  nazwać tłustymi. Fin często był wypożyczany do innych klubów, a gdy już dostawał szansę to zawodził. W sumie zaliczył 42 spotkania i 5-krotnie trafiał dla "The Blues", w wieku 36 lat nadal gra w rodzimej Finlandii. Mark Bosnich należał do utalentowanego pokolenia piłkarzy z Australii, jednak jego kariera w Manchesterze United czy Chelsea nie była taka jaką sobie wymarzył. Tylko 7 spotkań przez dwa lata gry w "The Blues" to bardzo słaby wynik. W tym samym czasie co Bosnich karierę w zespole z zachodniego Londynu rozpoczął utalentowany Holender Boudewijn Zenden, który na Stamford Bridge przybył z samego Camp Nou za 8mln €, jednak jego statystyki pozostawiały wiele do życzenia. Przez 3 sezony wystąpił tylko w 52 meczach, zdobył 4 bramki i miał 9 asyst. Oprócz Zendena z Barcelony do Chelsea powędrował także Emmanuel Petit, francuski pomocnik, który w 1998 zdobył bramkę na 3:0 w finale Mistrzostw Świata, miał być mocnym punktem drużyny Chelsea, lecz przez 3 lata uzbierał 69 występów, zaledwie 2 gole i 7 asyst...trochę mało jak na ważną postać MŚ z 1998 roku.

 
Pierwsi niespełnieni w barwach "The Blues" - Laudrup, Zenden oraz Petit.

Od 2003 roku Chelsea operowała coraz to większym budżetem finansowym, pozwoliło to na dokonywanie bardziej spektakularnych transferów, które nie zawsze były strzałem w dziesiątkę. Pierwszym takim przypadkiem był znakomity argentyński pomocnik - Juan Sebastian Veron - który po niezbyt udanej przygodzie w Manchesterze United postanowił przenieść się do Chelsea i odbudować swoja formę, jednak Anglia nie była mu raczej pisana. W barwach  "The Blues" zaliczył 13 występów, strzelił 1 bramkę i miał 2 asysty. Stamford Bridge opuścił dopiero w 2006 roku, gdy postanowił wrócić do ojczyzny. Wraz z transferem Verona sprowadzono do zespołu utalentowanego napastnika rumuńskiego pochodzenia. Adrian Mutu, bo o nim tutaj mowa, miał stać się zawodnikiem, który swoimi golami zapewni wiele sukcesów Chelsea. Niestety w Londynie spędził tylko jeden sezon, rozegrał 35 spotkań, strzelił 10 goli, zaliczył 9 asyst i  szybko pożegnał się z Premiership. W 2003 roku z Bordeaux przeniósł się rosyjski zawodnik Aleksey Smertin, defensywny pomocnik miał być filarem w środku pola, po raz kolejny nie był to udany transfer. Bilans 25 spotkań, 1 bramka, 2 asysty. W 2006 roku Smertin wrócił do ojczyzny i występował w Dynamie Moskwa. W styczniu 2004 roku szefowie postanowili poszukać wzmocnień w zimowym okienku transferowym i sprowadzili utalentowanego Anglika - Scotta Parkera za 14mln €. Ciekawa suma pieniężna jak na tamte lata, lecz Parker nigdy nie spłacił pokładanych w nim nadziei oraz pieniędzy. 27 spotkań i 1 gol to dorobek w barwach Chelsea. W 2005 roku sprzedano go do Newcastle United. Jiri Jarosik to kolejny przedstawiciel niespełnionego piłkarza w Chelsea. Skauci zauważyli jego umiejętności w CSKA Moskwie i włodarze postanowili wykupić go za 12mln €. Zaledwie po 6 miesiącach nastąpiło wypożyczenie do Birmingham, a w 2006 sprzedano go za 3,5mln € do Celticu - całkowity niewypał, na swoim koncie miał tylko 21 występów. W 2004 roku bardzo głośno zrobiło się wokół serbskiego napastnika z PSV, który zachwycał wszystkich swoją grą w Eredivisie. Mateja Keżman, bo o nim tutaj mowa wzbudził po raz kolejny zainteresowanie Chelsea i za 7,5mln € trafił do Premiership. Keżman okazał się podobnym niespełnionym napastnikiem co Adrian Mutu, w 39 spotkaniach zdobył tylko 6 bramek i w 2005 przeniósł się do Atletico, jedyny plus to taki, że Chelsea zyskała na tej transakcji (sprzedano go za 9mln €). W 2006 Chelsea zagięła parol na utalentowanego baskijskiego obrońcę z Bilbao. Asier del Horno przymierzany był do Barcelony, Realu i wielu innych a wybrał "The Blues". Za 12mln € zakontraktowano defensora, który nie spełnił niestety oczekiwań. 34 spotkania, 1 bramka i 4 asysty nie uratowały go przed opuszczeniem Stamford Bridge. Shaun Wright-Phillips to kolejny przykład zmarnowanego talentu, utalentowany skrzydłowy przeniósł się do Chelsea z Manchesteru City za 31,5mln €, a po trzech latach oddano go z powrotem do tego samego klubu za 11mln €. Wright-Phillips zaliczył co prawda ponad 100 występów ale 10 bramek i 18 asyst przez 3 lata to za mało by utrzymać się w składzie Chelsea.
Argentyńczyk nie będzie dobrze wspominał przygody z Premiership.
 
Nietrafione transfery nie przeszkodziły "The Blues" zdobyć dwóch tytułów mistrza Anglii w sezonach 2004/2005 oraz 2005/2006, jednak dla Abramowicza to nie był szczyt ambicji, chciał by Chelsea zwyciężała w Premiership oraz Lidze Mistrzów co roku. W kolejnych sezonach postanowiono sprowadzić gwiazdy jeszcze większego kalibru. Pierwszym nowym nabytkiem został Khalid Boulahrouz - holenderski środkowy obrońca, który zanotował bardzo dobre występy na MŚ w Niemczech - zdecydował się na transfer do Chelsea. Okazało się, że nie był to najlepszy wybór, tylko 23 występy to jak na 13 milionowy transfer za mało, odejście było nieuniknione. Od momentu odejścia Boulahrouz zaliczył sportowy upadek, pracodawców zmieniał jak rękawiczki, a w 2015 roku zakończył karierę w Feyenoordzie. Drugim obiecującym nabytkiem był w 2006 roku John Obi Mikel, który do Anglii trafił z norweskiego FK Lyn. Nigeryjczyk w przyszłości miał zająć miejsce fenomenalnego Essiena, lecz Mikel tak naprawdę nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Zaliczył 381 występów, ale nie wniósł tyle jakości do zespołu co Michael Essien. Prawdziwą "bombą" transferową w 2006 roku okazały się przenosiny jednego z najwybitniejszych piłkarzy z Ukrainy, Andriy Shevchenko zamienił AC Milan i wybrał ekipę prowadzoną przez charyzmatycznego Jose Mourinho. Włodarze Chelsea zapłacili wówczas za 30 letniego snajpera 43,3mln €. Popularny "Sheva" miał być gwarantem sukcesów drużyny ze Stamford Bridge. Wraz z Didierem Drogbą miał stworzyć duet napastników, który był w stanie rozmontować każdą defensywę. Okazało się, że ukraiński napastnik zatracił swoje najlepsze wartości... czyli strzelanie bramek i po zaledwie dwóch sezonach wypożyczony został do swojego byłego pracodawcy, a w 2009 wrócił do ojczyzny i swojego macierzystego klubu - Dynama Kijów. W barwach "The Blues" wyśrubował 22 bramki, 11 asyst w 77 spotkaniach oraz przez 71 dni leczył kontuzję. Nawet tak znakomity taktyk jak Jose Mourinho nie może wyrzec się fatalnych transferów. Steve Sidwell oraz Claudio Pizarro to piłkarze niespełnieni w barwach Chelsea. Sidwell opuścił dobrze zapowiadające się Reading na rzecz Chelsea, jednak długo nie cieszył kibiców swoimi występami w "The Blues", po marnych 25 występach przeniósł się do Aston Villi. Peruwiańczyk natomiast, który kojarzony jest przez każdego sympatyka Bundesligi, za darmo przeniósł się do Anglii z Bayernu, tam nie potwierdził swoich strzeleckich możliwości, tylko 2 bramki w 32 spotkaniach. Słowacki skrzydłowy Miroslav Stoch to jeden z wielkich talentów, który okazał się za słaby na wielką karierę. Zapowiadał się na jednego z najlepszych na swojej pozycji, a okazał się niespełnionym talentem. Oprócz klubu z zachodniego Londynu odwiedził jeszcze kilka innych zakątków Europy i Świata, a obecnie występuje w Slavii Praga. Każdy kibic, który miał możliwość śledzić rozgrywki w Portugalii wie, że zanim swój wielki talent ujawnił Cristaino Ronaldo, to przed nim był zawodnik, który talentem kusił najlepsze kluby Europy. Ricardo Quaresma, zanim trafił do Chelsea, miał w swoim CV występy w takich zespołach jak Sporting, Barcelona, Porto oraz Inter, a zespół "The Blues" miał w końcu wyzwolić drzemiący w nim talent. Po raz kolejny był to nieskuteczny zabieg, Quaresma co prawda był tylko wypożyczony ale w swoich zaledwie 5 spotkaniach nie przekonał ni to kibiców ni to włodarzy. Scott Sinclair trafił na Stamford Bridge jako jeden z największych talentów w angielskiej piłce, jednak tak naprawdę nigdy nie był szczęśliwy w zachodnim Londynie. Teraz jest ważną częścią drużyny Celtic Glasgow, która ma niepodważalną pozycje w Szkocji. Chelsea po kilku wielkich i nieudanych super-transferach postanowiła postawić na perspektywicznych zawodników, Sturridge czy Kakuta nie należeli do tego grona. Sturridge pełni teraz rolę zmiennika w Liverpoolu i rozmyśla nad opuszczeniem The Anfield, Kakuta miał być ostoją "Trójkolorowych", a zdążył zwiedzić już 3/4 piłkarskiego Świata.
 
Ricardo Quaresma nie prezentował się z najlepszej strony w barwach Chelsea.

Kolejny "hit" transferowy nastąpił w 2011 roku, z Liverpoolu do Chelsea przeszedł "El Nino"... Fernando Torres, którego uważano za jeden z najlepszych napastników w piłce nożnej, postanowił w 2011 za 58,5mln € zmienić barwy klubowe. Torres obok Shevchenki to jeden z najbardziej nieudanych transferów w Świecie piłki, w Chelsea miał się stać najlepszym napastnikiem w historii ale 48 goli w 182 spotkaniach nie wywindowało go na piedestał największych snajperów. Obecnie występuje w klubie w którym się wychował... Atletico Madryt. W 2012 w Brazylii znaleziono talent, który na równi stawiany był z Kaką czy Rivaldo. Lucas Piazon za 7,5mln € opuścił Sao Paulo i wyjechał do Anglii, tam rzeczywistość okazała się drastyczna. W pierwszej drużynie zaliczył tylko 3 występy i do teraz wypożyczany jest do innych klubów, wątpliwe czy kiedykolwiek na dłużej stanie się częścią pierwszej drużyny Chelsea. Obiecujący talent z La Masii - Oriol Romeu spróbował swoich sił w Chelsea w 2011 roku, lecz dwa lata później wypożyczano go do innych klubów, a ostatecznie w 2015 odszedł do Southampton po zaledwie 36 meczach w pierwszej drużynie. Włodarze "The Blues" w latach 2009-2010 bacznie przyglądali się talentowi Romelu Lukaku, który brylował w Anderlechcie, szybko zdecydowano się na transfer młokosa. Lukaku tak naprawdę nigdy nie dostał poważnej szansy gry w Chelsea (15 spotkań, 0 bramek), a Jose Mournho po kilku występach zdegradował go do drugiej drużyny. Obecnie Lukaku po znakomitych występach w Evertonie gra w Manchesterze United pod skrzydłami... właśnie Mourinho.
 
Sheva, El Nino oraz El Tigre - trójka snajperów dla których pobyt na Stamford Bridge nie był sielanką.

2013 rok to kolejne szaleństwa na rynku transferowym w wykonaniu Chelsea. Marin, Schürlle, De Bruyne oraz Salah. Dwóch skrzydłowych z Niemiec, nie zaimponowało fanom ze Stamford Bridge, Marin zaledwie 16 występów, a Schürlle 65 spotkań i słabe statystyki doprowadziły tą dwójkę do zmian barw klubowych, a co gorsza zastopowania ich kariery. Kevin De Bruyne sprowadzony został jako opcja na lata ale podobnie jak Lukaku długo nie zadomowił na Stamford Bridge. Mourinho szybko skreślił perspektywicznego Belga, a ten odszedł do Manchesteru City i teraz udowadnia niedowiarkom z Londynu, że sprzedanie go było błędem. Loic Remy oraz Filipe Luis trafili pod skrzydła Mournho, gdy ten drugi raz objął Chelsea. Remy uważany był za wielki francuski talent, lecz nie potwierdził go w barwach niebieskich - tylko 12 goli w 47 spotkaniach. Gorzej spisał się Brazylijczyk Filipe Luis, który zaliczył tylko 26 występów pod wodzą Portugalczyka i wrócił do Atletico.
 
Andre Schürlle szybko opuścił Stamford Bridge i wrócił do Niemiec.

Pomyłki transferowe w postaci Shevchenki czy Torresa niczego nie nauczyły włodarzy Chelsea, w 2015 z AS Monaco wypożyczono Kolumbijczyka Falcao, który po zerwaniu więzadeł miał wrócić do najlepszej dyspozycji. Nie udało się to w barwach Chelsea, które po roku zrezygnowało z jego usług. Szkoda bo teraz w Monaco dokonuje rzeczy niesamowitych. Wraz z wypożyczeniem "El Tigre" na Stamford Bridge zawitał inny Kolumbijczyk - Cuadrado -  lecz i on nie potwierdził dobrej dyspozycji choćby z Fiorentiny czy Mistrzostw Świata z 2014 roku. Skrzydłowy aktualnie znakomicie radzi sobie w Juventusie Turyn.
Chelsea aktywnie szukała również piłkarzy na rynku Amerykańskim i w 2016 roku z NY Red Bulls sprowadziła obrońcę polskiego pochodzenia. Matt Miazga za 4,6mln € trafił do Londynu i po zaledwie dwóch meczach zrezygnowano z jego usług, aktualnie wypożyczony jest do Vitesse Arnhem ale raczej wątpliwe by jeszcze zagrał w barwach "The Blues". Długą listę zawodników kończy bramkarz, który w swoim dorobku ma mistrzostwo Świata z 2006 roku. Marco Amelia mimo braku regularnej gry w klubie został zakontraktowany przez Chelsea, jednak były to ewidentnie za wysokie progi dla byłego golkipera Genui, Palermo czy Milanu. 

Infografika przedstawiająca te najbardziej niespełnione nazwiska występujące niegdyś w barwach Chelsea.

Widać, że od momentu przejęcia klubu z zachodniego Londynu przez Abramowicza dokonano wielu kosztownych transakcji, które nie zawsze prowadziły do sukcesów zespołu ze Stamford Bridge. Wiele mówiono już o zrezygnowaniu z dalszego "pompowania" pieniędzy przez rosyjskiego miliardera w zespół "The Blues". Jednak co kilka lat klub odnosi sukcesy, które nie blokują finansowania, a wręcz przeciwnie napędzają do jeszcze większych inwestycji choćby w Alvaro Moratę, Tiemoue Bakayoko, N'golo Kante czy Edena Hazarda. Widocznie nadal drzemią w nim nadzieje na milionowe piłkarskie zyski.
continue reading Spełnieni kontra niespełnieni część II - Chelsea Londyn.