czwartek, 21 września 2017

Koniec kariery, egzotyczna przygoda czy może powrót na stare śmieci - co dalej z van Persiem ?

Koniec kariery, egzotyczna przygoda, a może powrót na stare śmieci - co dalej z van Persiem?


Członek jednego z najbardziej utalentowanego pokolenia reprezentacji "Oranje", do tego najlepszy strzelec w historii KNVB. Znany także z jednego z najbardziej spektakularnych i znienawidzonych transferów w dziejach futbolu oraz angielskiej Premiership. Z drugiej strony przykład, że sport to dyscyplina, która bardzo mocno wpływa na ludzki organizm. O kim mowa? oczywiście o Robinie van Persiem, który powoli, a może nawet i w ekspresowym tempie żegna się z wielkim futbolem.
Robin van Persie strzela bramkę, która na zawsze pozostanie w pamięci kibiców.

Robin van Persie to piłkarz, który znany jest każdemu kibicowi na całym Świecie. Zapewne wielu sympatyków kojarzy go z występów w Feyenoordzie, Arsenalu, Manchesterze United oraz oczywiście reprezentacji Holandii. Lecz od kilku sezonów blask popularnego "RVP" gaśnie. Od momentu przenosin nad Bosfor van Persie jest tylko cieniem zawodnika, który brylował i zadowalał kibiców swoimi dryblingami czy pięknymi bramkami. Z wiekiem jednak Robin stał się piłkarzem bardziej podatnym na kontuzje, a to spowodowało, że nie pokazał w całości swoich umiejętności. Kilka dobrych lat gry w Arsenalu Londyn, dla którego zdobył 131 bramek w 276 występach we wszystkich rozgrywkach, nie przełożyło się na sukcesy w postaci triumfów w pucharach czy lidze. Z tego powodu postanowił przenieść się do jednego z odwiecznych rywali "Kanonierów" - Manchesteru United za wysoką, jak na tamte czasy, kwotę 30,7mln € czym rozwścieczył fanów z The Emirates, którzy po potwierdzeniu transferu palili koszulki z nazwiskiem van Persie. Przygoda w klubie z Old Trafford początkowo była bardzo efektowna i obiecująca. Van Persie już w pierwszym sezonie w barwach "Czerwonych Diabłów" obronił koronę króla strzelców z poprzedniego sezonu oraz zdobył mistrzostwo Anglii - co nigdy nie udało mu się w barwach Arsenalu. Natomiast w reprezentacji "Oranje" przez te dwa bardzo udane lata (2012-2013) zdobył 16 bramek w 20 meczach. Wydawało się, że w czerwonej części Manchesteru pojawił się nowy bohater na miarę choćby Ruuda van Nistelrooya. Lecz po raz kolejny organizm van Persiego dał się we znaki i sezon 2013/14 nie był już tak udany. Robin stracił 101 dni na leczeniu kontuzji czy to uda czy kolana, a jego dorobek strzelecki nie był już tak imponujący - tylko 12 bramek w Premiership pokazuje ile stracił na leczeniu urazów. Nawet selekcjoner reprezentacji Louis van Gaal mocno zastanawiał się nad powołaniem dla van Persiego na Mistrzostwa Świata w Brazylii. Ostatecznie "RVP" pojechał z reprezentacją i okazał się jednym z najważniejszych piłkarzy w talii selekcjonera "Oranje". W Brazylii van Persie zdobył 4 bramki i wraz z takimi piłkarzami jak: Sneijder czy Robben, przyczynił się do zdobycia brązowego medalu reprezentacji Holandii na tym turnieju. Statystyki van Persiego w poszczególnych  klubach oraz reprezentacji:

Po bardzo udanych mistrzostwach, Robin znów miał stanowić o sile ataku Manchesteru United, lecz forma z mistrzostw nie przełożyła się na Premiership, a w trakcie sezonu doznał kolejnej kontuzji, która wykluczyła go na kolejne 52 dni. Władze United zdecydowały, że po sezonie pożegnają się z Robinem. Nowym pracodawcą okazało się tureckie Fenerbahce Istambuł. Wydawało się, że w nowym klubie odzyska skuteczność i wróci do dawnej formy, w pierwszym sezonie zdobył 16 bramek w rozgrywkach Süper Lig i wydawało się, że van Persie znów wraca do dawnej dyspozycji...nic podobnego, kolejny sezon pokazał, że organizm Robina jest coraz słabszy. "RVP" częściej znajdował się poza kadrą lub kolejne dni spędzał w gabinetach lekarzy. W sezonie 2016/17 Holender zdobył zaledwie 9 bramek i gołym okiem widać, że kariera tego jakże uzdolnionego piłkarza i najlepszego strzelca w historii reprezentacji "Oranje" nieubłagalnie dobiega końca. W zamkniętym już okienku transferowym, pisano o tym, że van Persie może zmienić otoczenie i wrócić na De Kuip, gdzie rozwijał swoją piłkarską karierę. Do transferu mocno namawiał go były kolega z reprezentacji oraz Feyenoordu - Dirk Kuyt - niestety do transferu nie doszło ponieważ władze klubu z Rotterdamu obawiały się o stan zdrowia "RVP". 34 letni napastnik w tym okienku wiązany był również z przenosinami do ligi chińskiej czy krajów arabskich, jednak byłaby to już tylko sportowa emerytura oraz szansa na wzbogacenie swojego konta bankowego. 

Robin van Persie najlepszy strzelec w historii reprezentacji Holandii.
Robin van Persie jest postacią, która na zawsze zostanie zapamiętana w historii piłki nożnej nawet po zakończeniu kariery. Nie tylko ze względu na swoje fantastyczne bramki - choćby ta z Mistrzostw Świata z 2014 roku w meczu z Hiszpanią - ale także za sukcesy klubowe i reprezentacyjne oraz swoją podatność na kontuzje. Może w przyszłości będziemy mogli dopisać mu inne momenty...bo kto wie czy już za kilka lat nie stanie się trenerem, menadżerem czy selekcjonerem i sięgnie po najważniejsze trofea z ławki trenerskiej. To tylko domysły i spekulacje, bo może z drugiej strony odseparować się od świata futbolu i rozwijać inne umiejętności np.: malarstwo czy rzeźbiarstwo - jak rodzice, którzy są artystami. Niewątpliwie jednego możemy być pewni - "RVP" był i będzie geniuszem w swoim fachu, a że jego kariera dobiega końca... no cóż kiedyś każdy musi zejść ze sceny.
 
continue reading Koniec kariery, egzotyczna przygoda czy może powrót na stare śmieci - co dalej z van Persiem ?

piątek, 15 września 2017

Östersund FK - kopciuszek rodem ze Szwecji wkracza w europejskie puchary.

Östersund FK - kopciuszek rodem ze Szwecji wkracza w europejskie puchary.



Wczoraj rozegrane zostały spotkania w ramach pierwszej kolejki Ligi Europy - młodszej siostry Ligi Mistrzów. Jak co roku do tych coraz bardziej popularnych rozgrywek kwalifikują się zespoły dla których mecze z bardziej doświadczonymi i zasłużonymi klubami w Europie to szansa na zaprezentowanie się i promocję na Starym Kontynencie. W tegorocznej edycji Ligi Europy nie brakuje zespołów, które po raz pierwszy mają okazję zagrać z zespołami z wyższej półki i z bardziej prestiżowych lig. Do grona debiutantów z pewnością zalicza się szwedzki Östersund FK, który wczoraj pokonał wyżej notowaną Zoryę Luhańsk 2:0. Prześledźmy jaką drogę musiał przebyć klub by znaleźć się w fazie grupowej Ligi Europy.
Tak kibice Östersund wspierają swoich piłkarzy w spotkaniach na własnym stadionie.
 
Szwedzki zespół jest jednym z najkrócej prosperujących klubów w Europie, powstał w wyniku fuzji trzech lokalnych klubów w 1996 roku: Ope IF, IFK Östersund oraz Östersund/Torvalla IF. Rok później do nowo utworzonego projektu dołączył kolejny zespół Frösö IF. W 1997 roku Östersund FK zadebiutował w rozgrywkach trzeciej dywizji. W kolejnych dwóch sezonach zespół walczył w barażach o awans do drugiej dywizji, jednak nieskutecznie. Kolejne sezony również nie przyniosły awansu do wyższej klasy rozgrywkowej, a w 2010 klub po raz pierwszy spadł do czwartej ligi. Upór oraz wytrwałość w dążeniu do celu Daniela Kindberga - prezesa klubu - nie pozwoliły na to by zespół oraz projekt ze środkowej części Szwecji upadł. Najpierw Kindberg znalazł wsparcie finansowe jakim było nakłonienie lokalnych firm do współpracy z klubem z Östersund. Daniel Kindberg to były szwedzki najwyższy poruczniki w Armii i znany jest z bardzo solidnego planowania, już jako porucznik zasłynął z szeregu misji zagranicznych do Bośni, Konga oraz Libii. Teraz Kindberg znakomicie radzi sobie w Östersund, w najbliższych latach planuje doprowadzić zespół do fazy grupowej Ligi Mistrzów. W celu realizacji swoich marzeń nawiązał już wiele kontaktów, które mają ułatwić założony cel.
Fuzja trzech klubów po prawej doprowadziła do powstania Östersund FK.
 
Od początku swojej prezesury kontaktował się z Roberto Martinezem oraz Graemem Jonesem z walijskiego Swansea City skąd wypożyczano młodych zawodników "Łabędzi" aby ogrywali się i nabierali doświadczenia w Östersund. Natomiast w 2014 roku podpisał kontrakt na pół miliarda koron z rządem Libii, aby rozwijać i kształcić libijskich piłkarzy. W styczniu 2011 roku Kindberg zaprosił do siedziby klubu młodego angielskiego trenera Grahama Pottera, któremu przedstawił wizję projektu Östersund. Potter był zafascynowany koncepcją jaką przedstawił mu prezes i zgodził się na współpracę ze szwedzkim klubem. Od momentu objęcia przez Grahama Pottera stanowiska trenera czarno-czerwoni pieli się w górę. Sezon 2011/12 zakończyli na pierwszym miejscu i wywalczyli awans do rozgrywek Superettan (odpowiednik 2. ligi). Trener Potter nie wymagał od prezesa spektakularnych transferów, w klubie z Östersund stawia się raczej na młodych i utalentowanych piłkarzy, którzy nie zawsze ściągani są z tych bardziej znanych i utytułowanych klubów. Graham Potter wcześniej pracował na Uniwersytecie w Hull oraz Leeds, gdzie zauważył kilku dobrze prosperujących zawodników z Nike Football Academy, których postanowił później sprowadzić do klubu. David Accam oraz Seon-Min Moon to zawodnicy sprowadzeni z Nike Football Academy przez Grahama Pottera. Co ciekawe żaden z aktualnie grających piłkarzy w kadrze czarno-czerwonych nie przekracza wartości 1 miliona €, natomiast cały zespół według portalu Transfermarkt.de wart jest 8,05mln €.
Daniel Kindberg oraz Graham Potter gwarancja sukcesu drużyny Östersund.
Klub pod wodzą Kindberga i Pottera spisywał się coraz lepiej w rozgrywkach Superettan. W pierwszym sezonie zajęli 10 miejsce, w 2013/14 - 5 miejsce, a w kolejnym wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej z drugiego miejsca. Ambitny plan prezesa Kindberga wreszcie zaczął działać. Większość ekspertów uważało jednak, że Östersund bardzo szybko wróci tam skąd przybyło. W kampanii 2015/16 czarno-czerwoni spokojnie utrzymali się w lidze. Zajmując 8 pozycję pokazali wszystkim niedowiarkom, że nie mają zamiaru opuszczać elity szwedzkiej piłki, a do tego udało im się triumfować w rozgrywkach o Puchar Szwecji wygrywając z IFK Norrköping aż 4:1, co dało im szansę występu w kwalifikacjach do europejskich rozgrywek. Tak dobry sezon z pewnością zamknął usta wszystkim krytykom.
Pierwsze sukcesy już są, puchar Szwecji wywalczony w zeszłym sezonie.

Przed nowym sezonem trener Potter wraz z prezesem obrali sobie kilka założeń, które chcieli spełnić. Jednym z nich był awans do europejskich pucharów, drugim natomiast zajęcie jak najwyższej pozycji w lidze. Oba te cele były wyjątkowo trudne ponieważ już na samym początku walka o rozgrywki LE mogła skończyć się fiaskiem. Östersund w drugiej rundzie kwalifikacyjnej przyszło się zmierzyć z tureckim Galatasaray. Nikt nie wierzył w to, że podopieczni Grahama Pottera pokonają zasłużony klub z Turcji. Nieoczekiwanie Galata poległa w pierwszym spotkaniu 2:0, a w rewanżu tylko zremisowała 1:1 i to Östersund awansowało do kolejnej rundy. Kolejnym przeciwnikiem okazała się drużyna z Luksemburgu - Fola Esch, którą podopieczni Poterra pokonali 1:0 i 2:1. Awans do ostatniej rundy kwalifikacyjnej był już sporym sukcesem. W ostatniej rundzie kwalifikacyjnej na Szwedów czekała kolejna przeszkoda jaką był grecki PAOK Saloniki. Podobnie jak w pierwszym spotkaniu z Galatasaray piłkarze Östersund poradzili sobie z PAOK-iem wygrywając 2:0, lecz w drugim spotkaniu przegranym 1:3 do ostatnich minut musieli drżeć o awans. Koniec końców jednak udało się zrealizować pierwsze z przedsezonowych założeń jakim był awans do europejskich rozgrywek. Wczoraj podopieczni Grahama Pottera wygrali pierwsze wyjazdowe spotkanie w grupie z Zoryą Luhańsk 2:0 i znakomicie zaprezentowali się szerszej publiczności. Kibice z Jämtkraft Arena z pewnością zacierają już ręce i z niecierpliwością czekają na takich przeciwników jak Hertha Berlin czy Atlhletic Bilbao.
Radość piłkarzy po wygranych spotkaniach w kwalifikacjach Ligi Europy oraz podgląd na stadion Jämtkraft.


Prezes Kindberg z pewnością zadowolony jest z dotychczasowej sytuacji klubu. Östersund FK ma solidną kadrę złożoną w większości z młodych i perspektywicznych zawodników, którym nie trzeba dużo płacić, a chce im się grać o najwyższe cele, co w tych czasach jest ewenementem. Wspierany jest przez lokalne firmy oraz posiada nie byle jakich partnerów na przykład w postaci koncernu Volkswagena. Posiadają także jasno postawiony cel odnośnie filozofii klubu. Widać, że wszytko w tym klubie jak na razie współgra. Kto wie czy w najbliższych latach Östersund nie będzie walczyć o tytuł mistrza Szwecji oraz w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Z pewnością wiele zawdzięczają trenerowi, który w przyszłości może zostać okrzyknięty przez szwedzkich kibiców magikiem futbolu...nazwisko ku temu ma jak najbardziej odpowiednie.      
continue reading Östersund FK - kopciuszek rodem ze Szwecji wkracza w europejskie puchary.

niedziela, 3 września 2017

Obiecująca kariera, która przemieniła się w jeden z największych piłkarskich upadków.

Obiecująca kariera, która przemieniła się w jeden z największych piłkarskich upadków.


 W piłkarskim środowisku jest wiele przykładów, które pokazują nam, że talent nie zawsze idzie na równi ze zdrowym rozsądkiem. Za znakomity wzór źle kierowanej kariery wymienić można choćby Maradonę, George'a Best'a lub Paul'a Gascoigne'a, w ostatnich  latach  do  ich grona dołączył również Brazylijczyk, który talentem nie odstawał od takich zawodników jak Ronaldo, Kaka czy Ronaldinho. Zobaczmy jak potoczyła się kariera jednego  z niegdyś najbardziej obiecujących napastników, który występował w  reprezentacji "Canarinhos".
Adriano Leite Ribeiro

Adriano Leite Ribeiro to aktualnie 35 letni - były - piłkarz, który swoją przygodę z piłką rozpoczynał w brazylijskim Flamengo Rio de Janeiro. Jest to jeden z najbardziej cenionych klubów w Ameryce Południowej, produkujący także całą masę piłkarskich talentów. To właśnie z ich szkółki w 1997 roku Światu objawił się Adriano Leite Ribeiro. Młody Brazylijczyk na występy w pierwszej drużynie musiał czekać do sezonu 2000, kiedy to w 27 występach zanotował 8 bramek. Kolejny sezon był słabszy, lecz nie przeszkodziło to rosłemu napastnikowi na zmianę barw klubowych. Przed sezonem 2001/02 Adriano został wykupiony przez Inter Mediolan, który widział w nim następcę innego świetnego brazylijskiego napastnika Ronaldo. Początki piłkarzy z Kraju Kawy na kontynencie europejskim nie należą do najłatwiejszych, podobnie było też w przypadku Adriano. Inter po 6 miesiącach zdecydował się wypożyczyć Adriano do  Fiorentiny, w której młody Brazylijczyk zaliczył 15 występów i strzelił 6 bramek. Włodarze Interu po dobrym półroczu nie zdecydowali się na włączenie Adriano do pierwszego składu, dlatego też zdecydowali, że w kolejnym sezonie sprzedadzą go do innego klubu. Adriano zainteresował się klub z Stadio Ennio Tardini czyli Parma. Pewnie niewielu polskich kibiców pamięta, że Adriano wystąpił w rewanżowym spotkaniu Pucharu UEFA w sezonie 2002/03, w którym Wisła Kraków wyeliminowała Parmę w dwumeczu po dogrywce. Adriano zdobył bramkę w meczu rewanżowym na stadionie przy ulicy Reymonta. Po dwóch sezonach  spędzonych  w Parmie dla której zdobył 26 bramek w 45 występach ponownie został wykupiony przez Inter Mediolan, który tym razem dał mu szansę na zostanie gwiazdą wielkiego formatu. W Interze Mediolan spędził 6 sezonów, 4 z nich były bardzo dobre dla napastnika urodzonego w Rio. 180 występów i 75 bramek powinno mówić samo za siebie, w międzyczasie Adriano otrzymał ksywę "Imperator" oraz stał się jednym z najważniejszych  piłkarzy reprezentacji "Canarinhos"
Adriano w barwach Fiorentiny, Parmy oraz Interu.

W sezonie 2007/08 "Imperator" popadł w konflikt z ówczesnymi władzami klubu, zwada spowodowana była niesportowym trybem życia w wykonaniu Brazylijczyka.  Swoją formę odbudować miał w rodzimym klubie z Flamengo, jednak nie był to chyba najlepszy pomysł. Adriano zamiast znaleźć swoją dawną formę i chęć do gry stoczył się na piłkarskie dno. Cały piłkarski Świat zastanawiał się jak doszło do upadku tak dobrze zapowiadającego się piłkarza jakim był Adriano. Aby to wytłumaczyć trzeba się cofnąć do momentu śmierci ojca Adriano - Amir zmarł na zawał serca pod koniec 2004 roku - od tego momentu napastnik popadł w głęboką depresję, z której wyciągał go tylko alkohol. "Imperator" coraz częściej sięgał do kieliszka bo jak sam stwierdził:Mój ojciec zawsze mnie wspierał. Lubił patrzeć jak gram. Kiedy go straciłem, zaczęły się wszystkie moje problemy, również z alkoholem. Piłem dużo, bez ustanku i nie mogłem przestać”. Włodarze i piłkarze Interu starali się pomóc Brazylijczykowi, jednak nieskutecznie. Kilka lat po zakończeniu kariery, legenda oraz ikona "Nerazzurich" - Javier Zanetti - powiedział, że oddał by wszystko co osiągnął z drużyną z Giuseppe Meazza w zamian za pokonanie depresji Adriano. Zanetti stwierdził także, że bezowocna walka z problemami Adriano jest jego największą porażką w życiu nie tylko sportowym ale i osobistym. 
Oprócz depresji czy problemów z alkoholem Adriano stał się także człowiekiem/piłkarzem z porcelany. Coraz częściej przytrafiały mu się długotrwałe kontuzje, które spowodowały, że jeszcze częściej zaglądał do kieliszka. Podczas pobytu w Brazylii, Adriano upił się w jednym z barów po czym wsiadł za kierownicę i utracił prawo jazdy za jazdę po pijaku. Do tego wplątał się w handel narkotykami z miejscowymi dilerami, za który został zatrzymany przez policję, jednak sąd nie znalazł odpowiednich dowodów by ukarać piłkarza karą pozbawienia wolności. To nie wszystkie eskapady Adriano, w grudniu 2011 roku były napastnik Interu postrzelił przyjaciółkę z pistoletu ochroniarza, którym się rzekomo "bawił".  Od 2011 roku "Imperator" znikał jak kamfora, raz podpisywał kontrakt z Corinthians, by szybko zrezygnować z gry, później po raz kolejny próbował swoich  szans w Flamengo, Atletico Paranense oraz Miami United. Lecz w żadnym z tych klubów nie zadomowił na dłużej oraz nie wrócił już do formy sprzed lat.
Chyba nie tak powinna wyglądać sylwetka napastnika reprezentacji Brazylii.
W reprezentacji Brazylii zdobył 27 bramek w 48 występach i zdobył z nią Copa America w roku 2003/04, a także wygrał Puchar Konfederacji w 2005 roku dodatkowo na tych dwóch imprezach udało mu się zdobyć tytuł króla strzelców. Niestety teraz Adriano zamiast zdobywać tytuły woli przesiadywać w jednej z najbiedniejszych dzielnic Rio de Janeiro - Faweli, która znana jest z handlu narkotykami, gangsterki oraz porachunków, a także z biedy czy nędzy.
Adriano postanowił zakończyć karierę w dzielnicy - Fawela.
Kariera Adriano pokazuje jak łatwo można przekroczyć cienką granicę pomiędzy życiem na poziomie, a całkowitym upadkiem oraz do jakiego stanu prowadzić może alkohol i depresja oraz wiele innych używek. Wątpliwe, że jeszcze kiedykolwiek usłyszymy jakąś pozytywną informację o tym jakże obiecującym napastniku, prędzej dotrą do nas fakty, o których wolałbym nie mówić na głos. Nieuniknione jest jednak to, że po raz kolejny za wcześnie pożegnaliśmy piłkarza o nietuzinkowych niegdyś umiejętnościach do gry.             
continue reading Obiecująca kariera, która przemieniła się w jeden z największych piłkarskich upadków.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Debiutanci, stare wygi, faworyci - rozlosowano grupy Ligi Mistrzów.

Debiutanci, stare wygi, faworyci - rozlosowano grupy Ligi Mistrzów.



We wtorek i w środę rozegrano rewanżowe spotkania w ramach eliminacji do Ligi Mistrzów UEFA w sezonie 2017/18, nie brakowało emocji w żadnej z 10 rywalizacji. W czwartek o godzinie 18.00 rozlosowano natomiast zespoły, które będą ze sobą walczyły w fazie grupowej. W tym sezonie do rozgrywek wróciło kilku starych  dobrych  znajomych ale nie brakuje drużyn, które pierwszy raz zmierzą się z popularną Champions League. Zanim jednak przedstawię poszczególne grupy, zobaczmy co działo się w eliminacjach oraz jakie zespoły przyjdzie nam oglądać w walce o wielki finał, który w tym sezonie rozegrany zostanie na Stadionie Olimpijskim w Kijowie.

Eliminacje do elitarnej Ligi Mistrzów co roku przysparzają nam nie lada emocji. Z roku na rok do tych rozgrywek awansują zespoły z odległej, jednak coraz bardziej rozwijającej się Europy, a wręcz nawet Azji. W poprzednim sezonie awans wywalczył zespół z Kazachstanu - FC Astana - w tym roku musiał jednak uznać wyższość mistrzów Szkocji Celticu Glasgow. Na placu boju pozostał jeszcze Qarabag Agdam z Azerbejdżanu, który musiał zmierzyć się z FC Kopenhagą. Wydawało się, że w tej rywalizacji wygrają właśnie Duńczycy, którzy mają bardzo duże doświadczenie w meczach o Ligę Mistrzów. Podopieczni Gurbana Gurbanova - byłego reprezentanta Azerbejdżanu - podobnie jak kilka lat temu Astana wywalczyli pierwszy w historii awans do Ligi Mistrzów. Awans Qarabagu powinien cieszyć z jednego powodu - w barwach mistrza Azerbejdżanu występuje były kapitan Legii, Jakub Rzeźniczak. Dla 30-latka będzie to drugi sezon z rzędu w tych rozgrywkach.
Wywalczyli upragniony awans do LM - Qarabag Agdam.

Qarabag nie był jedynym debiutantem, który w tym sezonie chciał wywalczyć awans do Ligi Mistrzów, swoich sił próbowali także Istanbul Basaksehirspor, HNK Rijeka, OGC Nice oraz TSG Hoffenheim. Wszystkie te zespoły po raz pierwszy miały okazję walczyć o występy w tych elitarnych rozgrywkach. Niestety Sevilla, Olympiacos Pireus, SSC Napoli i FC Liverpool okazały się przeciwnikiem z wyższej półki. Po raz trzeci do eliminacji przystąpili także zawodnicy Young Boys Berno. Niestety trzeci raz z rzędu nieskutecznie. W sezonie 2015/16 odpadli z AS Monaco w 3 rundzie kwalifikacyjnej (1:3, 0:4), rok później z Borussią M'Gladbach  w play-off (1:3, 1:6), w tym roku z CSKA Moskwa (0:1, 0:2). Wydaje się, że "Młodzi chłopcy" muszą najwidoczniej podrosnąć i nabrać jeszcze doświadczenia, by znaleźć się w elicie. W podobnej sytuacji znalazł się mistrz Izraela - Haopel Beer Sheva, który w tamtym roku uległ w eliminacjach Celticowi Glasgow, a w tym roku po emocjonującym dwumeczu uznał wyższość słoweńskiego NK Mariboru. Maribor natomiast trzeci raz w historii melduje się w tych rozgrywkach, poprzednio występował w sezonach 1999/00 i 2014/15. Wracając jeszcze do Hapoelu, warto wspomnieć, że w jego barwach występuje Maor Melikson, który kiedyś zachwycał swoją grą w Polskiej Ekstraklasie. Izraelczyk może mówić o wielkim pechu, trzykrotnie "pukał" już do bram LM (raz z Wisłą, dwa razy z Hapoelem) cały czas bezskutecznie, czy będzie mu dane kiedyś wystąpić w tych rozgrywkach? 
Maor Melikson dwoił się i troił, a i tak nie wywalczył awansu.
Do Ligi Mistrzów próbował zakwalifikować się także mistrz Czech  - Slavia Praga, w którą od dwóch lat inwestują Chińczycy. Mimo sprowadzenia takich nazwisk jak: Danny, Halil Altintop czy Rusłan Rotań nie udało wywalczyć się awansu, na który kibice "Cervonobili" czekają od 2008 roku. Po trzech latach natomiast do LM wracają "The Reds", którzy pod wodzą charyzmatycznego Jürgena Kloppa rozprawili się z Hoffenheim - dowodzoną przez najmłodszego trenera Bundesligi Juliana Nagelsmanna. Zespół z Anfield Road melduje się w Lidze Mistrzów pierwszy raz od sezonu 2014/15. W ostatnich latach w społeczność piłkarską mocno zaczęła inwestować marka Red Bull, najpierw zainwestowano w klub z Salzburga, a kilka sezonów później w niemiecki Lipsk. W "byczkach" z Salzburga pokładano nadzieje na szybki awans do LM, lecz Austriacy zawodzili z sezonu na sezon, odpadając przeważnie w ostatniej rundzie eliminacyjnej. Natomiast RB Lipsk w poprzednim sezonie był rewelacją Bundesligi - jako beniaminek zajął drugie miejsce i wywalczył sobie bezpośredni awans do LM. Pierwszy raz w historii tych rozgrywek  zobaczymy klub spod loga Red Bull, ciekawe jak spiszą się w walce z najlepszymi.
Jürgen Klopp (z lewej) zaraz po awansie Liverpoolu do LM (z prawej) kibice Lipska już nie umieją doczekać się pierwszych rywalizacji w LM.
Pierwszy raz w historii zobaczymy także pięć zespołów z Wysp Brytyjskich. Stanie się tak ze względu na zwycięstwo Manchesteru United z rozgrywkach Ligi Europy. Jak wiemy UEFA premiuje triumfatora LE możliwością gry w fazie grupowej LM. W sezonie 2015/16 taki zaszczyt spotkał pięć drużyn z Hiszpanii - Barcelonę, Real, Atletico, Valencię oraz Sevillę, która zwyciężyła w LE. Angielskie zespoły już wcześniej mogły występować w tak zacnym gronie w sezonie 2005/06. Liverpool jako obrońca tytułu z 2004/05 dostał specjalne pozwolenie na grę w eliminacjach mimo że w Premiership nie załapał się na miejsce premiujące awansem. Natomiast Everton odpadł w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej z Villarealem i ostatecznie mieliśmy cztery zespoły z Anglii.
Pierwszy raz od 2002/03 do Champions League wraca aktualny mistrz Holandii - Feyenoord Rotterdam. W walce o kijowski finał zobaczymy również odwiecznego rywala Dynama Kijów czyli Shakhtar Donieck, który w tych rozgrywkach ostatnio występował w sezonie 2015/16.
Jak widać eliminacje były bardzo ciekawe, niestety po raz kolejny w LM zabraknie polskiego przedstawiciela. Fanatycy i starsi kibice cieszą się zapewne z powrotu do elity takich zespołów jak: Manchetser United, FC Liverpool, Feyenoord Rotterdam oraz Spartak Moskwa, które śmiało można nazwać starymi wygami europejskich rozgrywek. Oby pokazały one grę z czasów świetności. 
Liga Mistrzów znów zawita do Rotterdamu.
Losowanie odbyło się 24 sierpnia o godzinie 18.00 w Pałacu Grimaldich w Monaco, 32 zespoły zostały podzielone na cztery koszyki:

W trakcie losowania poznaliśmy piłkarzy, którzy otrzymali indywidualne nagrody za poprzedni sezon Ligi Mistrzów, a specjalni goście - Francesco Totti oraz Andryi Shevchenko brali udział w rozlosowaniu grup. Te dwie, byłe już, gwiazdy światowej piłki podzieliły 32 zespoły na poszczególne grupy:

W grupie A spotkają się: Benfica, Manchester United, FC Basel oraz CSKA Moskwa. Jose Mourinho z pewnością cieszy się z uniknięcia takich zespołów jak: Real, Juventus czy Bayern i na tę chwilę spokojnie może myśleć o awansie do kolejnej rundy. Manchester otrzymał łatwy los czego nie może powiedzieć Bayern czy  PSG. Te dwa zespoły spotkają się razem w grupie B, a stawkę uzupełniają Anderlecht Bruksela oraz Celtic Glasgow. Pewniakami w tej grupie zapewne jest Bayern z Robertem Lewandowskim oraz PSG, które wraz z pozyskaniem Neymara chce wejść na najwyższy poziom światowego futbolu. Celtic i Anderlecht będą walczyć o 3 miejsce premiujące dalszą grą w Lidze Europy.
Zlatan akurat nie spotka się z Neymarem czy Lewandowskim ale pojedynek gwiazdy PSG i Bayernu z pewnością przyniesie wiele emocji.

W grupie C spotkają się trzy zespoły z topowych lig, które będą musiały wybrać się na daleką wycieczkę do Azerbejdżanu. Dla Atletico  Madryt taka wyprawa to  nic nowego  w poprzednim sezonie grali razem w grupie z Astaną więc wiedzą z czym się mierzyć. Chelsea i AS Roma wracają do Ligi Mistrzów po sezonie absencji i walka o awans rozstrzygnie się właśnie między tą trójka, a Qarabag na własnym boisku pewnie będzie groźny i może urwie jakieś punkty ale na tym raczej zakończy się ich  przygoda z LM.
Do grupy D rozlosowano Juventus Turyn, FC Barcelonę, Olympiacos Pireus oraz Sporting Lizbonę. Tutaj mamy podobna sytuację co  w grupie B. Walka o pierwsze dwa miejsca powinna rozstrzygnąć się pomiędzy Juventusem a Barceloną, chociaż nigdy nie można lekceważyć krewkich greków czy zawodników Sportingu. Szczególnie na własnym stadionie mogą oni sprawić swoim rywalom niespodziankę. 
 
Czy Barca zrewanżuje się Juve za zeszłoroczną porażkę?
W grupie E spotkają się mistrz Rosji - Spartak Moskwa, a także dwa zespoły, które w sezonie 2015/16 starły się w finale Ligi Europy - Sevilla oraz Liverpool, stawkę zamyka słoweński NK Maribor. Nie jest to najmocniejsza grupa ale Liverpool w końcu musi potwierdzić, że taktyka Jürgena Kloppa przynosi korzyści. Sevilla chciałaby zapewne zabłysnąć w rozgrywkach Ligi Mistrzów, a nie tylko Ligi Europy. Spartak Moskwa wraca do grona najlepszych, ale czy uda im się wyprzedzić wyżej notowane zespoły z Hiszpanii i Anglii? Maribor prawdopodobnie zakończy  rozgrywki na ostatnim miejscu.
Liverpool chciałby zrewanżować się Sevilli za finał LE z 2016 roku.
W grupie F ekipa Pepa Guardioli największe problemy powinna mieć z zespołem Maurizio Sarr'ego. Napoli w tym sezonie ma aspiracje na zwojowanie Serie A oraz Ligi Mistrzów. Ciekawe także jak zaprezentują się Polacy - Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński. Manchester City oprócz wyprawy do Włoch będzie musiało jeszcze zabukować bilety do Holandii, a dokładniej do Rotterdamu. Wybierze się także na Ukrainę, by zmierzyć się z Shakhtarem Donieck. Ciekawe jak spiszą się w rozgrywkach  grupowych podopieczni Gio van Bronckhortsa, którzy w poprzednim sezonie przełamali hegemonię Ajaxu i PSV.
Guardiola i van Bronckhorst po raz pierwszy spotkają się w roli trenerów na boisku.

W grupie G do półfinalisty i rewelacji poprzedniej edycji Ligi Mistrzów - AS Monaco dolosowano FC Porto, Besiktas oraz Red Bull Lipsk. Drużyna z Księstwa, po odejściu kilku zawodników może już nie być tak mocna jak w poprzednim sezonie, jednak to cały czas faworyt tej grupy. O awans powalczy cała czwórka, Porto chciałoby znów zaistnieć w Europie po kilku nieudanych sezonach. Besiktas w poprzednim sezonie był o krok od awansu do następnej rundy, więc i w tym będzie chciał pokazać, że to nie jednorazowy wybryk. Najwięcej znaków zapytania można postawić przy drużynie z Lipska, może i nie trafili na rywali z najwyższej półki ale to dobrze, ponieważ nie będzie na nich ciążyć taka presja. Ciekawe czy zadowolą fanów oraz włodarzy koncernu Red Bull? 
W Ostatniej grupie spotka się obrońca tytułu - Real Madryt, który drugi sezon z rzędu trafia w grupie na Borussię Dortmund. Możemy zatem liczyć, że pojedynki hiszpańsko-niemieckie znów przyniosą wiele emocji. Do tej dwójki dolosowano także, coraz mocniejszy Tottenham - wicemistrz Premiership - który w swoich szeregach ma Kane'a, All'ego czy Eriksena, a po zeszłorocznej nieudanej kampanii w LM szybko chcą zmazać plamę porażki. Ostatnim zespołem w tej stawce jest APOEL Nikozja, który raczej nie powtórzy osiągnięcia z sezonu 2011/12 gdy  dotarli do  1/4 finału ulegając właśnie Realowi Madryt.
Aubameyang, Ronaldo oraz Kane będą stanowić o sile swoich zespołów.

Podsumowując, wielkie europejskie firmy powinny spokojnie awansować do fazy pucharowej LM, a dopiero później zaczną się te największe emocje. Kto pokrzyżuje plany Realu? Bayern, Manchester City czy United, Juventus, PSG, Borussia Dortmund a może jakimś cudem Barcelona, kto wie a nóż czarnym koniem zostanie po raz kolejny Monaco, a może Liverpool, Napoli, tego nigdy się do końca nie wie. Atletico Madryt też pewnie ma ochotę na kolejny finał (może wreszcie zwycięski). Do tego jeszcze daleka droga, a na tą chwilę cieszmy się, że od 12 września we wtorki i środy znów będzie można wysłuchać hymnu Ligi Mistrzów - "The Champioons".                     
continue reading Debiutanci, stare wygi, faworyci - rozlosowano grupy Ligi Mistrzów.

środa, 23 sierpnia 2017

"Problemes i Errors" - FC Barcelona oddala się od europejskiej elity.

"Problemes i Errors" - FC Barcelona oddala się od europejskiej elity.


W języku katalońskim problemes i errors to dwa proste słowa - problemy i błędy, te wyrazy w ostatnim czasie idealnie pasują do aktualnej sytuacji jednego z największych klubów Świata jakim niewątpliwie jest FC Barcelona. Kibice Dumy Katalonii, po rozczarowującym poprzednim sezonie, mieli nadzieję, że nowa kampania przyniesie im więcej powodów do radości. O ile pretemporade Blaugrany uznać można za udaną, to okres okienka transferowego i początek sezonu jest jedną wielką katastrofą. Przeanalizujmy zatem wszystkie problemy i błędy z którymi klub z Camp Nou musi sobie jak najszybciej poradzić, by na dłuższy okres nie oddalić się od europejskiej elity.
 
Nie tak miał zacząć się nowy sezon dla FC Barcelony.
Podczas przedsezonowego tournee zarząd Barcelony zmierzył się z pierwszym problemem, jakim było zainteresowanie ze strony bogatych szejków z PSG usługami Neymara. Mimo zapewnień prezydenta i kilku zawodników Barcy, że Brazylijczyk pozostanie częścią zespołu, ten postanowił zmienić otoczenie i skorzystać z oferty opiewającej na 222 mln €. Trzeba pamiętać, że w przedsezonowych spotkaniach Neymar był najskuteczniejszym i najlepszym zawodnikiem Blaugrany, jednak chęć przełamania hegemonii Messiego czy Ronaldo skusiła go do przenosin pod Wieżę Eiffla, gdzie ma nadzieję zostać laureatem Złotej Piłki. Przeciągające się pertraktacje transferowe z PSG nie należały do najłatwiejszych, przecież od początku okienka transferowego zawodnik paryżan - Marco Veratti trafić miał na Camp Nou, lecz klub ze stolicy Francji skutecznie blokował i stawiał się w negocjacjach. Dlatego też władze Barcelony pozostały nieugięte jeżeli chodzi o transfer Neymara. 
 
Wydawało się, że ta dwójka będzie występować w barwach Barcy, a stało się odwrotnie.
Brazylijczyk ostatecznie opuścił słynne tridente MSN i trafił na Parc Des Princes, pozostawiając zarządowi Barcy pokaźną sumę na swojego następcę w ataku Barcy. Niestety Josep Maria Bartomeu do dnia dzisiejszego poszukuje zawodnika, który załata dziurę w ataku po odejściu Brazylijczyka. Celami byli lub nadal są: Ousmane Dembele, Philippe Coutinho, Kylian Mbappe, Angel DiMaria, a w pewnym momencie mówiono także o Edenie Hazardzie czy Paulo Dybali. Transferowa telenowela rodem z Katalonii trwa, a wzmocnień nie widać.
Lista życzeń Barcelony wydłuża się coraz bardziej, jak na razie bez efektu.

Sprowadzenie do klubu Deulofeu z Milanu za 12 mln € to kolejny strzał w kolano dla zarządu Barcy - piłkarz ten podobnie jak kilku innych wychowanków najpierw został sprzedany by po kilku latach wrócić do klubu za wysoką sumę odstępnego. Pytanie tylko czy Deulofeu załata dziurę po Neymarze? Fakt, Barca sprowadziła Nelsona Semedo z Benfiki na lewą stronę obrony i to jak na razie jest jedyny solidny transfer. Kolejnym problemem Barcy jest linia pomocy, brak zmieników dla Iniesty, Rakitica czy Sergio to główna przyczyna niepowodzeń z poprzedniego sezonu. W tegorocznym letnim okienku najpierw walczono o wspomnianego wyżej Veratt'ego, później skupiono się na Coutinho, aktualnie trwa jeszcze walka o Jeana Michela Seri'ego z Nicei - chociaż ten transfer prawdopodobnie również nie dojdzie do skutku - a jedyny pomocnik, który został sprowadzony, to Brazylijczyk Paulinho za 40mln € z chińskiego GZ Evergrande. 
 
Nowe twarze w klubie z Camp Nou - Semedo, Deulofeu, Paulinho.
Fani z Barcelony sceptycznie patrzą na transfer 29-latka za tak wysoką sumę, z drugiej strony Paulinho nigdy nie zachwycał swoimi występami i do końca nie wiadomo jak sprawdzi się w systemie Barcy. W defensywie również brakuje mocnych zmienników, a nawet podstawowych obrońców. Młody Brazylijczyk Marlon obok Semedo to jedyne wzmocnienie linii obrony, lecz czy na tyle mocne by zapewnić stabilność w defensywie? Tutaj kolejny minus dla zarządu Blaugrany, nie można być najlepszym zespołem Świata bez skutecznej defensywy, która nie dość, że zapewni spokój w tyle, to jeszcze dorzuci kilka bramek w ofensywie. Cules tęsknią z pewnością za linią obrony, którą niegdyś tworzyli Dani Alves, Pique, Puyol oraz Abidal. Aktualnie Pique znajduje się poza swoją najlepszą dyspozycją, a Mascherano oraz powracający z wypożyczenia Vermaelen to już niestety nie ta liga. Próby ściągnięcia Yerr'ego Miny, Marquinhosa, Inigo Martineza, Jorge Mere czy Hectora Bellerina legły w gruzach. Na ten moment defensywa Barcelony prezentuje się naprawdę słabo. Linia ataku także nie jest w szczytowej formie, do tego kontuzja Luisa Suareza spowodowała, że Leo Messi został sam w ataku. Paco Alcacer czy Gerard Deulofeu nie są jeszcze na tyle zgrani oraz - z całym szacunkiem - nie mają takich umiejętności jak Neymar czy Suarez, by co mecz strzelać po dwie bramki lub więcej. 
Prezydent Bartomeu i dyrektor sportowy Robert Fernandez chyba nie zdają sobie sprawy, że do końca okienka transferowego pozostało już bardzo mało czasu, klub potrzebuje solidnych wzmocnień, a nie zawodników, którzy nie spełniają odpowiedniego poziomu. 
Kolejnym minusem i wielkim zaniedbaniem ze strony władz klubu z Katalonii jest niepilnowanie wschodzących gwiazd ze szkółki La Masia. Od kilku sezonów do pierwszego zespołu awansowało może jedno nazwisko, które w pełni pokazuje swoje umiejętności - Sergi  Roberto - reszta obiecujących zawodników szybko znika z Barcelony. Zostają sprzedani lub wypożyczeni, by zebrać doświadczenie i wrócić do klubu silniejszym i bardziej ogranym, jednak czy tak jest naprawdę?  Munir czy Sergi Samper mają za sobą już kilka przygód w innych zespołach, a nadal nie dostali poważnej szansy w pierwszym zespole z Camp Nou. Perspektywiczni zawodnicy tacy jak: Jordi Mboula czy Eric Garcia już zostali wykupieni przez Monaco lub Manchester City i do klubu już raczej nie wrócą. Wydaje się, że nie tak miała wyglądać polityka szkółki Barcy, przecież najlepsi młodzi zawodnicy mieli stanowić o sile pierwszego zespołu tylko, że tego z Katalonii, a nie któregoś z europejskich konkurentów.
 
Dwa stracone talenty - Jordi Mboula oraz Eric Garcia nie zagrają w Barcelonie.
Nic dziwnego zatem, że takie zarządzanie szkółką i klubem denerwuje najważniejszych i najdłużej grających piłkarzy Blaugrany. Leo Messi oraz Andres Iniesta nie przedłużyli jeszcze wygasających kontraktów. Co to może oznaczać? Mniej więcej tyle, że widnieje widmo opuszczenia klubu przez kolejnych ważnych. Ba! nawet najważniejszych piłkarzy tego klubu. Jeżeli zarząd nie zdąży sprowadzić odpowiednich zmienników, którzy zapewnią stabilność i spokój w szatni i na boisku, to z pewnością w najbliższym czasie w Barcelonie może dojść do prawdziwego rozłamu, który może zakończyć się odpadnięciem z europejskiej elity na kilka dobrych lat. 
Piłkarze coraz częściej pokazują, że sprzeciwiają się działaniom zarządu, kilka dni temu byłe już trio MSN spotkało się prywatnie i spędzało czas wolny dokumentując to zdjęciami na Instagramie. Klub w tym czasie wystosował pozew przeciwko Neymarowi, by ten zapłacił sumę 8,5 mln € w związku z niewypełnieniem kontraktu.
 
Zdjęcie z Instagrama obiegło już pewnie cały Świat. MSN to nadal trójka przyjaciół, nieważne gdzie grają.
Absurd goni tutaj absurd, widać, że zawodnicy maja dosyć rządów Bartomeu. Najlepszym rozwiązaniem byłaby rezygnacja ze stanowiska prezydenta klubu - czego domagają się kibice - tylko kto miałby przejąc stery w Dumie Katalonii? Kibicom marzy się pewnie Joan Laporta, który coraz głośniej domaga się rezygnacji zarządu, jeżeli zostanie odwołany to sam wystartuje w wyborach. Laporta pełnił już funkcje prezydenta klubu i to z powodzeniem, a ostatnio sam wypowiedział się na temat obecnej sytuacji Barcy. Stwierdził, że klub przysnął na rynku transferowym, stał się niewiarygodny oraz nie ma dobrego wizerunku na Świecie. Jeżeli po raz kolejny zostałby wybrany na prezydenta to zmieniłby Barcelonę i znów przyniósł świetność klubowi z Camp Nou
 
Czy dojdzie do wyborów pomiędzy Laportą a Bartomeu?
Jak widać Barcelona ma nie tylko zewnętrzne ale i wewnętrzne problemy. By móc normalnie funkcjonować i walczyć o trofea potrzebna jest jak najszybsza stabilizacja władz klubowych. Dokonanie pożytecznych i wartościowych wzmocnień, chociażby z La Masii, jak i  powrót do swojego sloganu "MES QUE UN CLUB" , który w ponad 100 letniej historii klubu jest tak bardzo zakorzeniony, a w ostatnich latach tak mocno się od niego oddalono. Miejmy nadzieję, że fani Blaugrany po raz kolejny nie będą musieli oglądać chudych lat, a szybko wrócą do tych tłustych, okraszonych sukcesami w lidze hiszpańskiej czy europejskich pucharach.
continue reading "Problemes i Errors" - FC Barcelona oddala się od europejskiej elity.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Sportowe uwstecznienie - jaki los czeka zasłużone kluby z Anglii, Niemiec oraz Hiszpanii.

Sportowe uwstecznienie - jaki los czeka zasłużone kluby z Anglii, Niemiec oraz Hiszpanii?

Niegdyś wielkie piłkarskie firmy, które znakomicie prezentowały się zarówno na ligowym podwórku jak i w europejskich pucharach. Dzisiaj tylko kluby, które stoczyły się do poziomu rozgrywek mniej profesjonalnych niż Premiership, Bundesliga czy LaLiga. 
O kim mowa? Blackburn Rovers, 1860 München oraz RCD Mallorca znalazły się na zakręcie swojej egzystencji.

Kibice "Wędrowców" lub również znanych jako "Potężni Niebiesko-Biali" nie tak wyobrażali sobie poprzedni sezon rozgrywek Championship. Po słabszym okresie na zapleczu angielskiej Premiership miało przyjść przełamanie i walka o baraże lub bezpośredni awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Niestety fani musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci katastrofalnego sezonu w wykonaniu drużyny z Riverside. 51 punktów i 22 miejsce w lidze oznaczały tylko jedno, spadek do League One - odpowiednik 3 ligi - i walkę z coraz mniej prestiżowymi zespołami, a także słabe przychody do kas klubowych. Najgorszą informacją jest jednak fakt, iż Blackburn zalicza sportowy upadek. Przydomek Rovers w nazwie klubu oznacza "Wędrowni", lecz nikt nie spodziewał się, że w ostatnich sezonach włodarze tak bardzo wezmą sobie ten pseudonim do serca i coraz bardziej będą sprowadzać klub do poziomu amatorskiego. Kibice z Polski pamiętają pewnie jeszcze czasy gdy Blackburn rozgrywało mecze w ramach Ligi Mistrzów z Legią czy w Pucharze UEFA z Wisłą Kraków. Nikt pewnie także nie zapomniał o znakomitych napastnikach, którzy występowali w klubie z Ewood Park: Alan Shearer, Chris Sutton czy Benni McCarthy to jedni z najskuteczniejszych. Sytuacja z jaką boryka się Blackburn Rovers to głównie wina właścicieli, z grupy Venky's pochodzącej z Indii, która wykupiła klub w listopadzie 2010 roku. Od momentu przejęcia "Blue&White" zdążyło w przeciągu 6 sezonów opuścić aż dwie klasy rozgrywkowe. Kibice oraz lokalne media cały czas podkreślają, że głównym powodem upadku zasłużonego dla angielskiej piłki klubu jest właśnie indyjski konglomerat zajmujący się przemysłem drobiarskim. Zamiast obiecanych wielkich sukcesów klubu z Ewood Park, fani zmuszeni są do oglądania potężnego regresu swojej drużyny.
Ostatnie 20 sezonów w wykonaniu Blackburn Rovers

Kibice niestety są bezradni, ponieważ Venky's posiada 99.9% udziałów w klubie, a do tego podkreślają - oświadczenie prasowe z 29 września 2016 roku "Pozostajemy całkowicie przywiązani do klubu"- że cały czas pracują nad odbudową Blackburn. Ciekawe czy przed startem nowego sezonu również wystosują takie oświadczenie? Coraz bardziej jednak Blackburn kroczy ścieżką choćby FC Portsmouth, które po nieudanym zarządzaniu przez kilku właścicieli znalazło się nad przepaścią i możliwością zniknięcia z piłkarskiej mapy Anglii. Na szczęście kibice zadbali o to by "Pompey" mogło dalej istnieć, czy podobną drogę przejdą Rovers?  
Kiedyś mistrz Anglii, teraz coraz większy regres, fani z Ewood Park nie mają powodów do radości.

Drugim przedstawicielem, który znalazł się w agonii jest 1860 München - rywal zza miedzy wielkiego Bayernu Monachium, znalazł się w jeszcze gorszej sytuacji niż wyżej wymienione Blackburn. Sukcesy popularnych "Sześćdziesiątek" to odległe czasy dla młodych kibiców, lecz najbardziej zagorzali wiedzą jaki wkład w historię Bundesligi ma ten klub. Ostatnim znamiennym wspomnieniem 1860 jest sezon 1999/00, kiedy to drużyna pod wodzą charyzmatycznego Wernera Loranta zajęła wysokie 4 miejsce w Bundeslidze, premiujące grą w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Mimo odpadnięcia w 3 rundzie z Leeds United, kibice "Lwów" mieli powody do dumy (później dotarli do 3 rundy Pucharu UEFA i zostali wyeliminowani przez włoską Parmę). Nikt jednak nie spodziewał się, że było to jedno z ostatnich pozytywnych wydarzeń w historii klubu. Cztery lata później 1860 znalazło się na zapleczu Bundesligi. Po kilku obiecujących sezonach wydawało się, że "Die Löwen" wrócą do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak kłopoty finansowe dopadły również zasłużony zespół z Monachium.
Ostatnie 20 sezonów w wykonaniu TSV 1860 München.

Najpierw na jaw wyszło, że syn ówczesnego prezesa 1860 pobierał łapówki podczas przetargów na budowę stadionu Alianz Arena. W 2006 roku "Die Sechzger" skorzystali z pomocy rywala zza miedzy i odsprzedali udziały stadionu co pozwoliło im na otrzymanie licencji na kolejne sezony 2. Bundesligi. Trzy ostatnie sezony pokazały jednak z jakimi problemami finansowymi boryka się klub z Grünwalder Straße. Jordański inwestor - Hasan Ismaik, który przejął klub w 2010 roku - przestał interesować i inwestować w zespół z Monachium, co spowodowało, że problemy tylko się powiększyły. Porażka w dwumeczu o utrzymanie z Regensburgiem postawiła dalsze istnienie klubu pod wielkim znakiem zapytania. Postanowiono odzyskać klub z rąk Ismaika, przeprowadzono referendum, po którym oznajmiono, że nowym prezydentem zespołu "Lwów" będzie Robert Reisinger. Klub po spadku z 2. Bundesligi nie otrzymał licencji na 3 ligę więc został automatycznie zdegradowany do Regionalliga Bayern. Odbudowę zespołu ma zapewnić były piłkarz a obecnie trener - Daniel Bierofka, jednak trzeba liczyć się z tym, że minie trochę czasu zanim zobaczymy popularne "Lwy" w profesjonalnym futbolu. Szkoda bo przyjemnie oglądało się zespół, w którym występowali tacy zawodnicy jak: Jens Jeremies, Martin Marx, Thomas Häßler czy Bernhard Winkler. Teraz pozostaje czekać na efekty nowego zarządu, trenera oraz rychły powrót do elity.
Spadek, problemy z jordańskim właścicielem, oraz marzenia o zaciętych  pojedynkach z odwiecznym rywalem, czy Daniel Bierofka przywróci dawny blask 1860 ?

Ostatnim klubem, który od kilku, a nawet kilkunastu lat boryka się z nie lada problemami jest hiszpański RCD Mallorca. Klub z Balearów na początku dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku odnosił największe sukcesy. Popularni "Los Bermellones" dwukrotnie zajmowali ostatnie miejsce na podium w Primera Division. Trzeba jednak pamiętać, że 17 lat temu w zespole z Majorki błyszczały takie nazwiska jak Eto'o, Carlos Roa, Miguel Angel Nadal, German Burgos, Ariel Ibagaza, Albert Luque, George Finidi oraz młody Albert Riera i Daniel Güiza. Ten ostatni 10 lat temu został królem strzelców La Ligi z 27 bramkami w barwach Majorki. Największym sukcesem zespołu z Balearów jest sięgnięcie po Superpuchar Hiszpanii w sezonie 1998/99 oraz Puchar Króla w sezonie 2002/03, w europejskich rozgrywkach natomiast zachwycali w sezonie 1998/99 - porażka w ostatniej edycji Pucharu Zdobywców Pucharów z SS Lazio. Zespół "Los Bermellones" w europejskich  pucharach  grał jeszcze trzy razy. W sezonie 1999/00 odpadli w 1/4 finału z tureckim Galatasaray, w 2001/02 zajęli trzecie miejsce w grupie LM, a w sezonie 2003/04 w 1/8 finału pucharu UEFA musieli uznać wyższość Newcastle United. Kolejną szansą na występy w europejskich pucharach był sezon 2008/09 wtedy to czerwono-czarni zakończyli sezon na wysokim 5 miejscu, jednak UEFA podjęła decyzję o tym by Mallorcę w rozgrywkach Ligi Europy zastąpił zespół Villareal. Powód? od 2008 roku klub z Iberostar Stadium ogłosił, że ma spore problemy finansowe - około pięćdziesiąt milionów € - od tego momentu klub z imprezowej wyspy staczał się coraz niżej w hierarchii hiszpańskiej piłki. Z zespołu odeszli najlepsi zawodnicy, tacy jak: Mario Suarez, Borja Valero czy Aritz Aduriz. Ze stanowiska trenera zrezygnował także Gregorio Manzano - uważany przez wielu za najlepszego i najbardziej uwielbianego trenera w historii Majorki. Jego następcą został znakomity niegdyś Duńczyk Michael Laudrup, jednak już po jednym sezonie pożegnał się z zespołem. Na jego  stanowisko zatrudniono speca od spraw beznadziejnych - Joaquina Capparos'a, który zajął 8 miejsce. Wydawało się, że w kolejnym sezonie Mallorca znów będzie w pierwszej dziesiątce ligi, lecz pomimo dobrego początku sezonu popadła ona w kryzys.
Ostatnie 20 sezonów w wykonaniu RCD Mallorca.

Capparos został zwolniony, a ratownikiem okazać się miał Manzano. Trudna sytuacja finansowa i sportowa była na tyle beznadziejna, że nawet taka ikona jak Manzano nie uratowała klubu z Balearów przed spadkiem. Po 16 sezonach na najwyższym szczeblu rozgrywek Mallorca pożegnała się z La Ligą. Kibice mieli nadzieję, że klub bardzo szybko wróci do elity. Nic bardziej mylnego, RCD z sezonu na sezon grała coraz gorzej i przez 4 sezony spędzone na zapleczu La Ligi zajmowali miejsca: 18, 17, 17 oraz 20, ostatnia lokata w sezonie 2016/17 oznaczała spadek do 3 ligi. Klub z Balearów od momentu problemów finansowych próbowało ratować wielu. Pomocną dłoń wyciągnął nawet słynny hiszpański tenisista Rafa Nadal, który wraz z byłym trenerem Lorenzo Serrą Ferrerem wykupił klubowe akcje. Kolejnym właścicielem był Utz Claassen, który w 2016 roku odsprzedał akcje klubu właścicielowi koszykarskiej drużyny NBA - Phoenix Suns. Robert Sarver wraz z byłym koszykarzem - który jest wielkim fanem piłki nożnej - Stevem Nash'em przejęli stery w Majorce. Klub staje teraz przed powrotem do profesjonalnej piłki. Droga pewnie będzie długa i mozolna, jednak była gwiazda NBA Steve Nash sam powiedział "spadek do niższej klasy rozgrywkowej jest dużym krokiem w tył ale pasja i zaangażowanie, uczenie się na błędach jak i rozwój akademii młodych piłkarzy daje nadzieje na lepsze czasy dla klubu z Iberostar Stadium". Ciekawe czy nowo zatrudniony szkoleniowiec Vicente Moreno wprowadzi "Los Bermellones" o jeden lub więcej poziomów wyżej w rozgrywkach. Jedno jest pewne fani muszą uzbroić się w cierpliwość ponieważ droga ku normalności może okazać się długa i mozolna, a nieuniknione, że po drodze napotkają na kolejne przeszkody.
Sukcesy w europejskich i krajowych  rozgrywkach, później ogromny kryzys. Zaradzić temu ma wielki fan piłki nożnej oraz jedna z ex-gwiazd NBA - Steve Nash. 

Trójka wspaniałych - tak można by nazwać niegdyś kluby, które zostały wyżej opisane. Dzisiaj są to zespoły walczące o swój splendor. Może za kilkanaście lat Blackburn, 1860 oraz Mallorca wrócą na należne im miejsce, lecz teraz muszą wziąć się w garść, uregulować wszystkie swoje długi oraz poprawić sytuację klubową, jeżeli poradzą sobie z nową rzeczywistością to z pewnością szybko wrócą do normalności. Blackburn powinno wziąć przykład z Leeds United czy Portsmouth, które były w podobnej sytuacji. 1860 musi uważać by nie skończyć jak: 1 FC Magdeburg, Hansa Rostock czy Carl Zeiss Jena, którym powrót do profesjonalnej piłki zajmuje już kilkanaście lat, natomiast Mallorca z pewnością nie chce iść drogą choćby Racingu Santander, który od kilku sezonów gra w 3 lidze. Osobiście chciałbym znów zobaczyć te trzy zespoły w doborowym towarzystwie najlepszych drużyn europejskich lig, jednak na ten stan trzeba jeszcze trochę poczekać.

 Źródło: www.transfermarkt.de
continue reading Sportowe uwstecznienie - jaki los czeka zasłużone kluby z Anglii, Niemiec oraz Hiszpanii.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Srebrni medaliści z Barcelony. Minęło 25 lat od tego sukcesu, co porabiają bohaterowie tamtych Igrzysk.

Srebrni medaliści z Barcelony. Minęło 25 lat od tego sukcesu. Sprawdźmy zatem, co porabiają bohaterowie tamtych Igrzysk.

Pamiętacie co robili Wasi rodzice, starsi rówieśnicy lub nawet Wy sami 8 sierpnia 1992 roku. Większość fanów zapewne bez zająknięcia potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Jeżeli jednak nie wiecie co działo się w tamtym okresie to warto przypomnieć, że jest to data, która w historii polskiej piłki zapisana została złotymi literami. Olimpiada 1992 w Barcelonie przyniosła jeden z największych triumfów i sukcesów piłkarskiej reprezentacji naszego kraju. Mimo że w finałowym spotkaniu ulegliśmy gospodarzom turnieju - Hiszpanii 3:2, to i tak ekipa trenowana przez Janusza Wójcika do kraju wróciła w glorii chwały.
Niewątpliwie sukces na IO w Barcelonie był z jednej strony wielkim zaskoczeniem, a z drugiej znakomitą promocją dla młodych polskich piłkarzy. Przeanalizujmy zatem, który z medalistów wykorzystał swój talent w pełni, a kto zaistniał tylko i wyłącznie na hiszpańskiej Olimpiadzie.
 
Ryszard Staniek wraz z kolegami z drużyny świętuje strzelenie bramki na 2:2 w wielkim finale Igrzysk. 
Olimpijska reprezentacja turniej rozpoczęła 24 lipca, trafiając w grupie na Kuwejt, Włochy i USA. O ile Kuwejt wydawał się być najłatwiejszym rywalem, to ekipy z Półwyspu Apenińskiego i Stanów Zjednoczonych należały do bardziej wymagających. Podopieczni Janusza Wójcika ograli Kuwejt (2:0), o dziwo łatwo pokonali Włochów (3:0), a na koniec zremisowali z USA (2:2). Z 5 punktami Polska wyprzedziła Włochy oraz Stany Zjednoczone i w ćwierćfinale spotkała się z Katarem. Kolejne łatwe zwycięstwo 2:0 wprowadziło ich do półfinału, a następnym przeciwnikiem była reprezentacja Australii. Wynik półfinałowego meczu nie pozostawił złudzeń odnośnie tego kto zagra w wielkim finale. Pogrom - 6:1! i Polska melduje się w wielkim finale, który rozegrany został na historycznym Camp Nou, gdzie 95.000 widzów śledziło poczynania gospodarzy oraz naszej rodzimej reprezentacji. W tym bardzo zaciętym spotkaniu to podopieczni Janusza Wójcika jako pierwsi trafili do siatki rywala, jednak gospodarze po 20 minutach drugiej połowy wyrównali i coraz bardziej przejmowali panowanie na boisku. Od 70 minuty, spotkanie o złoty medal igrzysk nabrało niesamowitych emocji i kolorytu. Najpierw Hiszpanie wyszli na prowadzenie w 70 minucie, a po 5 minutach znów mieliśmy remis. Jednak w 90 minucie to gospodarzom udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Uszczęśliwiając tym samym kibiców oraz króla Juana Carlosa, który obecny był na trybunach Camp Nou.
 
Tak olimpijska reprezentacja Hiszpanii cieszyła się z bramki strzelonej w 90 minucie spotkania z Polską.
Fantastyczna postawa naszej reprezentacji mimo przegranego finału została odebrana bardzo pozytywnie. Wreszcie doczekaliśmy się reprezentacji na miarę sukcesu - tak przynajmniej się wydawało - lecz po olimpiadzie okazało się, że nie łatwo jest stworzyć solidną drużynę gotową na osiągnięcie sukcesu. W 1992 roku selekcjoner Janusz Wójcik wybrał następujących piłkarzy, w bramce: Aleksander Kłak (22 lata) oraz Arkadiusz Onyszko (19 lat), obrońcy: Marcin Jałocha (22 lata), Tomasz Łapiński (23 lata), Marek Koźmiński (21 lat), Tomasz Wałdoch (22 lata) oraz Marek Bajor (23 lata). Pomocnicy: Dariusz Gęsior (23 lata), Piotr Świerczewski (21 lat), Dariusz Adamczuk (23 lata), Jerzy Brzęczek (22 lata), Ryszard Staniek (22 lata), Dariusz Szubert (22 lata), Tomasz Wieszczycki (21 lat) oraz Dariusz Koseła (23 lata). Napastnicy: Grzegorz Mielcarski (22 lata), Andrzej Juskowiak (22 lata), Andrzej Kobylański (22 lata), Mirosław Waligóra (23 lata) oraz Wojciech Kowalczyk (21 lat). Tak prezentowała się kadra, która zdobyła srebrny medal IO.
 
Kadra Polski na IO w Barcelonie -1992 rok.
Wielu piłkarzy po udanej przygodzie na igrzyskach trafiło do kilku dobrych europejskich klubów, co w tamtych czasach nie było naszą domeną, jednak koniec końców nie wszyscy piłkarze z 1992 roku pamiętani są przez kibiców w Polsce. Aleksander Kłak po igrzyskach trafił do Górnika Zabrze, a później przeniósł się do Belgii - Royal Antwerp - jego kariera jednak nie potoczyła się tak jak się tego spodziewano. W Antwerpii po pewnym czasie zaproponowano mu rolę trenera bramkarzy, a później zajął się prowadzeniem autobusów komunikacji miejskiej w Belgii. Drugi bramkarz, Arkadiusz Onyszko przenosił się do Legii, Polonii Warszawa, Lecha czy Widzewa, a po pewnym czasie postanowił spróbować swoich sił w Danii (Viborg, Odense, Midtjylland), by po raz kolejny wrócić do Polski. Po zakończeniu kariery coraz częściej pełnił rolę komentatora sportowego oraz zajął się trenowaniem bramkarzy w Motorze Lublin.
Tomasz Wałdoch, Tomasz Łapiński oraz Marek Koźmiński mają za sobą udane kariery piłkarskie, Wałdoch z powodzeniem występował w niemieckiej Bundeslidze, Koźmiński we włoskiej Serie A, a Łapiński występował w Lidze Mistrzów w barwach Widzewa. Łapiński oraz Koźmiński często występują w programach związanych z piłką nożną w roli ekspertów, natomiast Tomasz Wałdoch zajmuje się trenowaniem drużyn młodzieżowych w Schalke 04. Marek Bajor i Marcin Jałocha w przeciwieństwie do swoich kolegów z defensywy nie zrobili aż takiej kariery. Bajor zakończył swoje występy w Amice Wronki, a Jałocha w Proszowiance. Obydwoje natomiast z sukcesami zarządzają karierą trenerską w prowincjonalnych klubach. Dariusz Gęsior zwiedził w trakcie swojej kariery kilkanaście polskich klubów, lecz na koniec pozostał wierny Ruchowi Chorzów jako członek rady nadzorczej. Piotr Świerczewski oraz Jerzy Brzęczek z powodzeniem występowali w zagranicznych klubach. Świerczewski - Saint-Etienne, Bastia, Marsylia, a Brzęczek - Tirol Innsbruck, Maccabi Haifa, Wacker Innsbruck. Po zakończeniu piłkarskiej kariery zajęli się trenerką. Popularny "Świerszczu" niedawno pełnił funkcję drugiego trenera reprezentacji U-21.
Rozpoznajecie ich wszystkich? Tak zmienili się srebrni medaliści z 1992 roku.

Brzęczek natomiast prowadzi aktualnie Wisłę Płock. Dariusz Adamczuk przez kilka dobrych lat przebywał w Szkocji i bronił barw słynnego Glasgow Rangers, aktualnie jest prezesem Fundacji Szczecińskiej Akademii Piłkarskiej. Kolejny piłkarz taki jak Ryszard Staniek po igrzyskach trafił do Osasuny na dwa sezony, a później sprowadziła go Legia. Po zakończeniu piłkarskiej kariery zajął się trenowaniem, jednak bez większych sukcesów. Dariusz Szubert trafił z Pogoni do niemieckiego St. Pauli, a później belgijskiego Lommel oraz Germanii Egestorf. Teraz jest trenerem w niemieckim związku Dolnej Saksonii. Dariusz Koseła grał w Górniku Zabrze i Ruchu Radzionków, teraz jest trenerem w mało znanych śląskich klubach. Tomasz Wieszczycki natomiast po olimpiadzie pozostał w ŁKS-ie, by później trafić do Legii, a stamtąd do Francji i zespołu Le Havre. Karierę zakończył w Grodzisku Wielkopolskim i zespole Dyskoboli lub jak kto woli Groclinu. Obecnie jest ekspertem w stacji Nc+. Najlepsze "żądła" - czyli Juskowiak, Mielcarski, Kobylański oraz Kowalczyk dobrze pokierowali swoją karierą. Juskowiak - król strzelców z olimpiady z 7 bramkami - z powodzeniem występował w Bundeslidze (Gladbach, Wolfsburg, Cottbus a później Aue), teraz Juskowiak pełni rolę komentatora i eksperta telewizyjnego. Grzegorz Mielcarski po olimpiadzie wrócił ze Szwajcarii do Polski, by potem przenieść się do FC Porto, karierę zakończył w Amice Wronki. Podobnie jak Juskowiak pełni teraz rolę eksperta w Nc+. Andrzej Kobylański po przygodach w: 1.FC Köln, Hannover, Waldhof Mannheim oraz Energie Cottbus zajął się różnymi aktywnościami, próbował sił w trenerce, polityce, a obecnie posiada firmę ochrony osób i mienia. Mirosław Waligóra trafił do belgijskiego Lommel, gdzie nie rozwinął znacząco swojej kariery piłkarskiej, pozostał jednak w Belgii, posiada obywatelstwo belgijskie i pracuje w urzędzie miasta Lommel. Do pełni szczęścia pozostaje nam tylko sprawdzić co słychać u Wojtka Kowalczyka. Udane igrzyska wpłynęły na zainteresowanie klubów z Hiszpanii, a dokładniej Betisu, w którym spędził 3 sezony, po przygodach na Półwyspie Iberyjskim wrócił do Legii, a karierę zakończył na Cyprze. Występował także w telewizji Polsat w roli eksperta w trakcie spotkań piłkarskich czy programie "Cafe Futbol".
 
Druga część najważniejszych zawodników olimpijskiej reprezentacji, u niektórych widać duże zmiany. 
Uważani za utalentowane pokolenie, które przywróci świetność polskiej piłki okazali się tylko złudzeniem, zaledwie kilku piłkarzy dobrze poprowadziło swoją karierę piłkarską i wycisnęło z niej co się da. Przez pryzmat czasu trzeba jednak przyznać, że można było osiągnąć o wiele więcej niż występy w dobrych lub średnich zespołach z Europy. Mimo to niezapomniane wspomnienia z 8 sierpnia 1992 roku pozostaną i przy każdej kolejnej rocznicy warto będzie przypomnieć sobie, co zmieniło się u byłych reprezentantów olimpijskich -  nieważne czy czynnie udzielają się w świecie piłki czy prowadzą własne biznesy - ponieważ jest to jeden z największych  sukcesów na olimpiadzie i nie tylko.          
continue reading Srebrni medaliści z Barcelony. Minęło 25 lat od tego sukcesu, co porabiają bohaterowie tamtych Igrzysk.