piątek, 26 stycznia 2018

Spełnieni kontra niespełnieni, część IX - Paris Saint-Germain.

Spełnieni kontra niespełnieni część IX - Paris Saint-Germain.


Jeszcze kilkanaście lat temu klub ze stolicy Francji wywodził się ze świetnej pracy z młodzieżą oraz szlifowaniem talentów, które później sprzedawane były do potentatów europejskiej piłki. Ronaldinho, Anelka, Weah, Djorkaeff, Leonardo czy Ginola - to tylko niektóre nazwiska, które w klubie z Paryża pokazały się z dobrej strony, co poskutkowało transferami do takich klubów jak: FC Barcelona, AC Milan, Inter czy Arsenal. Od 2011 roku popularni Les Parisiens zmienili swoją wizję klubową. Po przejęciu przez fundusz Qatar Sport Foundation zespół ze stolicy stał się jednym z najbogatszych klubów na Świecie, jednak za kadencji wcześniejszych prezesów czy obecnie Nassera Al-Khelaifiego, PSG dokonało kilkunastu transferów, o których pod Wieżą Eiffla kibice wolą nie rozmawiać. Przed wami ostatnia część cyklu "Spełnieni kontra niespełnieni" dotyczącego zespołów znad Sekwany.
 
Legendy PSG.

Przegląd niespełnionych zawodników rozpoczniemy jak zawsze od bramkarzy. Klub z Parc des Princes w swojej historii miał wielu znakomitych golkiperów, którzy na stałe wpisali się w annały klubu. Joel Bats oraz Bernard Lama to klubowe legendy. W poprzednich sezonach do ich świetności nawiązać chcieli: Mickael Landreau, Apoula Edel, Salvatore Sirigu, Nicolas Douchez oraz Kevin Trapp, niestety nigdy nie nawiązali. Landreau w 2006  roku zamienił Nantes na PSG, rozegrał 149 spotkań, jednak w każdym sezonie popełniał błędy, które były kosztowne jeżeli chodzi o sukcesy w lidze czy pucharach. W 2009 roku odszedł do OSC Lille za 1,6 mln €. Co ciekawe Landreau zdobywał mistrzostwo kraju w Nantes oraz później w Lille. Apoula Edel to bramkarz, który pochodzi z Kamerunu ale posiada obywatelstwo armeńskie i dla tej reprezentacji też występował. Do PSG trafił w 2007 roku lecz dopiero po odejściu Landreau niespodziewanie wygrał walkę z podatnym na kontuzję Gregorym Coupet. Edel rozegrał 71 spotkań, jednak podobnie jak jego poprzednik miał spotkania w których  zaskakiwał ale i zawodził. W 2011 roku, gdy klub otrzymał duży zastrzyk pieniędzy zmuszony był go opuścić ponieważ włodarze z Les Parisens chcieli sprowadzić golkipera klasy światowej. Salvatore Sirigu był pierwszym bramkarzem w erze nowego PSG. Wykupiony z Palermo za 3,9 mln € miał potwierdzić swoją dobrą dyspozycję z boisk Serie A. Sirigu początkowo spisywał się dobrze, jednak z sezonu na sezon wpuszczał coraz więcej bramek oraz popełniał błędy. Natomiast po piętach zaczęli mu deptać Alphonse Areola oraz Kevin Trapp. Klub zaczął wypożyczać Sirigu do Sevilli czy Osasuny, a po 6 sezonach na Parc des Princes wrócił do Włoch. Nicolas Douchez do PSG przeszedł w tym samym czasie co Sirigu i to on po dobrych sezonach w Stade Rennes miał konkurować o miejsce w bramce zespołu z Paryża. Douchez nigdy nie przebił się na dłużej do pierwszej jedenastki i po 5 zmarnowanych sezonach przeszedł do RC Lens. Ostatnim bramkarzem, który obecnie występuje jeszcze w PSG, a należy zaliczyć go do niespełnionych  jest Kevin Trapp. Niemiecki golkiper rozgrywał znakomite mecze w Bundeslidze w barwach Eintrachtu Frankfurt co poskutkowało zainteresowaniem ze strony PSG, które po cichu miało nadzieję, że Trapp wykaże się takim talentem jak ter Stegen czy Neuer. 27 letni bramkarz kosztował PSG 9,5 mln €. Ten transfer do tej pory się nie spłacił, Trapp nie wszedł na poziom znakomitych niemieckich bramkarzy oraz stracił miejsce w bramce na rzecz Areoli. Wydaję się, że jego dni w Les Parisens są policzone.

 
Landreau, Edel, Douchez, Sirigu.

W zespole Paris Saint-Germain do najlepszych defensorów w historii trzeba zaliczyć takich zawodników jak: Alain Roche, Paul LeGuen, Ricardo Gomes czy Jean-Marc Pilorget do grona tych piłkarzy zaliczyć także można Alexa, Cearę, Gabriela Heinze czy Thiago Silvę. Oczywiście są też defensorzy, którzy nie spełnili oczekiwań kibiców z Par des Princes. Pierwszy z nich to Christian Wörns, niemiecki obrońca w 1998 przeniósł się z Bayeru Leverkusen do PSG. We Francji spędził zaledwie jeden sezon, w którym rozegrał 32 spotkania i sprzedany został do Borussii Dortmund za ponad 6 mln €. Rok później do Les Parisens sprowadzono trzech środkowych defensorów. Talal El Karkouri, Cesar oraz Godwin Okpara okazali się całkowitymi niewypałami transferowymi. El Karkouri trafił z Casablanci do PSG, lecz bardzo szybko włodarze postanowili wypożyczyć go w celu ogrania. Najpierw Aris Saloniki później Sunderland, a w końcu sprzedaż do Charlton. Marokańczyk przez 5 lat gry we Francji uzbierał 98 występów, z pewnością lepiej spisywał się w Anglii oraz reprezentacji Maroka. Brazylijczyk Cesar w barwach Les Parisens wystąpił zaledwie 12 razy i po jednym sezonie sprzedano go do Rennes. Godwin Okpara po znakomitych występach w RC Strasbourg trafił do  PSG, dwa sezony gry i tylko 21 występów mówią same za siebie. Okpara przeniósł się do Belgii, a konkretniej do Sandardu Liege. W 2004 roku Kameruńczyk - Jean Hugues Ateba zamienił Nantes na Paryż. Dobrze zapowiadający się lewy obrońca zmarnował swój potencjał w barwach PSG i po zaledwie dwóch sezonach i 13 rozegranych spotkaniach oddano go do LB Chateauroux. W 2007 roku Gregory Bourillon, dobrze spisujący się w barwach Rennes, trafił za 3,5 mln € do  PSG. Przez 3 sezony gry zaliczył 55 spotkań i przed nową erą w zespole z Parc des Princes odszedł do Lorient. Siaka Tiene po znakomitych występach w Valenciennes oraz w reprezentacji WKS przeniósł się do PSG w 2010 roku. Przez 3 sezony gry Tiene rozegrał 75 spotkań i odszedł do Montpellier, w którym zakończył karierę. PSG po przejęciu przez nowego właściciela postanowiło sprowadzać znane nazwiska w społeczeństwie piłkarskim. W 2011 roku zdecydowano się na Milana Bisevac'a oraz Diego Lugano. Ten pierwszy defensor znany kibicom z występów w RC Lens czy Valenciennes zasilił szeregi Paryżan za 3,2 mln €. Serbski defensor okazał się kolejnym zawodem i po zaledwie 25 spotkaniach przeniósł się do Lyonu, w którym odzyskał swoją dawna dyspozycję. Urugwajczyk Diego Lugano natomiast do Francji przeniósł się z Fenerbahce za 3 mln €. Sukcesy w Copa America oraz na MŚ w 2010 roku z reprezentacją Urugwaju nie przełożyły się na występy w piłce klubowej.  Lugano przez 2 sezony rozegrał tylko 21 spotkań po czym wypożyczono go do Malagi, a później za darmo odszedł do West Bromwich. Świetne występy Gregorego van der Wiela w Ajaxie Amsterdam zaowocowały transferem do PSG w 2012 roku za 6 mln €. Boczny obrońca rozegrał 132 mecze przez 4 sezony gry, zdobył 4 bramki i zanotował 22 asysty, lecz zamiast poprawiać te statystyki i wpisać się do legend PSG postanowił opuścić Francję ponieważ nie miał ochoty na rywalizację z nowymi nabytkami zespołu z Parc des Princes. Najpierw odszedł do Fenerbahce, a obecnie występuje w Calgiari Calcio, które nie należy do piłkarskich potęg. Jednym z powodów odejścia van der Wiela było sprowadzenie Iworyjczyka - Serge'a Aurier'a z Toulouse. 10 mln € zapłacili włodarze PSG za Aurier'a. Prawy obrońca przez 2 sezony śrubował dobre statystyki (81 spotkań, 5 bramek oraz 15 asyst), lecz Aurier wykazał się niezdyscyplinowaniem i obrażeniem trenera Laurent'a Blanc'a, co spowodowało, że musiał opuścić Francję. Przeniósł się do Tottenhamu za 25 mln €. Benjamin Stambouli po znakomitych występach w Montpellier spróbował swoich sił w Anglii. Premiership okazała się krótką przygodą w karierze Stamboul'ego. W 2015 roku przeniósł się do PSG za 8,6 mln € mając nadzieję, że wróci do dawnej formy... niestety Paryż także nie był mu pisany. 40 spotkań we wszystkich rozgrywkach poskutkowały kolejnym transferem, tym razem trafił do Bundesligi, a konkretnie do Schalke 04.
 
El Karkouri, Cesar, Okpara, Atouba, Bourillon, Bisevac, Tiene oraz Stambouli.

Formacja pomocy to jedna z najbardziej rozpoznawalnych jeżeli chodzi o PSG, w historii tego klubu mogliśmy oglądać tak utalentowanych zawodników jak: Bathenay, Y. Djorkaeff, Luis Fernandez, Jay-Jay Okocha, Valdo, Safet Susic, Ronaldinho, Beckham oraz niekwestionowany Rai. Znakomita plejada gwiazd, która stanowiła o sile Les Parisens, jednak tutaj po raz kolejny warto wspomnieć o pomocnikach którym przypina się "łatkę" niespełnionych. W 1999 z Bordeaux do  PSG za 3 mln € przeniósł się Ali Benarbia, algierski pomocnik, który dla Paryżan zaliczył 53 spotkania i zdobył 1 bramkę, po 3 latach odszedł do Manchesteru City jako niespełniony pomocnik. Do głośnego transferu doszło w 2000 roku, kiedy to Peter Luccin zamienił Marsylię na PSG. Odwieczna rywalizacja pomiędzy tymi dwoma zespołami w Le Classique spowodowała, że Luccin został znienawidzony przez fanów OM. defensywny pomocnik w PSG zaliczył tylko roczny epizod i odszedł do Celty Vigo, w tym czasie zaliczył 36 spotkań i zdobył 2 bramki. W 2001 roku włodarze postanowili sprowadzić dwóch środkowych pomocników Hugo Leal i Vampeta trafili na Parc des Princes. Leal za 9,5 mln € opuścił Atletico, natomiast Vampeta przyszedł z Interu. Leal we Francji spędził 3 sezony i zaliczył 64 spotkania by odejść za darmo do FC Porto. Vampeta natomiast, zaliczył niegdyś dobry epizod w Eredivisie. w PSG zaliczył zaledwie 7 występów i po pół roku odszedł do Flamengo. Ciekawe jest to, że zaledwie rok po opuszczeniu Paryża, Vampeta był członkiem mistrzowskiej Brazylii z 2002 roku. W 2003 roku Branko Boskovic przeniósł się za 6 mln € z Crveny Zvezdy do PSG. Od początku jednak ten transfer był nieprzemyślanym pomysłem. Boskovic po dwóch sezonach wypożyczony został do Troyes, a w 2006 roku wrócił do Serbii. W barwach  Les Parisens wystąpił w 44 razy i zdobył 5 bramek. Swoją przygodę we Francji mieli także tacy zawodnicy jak: Sergey Semak oraz Cristain Rodriguez. Rosjanin znany z występów w CSKA, Rubinie czy Zenicie, przez rok występował na Parc des Princes. Kosztował włodarzy 2,5 mln €, lecz zaliczył tylko 30 spotkań w PSG i wrócił do ojczyzny.

 
Benarbia, Luccin, Leal, Vampeta, Souza, Semak, Gallardo, Boskovic.

Cristian Rodriguez kojarzony jest zapewne z występów w Atletico Madryt, jednak zanim trafił do Los Colchoneros to grał także w PSG czy  FC Porto. Dla Paryżan zaliczył 46 spotkań i zdobył 3 gole. Szkoda, że Urugwajczyk nie został dłużej w PSG, może teraz byłby legendą. Youssouf Mulumbu, Clement Chantome to wychowankowie szkółki PSG, którzy w 2006 roku otrzymali szansę gry w pierwszym zespole. Obydwoje jednak nie wykorzystali swojej szansy, Mulumbu odszedł w 2009 roku do West Bromwich, a Chantome w 2015 roku do Bordeaux. Mulumbu zaliczył zaledwie 22 występy, natomiast Chantome uzbierał ich ponad 200, jednak należy do pokolenia niespełnionych. Marcelo Gallardo oraz Didier Digard do PSG trafili w 2007 roku. Argentyńczyk przeszedł z River Plate, a Francuz z Le Havre za 2,5 mln €. Gallardo wytrzymał jeden sezon i zdołał zaliczyć 27 meczy, Digard natomiast po 19 meczach w barwach  PSG odszedł do Middlesbrough. Obok tych dwóch zakontraktowano również Jeremy'ego Clement'a oraz dano szansę wychowankowi Younoussemu Sankhare. Clement przeszedł z Glasgow Rangers i przez 4 sezony reprezentował barwy PSG, natomiast Sankhare po dwóch sezonach częściej bywał na wypożyczeniach niż w pierwszym składzie Les Parisens. Obydwoje odeszli w 2011 roku, gdy dochodziło do rewolucji w zespole z Paryża. W 2008 roku z Sao Paulo przyszedł Brazylijczyk Souza za 4 mln € liczono, że stanie się on gwiazdą wielkiego formatu, jednak Souza okazał się niewypałem. Zaliczył zaledwie 17 spotkań i w 2009 sprzedano go do Gremio. W nowożytnej historii klubu z Paryża, także kilkukrotnie sprowadzono pomocników, którzy należą do niespełnionych. Mohamed Sissoko po nieudanym epizodzie w Juventusie wrócił do Francji, by wspomóc projekt pana Khelaifiego. 8 mln € zapłacono za tego defensywnego pomocnika, który miał odbudować formę z czasów gry w Valencii czy  Liverpoolu. Stało się inaczej, Sissoko rozegrał 37 spotkań przez dwa sezony, a później kariera Malijczyka zawaliła się jak domek z kart. obecnie 33 letni zawodnik występuje w meksykańskim - San Luis. Neeskens Kebano to wychowanek PSG, który rozegrał w ich barwach zaledwie 9 spotkań przez 2 lata. Oddany do Charleroi, a obecnie występuje w Fulham. Wracając jednak do piłkarzy, którzy zostali kupieni za dużą sumę pieniędzy i kompletnie się nie sprawdzili to Yohan Cabaye jest kolejnym przykładem źle wydanych pieniędzy. Francuz po znakomitych występach w Lille przeniósł się do Newcastle, by po 3 sezonach znów wrócić do Francji. Wybrał ofertę PSG, które wydało 25 mln €, mimo problemów zdrowotnych rozegrał 57 spotkań na Parc des Princes, zaliczył 3 gole i 4 asysty. Zachcianki bogatych właścicieli spowodowały jednak, że Cabaye nie był w planach  na kolejne sezony, dlatego też 48 reprezentant Francji przeniósł się do Crystal Palace. W sezonie 2016 włodarze PSG już mocno dominowali na rynku transferowym, było ich stać na najlepszych zawodników oraz tych wyróżniających się w poszczególnych ligach. Tak też sprowadzono z Nicei odradzającego się Hatema Ben Arfę oraz Grzegorza Krychowiaka, który w Sevilli oraz reprezentacji spisywał się znakomicie. Ben Arfa trafił do PSG za darmo, a Krychowiak kosztował 27,5 mln €. Blask Ben Arfy bardzo szybko przestał świecić i do teraz uważany jest za niespełnioną gwiazdę francuskiej piłki. W barwach PSG zaliczył dotychczas 32 spotkania, zdobył 4 gole i ma 7 asyst, lecz daleko mu do formy prezentowanej choćby w Nicei czy początkowych lat w Lyonie. Do tego Ben Arfa jest w konflikcie z trenerem Unaiem Emery'm i raczej wielce prawdopodobne, że opuści Parc des Princes już niebawem. Grzegorz Krychowiak poszedł śladem trenera Emery'ego do PSG i miał nadzieję na systematyczne występy dla Les Parisens. Okazało się, że rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała pozycję Krychowiaka w klubie z tak wielkim budżetem. Wielu ekspertów uważa, że Polak po prostu nie pasował do koncepcji swojego byłego trenera, a kwestią czasu było opuszczenie Paryża . Popularny "Krycha" rozegrał w PSG raptem 19 meczy i trafił na wypożyczenie do West Bromwich. Ciekawe czy jeszcze kiedykolwiek dostanie szansę gry na Parc des Princes, czy po prostu zostanie odsprzedany do innego klubu.
 
Cristian Rodriguez, Digard, Kebano, Clement,Mulumbu, Sissoko, Chantome, Sankhare.

Dla pełnego podsumowania pozostaje nam jeszcze formacja ataku. Wielu napastników przychodzących do Paryża musiało mierzyć się i porównywać z takimi legendami jak: Rocheteau, Carlos Bianchi, Dahleb, Dogliani, Jean Djorkaeff, Ginola, Weah, Pauleta oraz Ibrahimovic, inni natomiast pozostali mocno w ich cieniu. Jednym z pierwszych przykładów jest sprowadzony w 2002 roku Paulo Cesar. Brazylijczyk przeniósł się z Fluminense pod Wieżę Eiffla, przez 5 lat spędzonych we Francji rozegrał 61 spotkań oraz zdobył 6 goli, jak na snajpera to bardzo przeciętny wynik. W 2003  roku postanowiono sprowadzić dwóch kolejnych napastników. Reinaldo oraz dobrze znany polskim kibicom (występował w Legii w latach 2011:2013) Danijel Ljuboja zasilili szeregi PSG. Reinaldo przeszedł za 10 mln € z Flamengo ale po zaledwie dwóch sezonach zmienił otoczenie i wybrał się do Japonii. Rozegrał 76 meczy i zdobył 14 bramek. Ljuboja natomiast przeniósł się ze Strasbourga na Parc des Princes. Serb po znakomitych występach w Le Racing postanowił spróbować swoich sił w Les Parisens. Niestety tylko 54 spotkania i 8 bramek nie pozwoliły mu na przekonanie do siebie kibiców i władz. W 2006 Ljuboja przeniósł się do Stuttgartu. Na ciekawy ruch zdecydowano się w 2004 roku, gdy z Chicago Fire do PSG sprowadzono 20 letniego Vedada Ibisevica. Bośniak jednak bardzo szybko przekonał się jak gra się w Europie. Po zaledwie roku wypożyczono go do Dijon, a potem sprzedano do Alemannii Aachen. Pobyt w Niemczech wyszedł Bośniakowi na dobre, z powodzeniem występował tam w Hoffenheim, Stuttgarcie, a obecnie w Hercie. Bartholomew Ogbeche, to nigeryjski napastnik, który do PSG trafił w 2001 roku. W napastniku widziano potencjał choćby Okochy, jednak Ogbeche nie spełnił tych wymagań. Na Parc des Princes występował do 2005 roku, w tym czasie uzbierał 68 występów i strzelił 7 bramek. Fabrice Pancrate to kolejny niespełniony napastnik PSG do klubu przybył w 2004 roku z LeMans, lecz transfer definitywny nastąpił rok później, zapłacono za niego 3 mln €. Z PSG odszedł w 2009 roku, do tego  momentu rozegrał 128 meczy, jednak zdobył tylko 13 goli we wszystkich rozgrywkach.
 
Ljuboja, Everton Santos, Paulo Cesar, Reinaldo, Ogbeche, Ibisevic, Pancrate, Erdinc, Keżman.

W 2008 roku Corinthinas zdecydowało się na odsprzedanie za 2 mln € Evertona Santosa do PSG. Młody napastnik spędził prawie 4 lata we Francji, lecz mało który kibic będzie kojarzyć jego występy w Ligue 1. Santos zaliczył ich zaledwie 3. Tak nieudane transfery jak Everton Santos, Ogbeche czy Pancrate zmusiły włodarzy PSG do szukania nowych zawodników, którzy sprawdzili się na ligowym podwórku lub takich, którzy mają doświadczenie w europejskich pucharach i najlepszych ligach Europy. wybór padł na Mevluta Erdinca oraz Mateje Keżmana. Erdinc sprowadzony został z Sochaux za 8,5 mln €, a Keżman przeniósł się z Fenerbahce za 3,5 mln €. Turecki napastnik zbierał znakomite noty w Sochaux i to  zadecydowało o transferze do PSG. Niestety dla Les Parisens nie był już tak skuteczny. 110 spotkań i 30 goli tyle uzbierał przez 3 lata gry Erdinc we wszystkich rozgrywkach. Od momentu wejścia do  klubu nowych bogatych inwestorów wiadomym było, że Erdinc pożegna się z klubem ponieważ nie spełnia oczekiwań. Mateja Keżman natomiast po znakomitych występach w Eredivisie przeniósł się do Chelsea, w której jego kariera mocno przystopowała, później był jeszcze w Atletico i Fenerbahce. Serb dla PSG zaliczył 53 mecze i zdobył 10 bramek, to jeszcze gorsze statystyki niż za czasów gry w Fenerbahce. W 2011 roku opuścił i wyjechał do Chin. Znakomite występy w Lorient zaowocowały w 2011 roku transferem Kevina Gameiro do PSG. Młody napastnik był jednym z najbardziej perspektywicznych piłkarzy francuskiego  pokolenia. 11 mln € trzeba było przelać na konto Lorient by transfer doszedł do skutku. Pobyt na Parc des Princes zapewne nie zapadł Gameiro na dłużej w pamięci. 77 występów, 23 gole i 6 asyst to dorobek napastnika, który po dwóch  sezonach sprzedany został do Sevilli, z którą trzykrotnie zdobył Ligę Europy, a obecnie występuje w Atletico Madryt. Ezequiel Lavezzi był bohaterem jednego z największych  transferów w dziejach  SSC Napoli. Argentyńczyk przeniósł się z Serie A do Ligue 1 za 28,9 mln €. Nowy właściciel PSG bardzo mocno nalegał o transfer tego  zawodnika i gotowy był zapłacić duże pieniądze. Lavezzi w barwach  Les Parisens występował przez 4 sezony i rozegrał ponad 161 spotkań, zdobył 35 goli i miał 24 asyst, a w 2016 roku odsprzedano go do chińskiego Hebei Fortune. Trzeba niestety przyznać, że Argentyńczyk nie spełnił oczekiwań PSG i został zastąpiony przez pomocnika z Hiszpanii - Jese Rodrigueza, który po tym jak nie notował regularnych występów w Realu Madryt skusił się na ofertę PSG. 25 mln € zapłacono za Jese, który kompletnie nie poradził sobie we Francji i po roku został wypożyczony do Las Palmas, później do Stoke, a w PSG zaliczył zaledwie 14 występów i zdobył 2 gole.
 
11 niespełnionych w barwach PSG.

Zastrzyk pieniędzy, który przybył wraz z nowym inwestorem i właścicielem pozwolił PSG na zdominowanie rozgrywek ligowych, kupowanie coraz to większych gwiazd światowego formatu, na znakomite funkcjonowanie swojej szkółki piłkarskiej oraz dołączenie do elity europejskiej piłki klubowej. Les Parisens nie muszą już sprzedawać gwiazd ponieważ zapewniają im wszelkie luksusy. Z drugiej strony mogą pozwolić sobie na kupowanie najlepszych za duże pieniądze i uprzedzają w tym choćby Manchester United, Real Madryt, Barcelonę czy Juventus. Niestety taka polityka bardzo mocno zepsuła rynek transferowy ponieważ niebagatelne sumy na jakie może sobie pozwolić PSG, Manchester City czy Real powodują, że rynek transferowy jest teraz biznesem, w którym obracają się tylko najbardziej zamożne kluby. Les Parisens coraz rzadziej dają szansę rozwoju swoim wychowankom, a wolą kupować kapryśne gwiazdy. Miejmy nadzieję, że za kilka lat dojdzie do jakiś zmian odnośnie transferów - jeżeli tak nie będzie, to już niedługo możemy być świadkami płatności 500 mln € za jednego zawodnika, co stanie się kompletnym absurdem. 



 


Źródło: www. Transfermarkt.de
continue reading Spełnieni kontra niespełnieni, część IX - Paris Saint-Germain.

środa, 3 stycznia 2018

Spełnieni kontra niespełnieni, część VIII - AS Monaco.

Spełnieni kontra niespełnieni, część VIII - AS Monaco.

Ósma część cyklu "Spełnieni kontra niespełnieni" zagości w Księstwie Monaco, którego drużyna AS Monaco na co dzień występuje w Ligue 1. Mało tego w bogatej historii francuskiej i europejskiej piłki klub z Księstwa kilkukrotnie zdobywał Mistrzostwo Francji (8 tytułów) oraz znakomicie spisywał się w europejskich pucharach (finalista LM w sezonie 2003/04, półfinalista LM z sezonu 2016/17). W Monaco nie zawsze jednak występowali zawodnicy, którzy osiągali sukcesy, byli też tacy, którzy nie wznieśli się na wyżyny swoich możliwości i stali się niespełnionymi. Zapraszam.
 


AS Monaco od kilku sezonów ponownie występuje w Ligue 1. Po kryzysie w 2010 roku czerwono-biali znów znajdują się w czołówce ligi francuskiej oraz europejskiej piłki. Poprzedni sezon pokazał jaki potencjał drzemie w zespole z Księstwa. Z drugiej strony zapewne każdy pamięta także przebojową ekipę Deschmaps'a, która w 2004 roku dotarła do wielkiego finału LM eliminując między innymi Real Madryt czy Chelsea Londyn.
 
Biancarelli, Warmuz, Chabbert, Stekelenburg - niespełnieni bramkarze ASM.

Między słupkami zespołu ze Stade Louis II występowało wielu golkiperów, do tych najbardziej zasłużonych należą takie nazwiska jak Jean-Luc Ettori Fabien Barthez oraz Stephane Ruffier. Aktualnie niezastąpionym bramkarzem jest Danijel Subasic. Z drugiej strony musimy przedstawić także bramkarzy, którzy nie spisali się w barwach Les Rouge et Blanc. Guillaume Warmuz, Andre Biancarelli, Sebastien Chabbert, Morgan De Sanctis oraz Martin Stekelenburg. W 2000 roku Andre Biancarelli przeniósł się z FC Metz do Monaco, przez 6 sezonów zaliczył jednak zaledwie 5 spotkań i zakończył karierę. Guillaume Warmuz trafił do Monaco w 2005 roku po przygodach w Arsenalu i Borussi Dortmund. W klubie z Księstwa rozegrał tylko 36 meczy i w 2007 roku zakończył karierę. Sebastien Chabbert po dobrym okresie gry w belgijskim Charleroi przeniósł się do Monaco. Przez 4 sezony gry rozegrał tylko 12 spotkań. Morgan De Sanctis przybył do Monaco w 2016 roku i jako doświadczony golkiper takich klubów jak Napoli, Romy czy Sevilli miał być mocnym punktem zespołu ze Stade Louis II. Włoch podobnie jak wyżej wymienieni bramkarze spisywał się bardzo słabo. Po zaledwie jednym sezonie zakończył piłkarską karierę, zaliczając rozczarowujące 8 spotkań w AS Monaco. Ostatnim bramkarzem jest Holender - Martin Stekelenburg, który przez wielu ochrzczony został następcą wielkiego Edwina van der Sara. Stekelenburg spotkał się jednak z problemami w Romie oraz Fulham, trafiając później do Monaco. Miał odbudować formę i znów zaliczać się do najlepszych bramkarzy na Świecie, niestety w Ligue 1 także spisywał się słabo. W Monaco zaliczył tylko 8 spotkań i wrócił do Fulham, a obecnie jest drugim bramkarzem w Evertonie.
 
Mogli stać się obrońcami na lata i zaliczać się do najlepszych ale tak się nie stało.

Linia obrony zawsze należała do najmocniejszych stron zespołu Les Rouge et Blanc, występowało w niej wielu znakomitych defensorów, którzy stanowili o sile reprezentacji Francji, a później wielu europejskich potęg. Thuram, Evra, Givet, Squillaci, Modesto, R. Marquez oraz Adriano to tylko niektóre nazwiska. W ostatnim czasie w barwach Monaco wypromowali się Mendy, Glik, Fabinho czy Layvin Kurzawa. Po raz kolejny trzeba także wymienić defensorów, którzy do grona wyżej wymienionych nigdy nie dostąpili. Djibril Diawara w 1997 trafił do Monaco jako zdolny obrońca z Senegalu, lecz po dwóch sezonach odszedł do Torino po rozegraniu 34 spotkań dla klubu z Księstwa. W 1999 roku sprowadzono Pablo Contrerasa, środkowego obrońcę z Chile. Contreras na Stade Louis rozegrał 36 spotkań przez dwa sezony, warto dodać, że władze klubu dwukrotnie wypożyczali go do innych zespołów. Odszedł do Celty Vigo w 2001 roku. W 2003 roku AS Monaco pozyskało Josepha Oshadogana, który kilkanaście lat później trafił do Widzewa Łódź. Włoch na Stade Louis II rozegrał zaledwie 8 spotkań - szybko zorientowano się, że zawodnik nie osiągnie poziomu gwiazdy. Manuel dos Santos to wychowanek klubu, który zapowiadał się dobrze i początkowo często występował w pierwszym zespole. Z czasem zaczął popełniać coraz więcej błędów, a jego forma była często niewiadomą. Włodarze oddali go do Montpellier, później występował w Marsylii oraz Benfice by znów wrócić do Księstwa. Drugi pobyt trwał o wiele krócej niż za pierwszym razem. Zaledwie po roku Manuel odszedł do Strasbourga, gdzie zakończył karierę. W Monaco zaliczył 61 występów. Od 2007 roku w barwach  Les Rouges et Blanc występował Vincent Muratori, lewy obrońca przez 5 lat gry zaliczył 83 występy, lecz nie wszedł na poziom chociażby Evry. Sprzedano go do AS Nancy gdzie występuje do dziś. Cedric Mongongu to kolejny wychowanek klubu, który nie wykorzystał swojego potencjału. Przez 4 sezony uzbierał 94 występy i został sprzedany do klubu z Evian. Ostatnio występował w Montpellier, aktualnie nie gra w żadnym klubie. Podobnym przypadkiem co Mongongu jest Dennis Appiah, wychowanek, który spędził w Monaco 4 sezony ale zaliczył zaledwie 24 mecze. Obecnie występuje w Anderlechcie. Rabiu Afolabi przeszedł w 2011 z Salzburga do Monaco i jako reprezentacyjny środkowy obrońca Nigerii miał szybko stać się podstawowym defensorem w AS Monaco. Zaledwie sezon wystarczył by zaprzeczyć tej tezie. Afolabi rozegrał 14 spotkań i opuścił Francję. W 2013 roku Algierczyk Carl Medjani zamienił Ajaccio na Monaco za 1 mln €, szybko okazało się, że Medjani nie spełnia oczekiwań, dlatego wypożyczano go do Pireusu i Valenciennes, a ostatecznie oddano do Trabzonsporu. tylko 15 spotkań w barwach  Monaco. Borja Lopez to kolejny defensor, którego sprowadzono z Gijonu za 2,2 mln €. Na Stade Louis II wystąpił tylko 3 razy, fakt przez większość czasu wypożyczano go do innych klubów, a ostatecznie odszedł za darmo do drugiego zespołu Barcelony. Elderson to nigeryjski defensor, który w 2014 roku przeszedł z Bragi do Monaco za 1,5 mln €. Obecnie znajduje się na wypożyczeniu w tureckim Sivasporze. Dla Monaco na tą chwilę rozegrał 54 mecze i zdobył 2 gole. Ciekawe czy po powrocie z Turcji otrzyma szanse gry, czy zostanie sprzedany.  W 2015 roku Real Madryt postanowił wypożyczyć Portugalczyka Fabio Coentrao do Monaco, ten ruch nie wyszedł na dobre nikomu. Zaledwie 19 występów zaliczył boczny obrońca w barwach Monaco i wrócił do Madrytu skąd znowu go wypożyczono.
 
Kolejni niespełnieni - Gerard Lopez, M. Diarra, Barazite, Bahlouli, F. Adu, Bulot, N'Dinga, Yatabare.

Jeżeli chodzi o linię pomocy to AS Monaco może pochwalić się wieloma znakomitymi piłkarzami, którzy występowali dłużej lub krócej na Stade Louis II, lecz trzeba przyznać, że osiągnęli oni status gwiazd w Monaco. Scifo, Bernardi, Eduardo Costa, Rothen oraz oczywiście Giuly to nazwiska, które kojarzy każdy kibic. Znajdą się także zawodnicy, którzy mimo znanego nazwiska niczego w Monaco nie osiągnęli. Hiszpan - Gerard Lopez, wychowanek FC Barcelony w 2005 zamienił Camp Nou na Stade Louis II. Wystarczyły dwa sezony by z powrotem wrócić do Hiszpanii, a konkretniej do Huelvy. W Monaco Gerard zaliczył 19 występów i strzelił 4 bramki. Frederic Bulot to kolejny wychowanek, który nie zrobił kariery. W ASM spędził 2 lata i rozegrał zaledwie 12 spotkań. W tym samym czasie co Bulot do Monaco przybył "wielki" talent, który w Europie miał zrobić furorę. Freddy Adu to amerykański niespełniony talent, który swoich sił próbował w wielu renomowanych zespołach, w Monaco także. Niestety dla czerwono-białych wystąpił tylko 10 razy i wrócił do Benfiki. Sambou Yatabare w 2011 roku przeszedł z Caen do Monaco, defensywny pomocnik szybko okazał się niewypałem i po zaledwie jednym sezonie i 9 rozegranych spotkaniach odszedł do Bastii. W tym samym czasie co Yatabare do  klubu z Księstwa dołączył inny znakomity defensywny pomocnik Mahamadou Diarra, który opuścił Real Madryt. W klubie z Monaco występował tylko pół roku i rozegrał aż 9 spotkań. Nikola Pokrivac w 2008 roku uważany był za jednego z najbardziej utalentowanych chorwackich pomocników, dlatego też Monaco wyłożyło za niego 3,5 mln €. Pokrivac rozegrał jeden sezon we Francji ( 36 spotkań, 3 bramki, 1 asysta) po czym odszedł do Salzburga za 2 mln €. Defensywny pomocnik z Wybrzeża Kośći Słoniowej Jean-jacques Gosso trafił do Monaco w 2008 roku z Ashdodu. Przez 3 lata rozegrał 66 spotkań, lecz nie może się równać występami choćby z Yayą Toure czy Eduardo Silvą. Delvin N'Dinga po znakomitych występach w Auxerre stał się łakomym kąskiem dla wielu klubów, lecz zdecydował się na ofertę Monaco, które zapłaciło za niego 4 mln €. Szkoda, że tak wysoka suma jak na tamte czasy nie przełożyła się na dobrą grę, tylko 29 spotkań rozegrał Kongijczyk, a z klubu odszedł po 4 sezonach. Nacer Barazite to zawodnik, który wychowywał się w szkółce słynnego Arsenalu, do Monaco trafił w 2012 roku z Austrii Wiedeń za 4,5 mln €, a po zaledwie dwóch latach oddano go za darmo do Utrechtu. Barazite w ASM zaliczył 12 spotkań i zdobył 1 gola. Fares Bahlouli z kolei do Monaco trafił z Lyonu za 3,5 mln € w 2015 roku, po dwóch bardzo słabych sezonach włodarze postanowili go sprzedać. Lille wykupiło go za tą samą sumę. Bahlouli wystąpił tylko 11 razy w barwach ASM.
 
Dobrze sprzedani ale nadal niespełnieni - Moukandjo, Park, Menez, Riviere.

Od lat AS Monaco znane jest z szkolenia znakomitych napastników. Henry, Trezeguet, Giuly, Falcao oraz w ostatnim sezonie Mbappe to zawodnicy, którzy wykazali bądź wykazują się znakomitymi umiejętnościami strzeleckimi, lecz w historii ASM znalazło się także kilku napastników, których ciężko nazwać spełnionymi. Włodarze AS Monaco często sprowadzali doświadczonych napastników, którzy we współpracy z młodymi wychowankami stwarzali znakomite duety strzeleckie. W barwach klubu ze Stade Louis II występowali choćby: Vieri, Bierhoff, Saviola, Koller, Morientes czy Berbatov. Zdarzali się także tacy napastnicy, którzy mimo wyrobionej już marki spisywali się przeciętnie. Pierwszym z nich z pewnością jest Jürgen Klinsmann, niemiecki napastnik zanim przeniósł się do Bayernu występował przez dwa sezony w Monaco. Niestety w Ligue 1 spisywał się bardzo słabo, przez dwa sezony zagrał zaledwie w 17 spotkaniach i zdobył 5 goli. Nie spłacił swojego  wysokiego transferu z Interu Mediolan za 7 mln € i odszedł do Tottenhamu za 2,7 mln €. Kolejnym piłkarzem, który zaliczany jest do niespełnionego  w barwach Les Rouges et Blanc jest Marco Di Vaio. Włoch w 2005 roku opuścił Valencię i przeniósł się na Stade Louis II. Przez 2 sezony gry rozegrał 34 mecze i strzelił 8 goli po czym odszedł do Genoi. Vagner Love, który niegdyś znakomicie spisywał się w CSKA Moskwa, wrócił do Europy w 2016 roku z Corinthians. Jego przygoda we Francji trwała zaledwie pół roku. Zaliczył 13 meczy, zdobył 4 bramki i przeniósł się do Antalyasporu. Włodarze Monaco dokonywali transferów zawodników, którzy bardzo krótko przebywali w Księstwie, lecz na ich transakcjach zarobiono trochę pieniędzy. Benjamin Moukandjo w 2011 roku przeniósł się z Nimes za 500 tyś €, a zaledwie po pół roku sprzedano go za 2,5 mln € do Nancy. Rozegrał 17 meczy i strzelił 3 gole. Ju-yeong Park w 2008 roku przeprowadził się z Seulu do Monaco za 2 mln € i na Stade Louis spędził 2 sezony, rozegrał 103 mecze i strzelił 26 bramek. Dobre występy zaowocowały transferem do Arsenalu za 6,5 mln €, lecz w Anglii kariery nie zrobił. Emanuelle Riviere w 2013 roku opuścił Toulouse i za 4 mln € zasilił Monaco, po zaledwie jednym sezonie opuścił Francję i odszedł do Newcastle za 6,3 mln €. W barwach ASM zagrał 50 razy i zdobył 17 bramek, przygoda w Premiership okazała się porażką i Riviere obecnie występuje w Metz. Jeremy Menez w 2006 roku trafił z Sochaux do Monaco i tam rozwinął swój talent. Zaledwie po dwóch latach ( 64 spotkania, 14 bramek i 8 asyst) opuścił Francję i przeszedł do Romy za 12 mln €. Trzeba przyznać, że ci zawodnicy mimo niepowalających statystyk w barwach Monaco przekonali do siebie kluby o większej renomie.
 
Większe grono niespełnionych  snajperów AS Monaco - Chevanton
(od dołu) Mbokani, Niculae, Sagbo, Vagner love, Malonga, Gigliotti, Di Vaio.

David Gigliotti zadebiutował w Monaco w 2004 roku i miał stać się jednym z najlepszych produktów czerwono-białych. Zaledwie po 3 sezonach zrezygnowano z jego usług i sprzedano do St. Etienne. zaliczył 37 spotkań i zdobył 7 bramek. Alexandre Licata był uznawany za jednego z perspektywicznych młodych napastników we Francji i stawiany na równi choćby z Benzemą. W 2006 przeniósł się do Monaco, lecz zamiast grać zaliczał liczne wypożyczenia do innych klubów, a w 2009 odszedł z Monaco do Auxerre. Zagrał w 23 spotkaniach oraz strzelił 9 goli. Juan Pablo Pino to jeden z najbardziej niespełnionych zawodników z Kolumbii, w 2007 roku przeniósł się z Medelin do Monaco za 3 mln € i tylko czekano na wybuch jego talentu. Niestety to nie nastąpiło, Pino rozegrał 71 spotkań przez 3 sezony gry na Stade Louis II, zdobył 7 bramek i odszedł do Galatasaray. Rumuński napastnik Daniel Niculae w 2010 zamienił Auxerre na Monaco i przez 2 sezony gry zaliczył rozczarowujące 20 spotkań, w których zdobył 5 goli. W 2012 przeniósł się do Kubaniu Krasnodar. Podobnym przypadkiem jest Chris Malonga, który również trafił w 2010 roku do Monaco z Nancy za 1,3 mln €. Malonga spędził 3 sezony w ASM i strzelił 5 bramek w 28 występach. Odszedł do Guimares za darmo. Yannick Sagbo to chyba największe rozczarowanie ostatnich lat jeżeli chodzi o szkółkę Monaco. Iworyjczyk przez dwa sezony zagrał mizerne 23 spotkania i ani razu nie trafił do siatki rywali. W 2010 odszedł do Evian. Javier Chevanton zakupiony został za 10 mln € z Lecce w 2004 roku i miał stać się zawodnikiem pokroju Forlana, lecz we Francji rozegrał 64 spotkania przez 2 sezony, w tym czasie zdobył 26 bramek i odszedł do Sevilli. Kilka lat później po raz kolejny zapłacono duże pieniądze za napastnika. Dieumerci Mbokani przeszedł ze Standardu Liege do Monaco za 7 mln €. 11 spotkań i 1 bramka to bilans Kongijczyka, który bardzo szybko został wypożyczony do Wolfsburga, a później odsprzedany do Anderlechtu. Lacina Traore po znakomitych występach w rosyjskiej Anzhi Machaczkala postanowił przenieść się do silniejszej ligi. Wybór padł na Ligue 1. 10 mln € przelane na konto Anzhi nigdy się nie spłaciło. Traore od początku zaliczał liczne wypożyczenia do innych klubów: Everton, CSKA Moskwa, Gijon, a obecnie Amiens. W Monaco  zaliczył 35 spotkań i strzelił 11 bramek.
 
Na koniec 11 niespełnionych AS Monaco.

AS Monaco to zespół, który jak większość zespołów z Ligue 1 skupia się na promowaniu młodych i zdolnych zawodników, którzy w przyszłości będą stanowić o sile reprezentacji "Trójkolorowych". Od czasu do czasu jednak Les Rouge et Blanc potrafią zbudować zespół, który rywalizuje z największymi markami w obecnej piłce nożnej. Trzeba także pamiętać, że budowa zespołu, który może rywalizować z najlepszymi przynosi wiele ofiar...często tymi rannymi są piłkarze ale Monaco w ostatnich latach daje wiele powodów do tego, że mimo nie najwyższego budżetu pokroju PSG czy Manchesteru City może prowadzić równą rywalizację, a nawet ogrywać tak bogate zespoły.                    
continue reading Spełnieni kontra niespełnieni, część VIII - AS Monaco.

sobota, 23 grudnia 2017

Spełnienie kontra niespełnieni, część VII - Olympique Marseille.

Spełnienie kontra niespełnieni, część VII - Olympique Marseille.


W ostatnim odcinku prezentowaliśmy zespół z Lyonu, który przez lata królował w Ligue 1. Dziś zaprezentujemy drużynę, która także należy do najbardziej zasłużonych we francuskiej piłce. Z jednej strony świętowali oni największe sukcesy we Francji oraz Europie - jedyny francuski klub, który triumfował w Lidze Mistrzów, z drugiej strony wypromowali oni wiele byłych i teraźniejszych gwiazd piłki nożnej. Przed wami Olympique Marsylia.
 
1993 rok pierwszy i jak na razie jedyny triumf francuskiej drużyny w Lidze Mistrzów.

Klub z Lazurowego Wybrzeża od kilkunastu lat stara się wrócić do europejskiej elity, jak na razie nieskutecznie. Ich ostatnim wielkim sukcesem było zdobycie tytułu najlepszej drużyny Francji, Pucharu Ligi Francuskiej czy Superpucharu Francji. Od tego czasu minęło już prawie siedem lat, a zespół OM daleki jest od konkurowania z takimi ekipami jak PSG czy AS Monaco. W bogatej historii klubu z Stade Velodrome występowało wielu piłkarzy, lecz tylko niektóre nazwiska można zaliczyć do legend 9-krotnego mistrza Francji.
Barthez, Köpke, Mandanda, De Meco, Amoros, Mozer, Boli, Desailly, L. Blanc, Taiwo, Lebouef, Gallas, Heinze, Deschamps, Pires, Ribery, Cana, Lucho Gonzalez, Ravanelli, Skoblar, Völler, Dugarry, Boksic, Papin, Drogba, M. Niang to zawodnicy dzięki którym klub z Marsylii osiągał sukcesy. Większość z tych zawodników to także zasłużone gwiazdy reprezentacji "Trójkolorowych" z 1998 roku.

 
Trevisan, Porato, Carasso.
W długiej już ponad 100 letniej historii klubu przewinęło się także wielu zawodników, którzy mimo sporego talentu zaliczani są do niespełnionych w barwach Les Phoceens. Na początek sprawdzimy golkiperów. Barthez, Köpke oraz Mandanda należą do spełnionych, lecz Marsylia sprowadzała także bramkarzy, którzy zawiedli na Velodrome. Cedric Carasso to wychowanek klubu. W pierwszym zespole zadebiutował w 2001 roku, lecz bardzo szybko zrezygnowano z jego usług i po zaledwie jednym sezonie oddano go  na wypożyczenia do innych klubów. Carasso odszedł z Marsylii w 2008 roku zaliczając w barwach OM 85 występów i zawsze pozostawał w cieniu innych golkiperów. Kolejnym bramkarzem, który nie spełnił pokładanych w nim nadziei z pewnością był Stephane Trevisan, który przez dwa lata gry zaliczył tylko 34 występy, a czyste konto zaliczył zaledwie 5 razy. Stephane Porato w Marsylii spędził 7 lat, a zaliczył tylko 78 występów i także nie stał się golkiperem pokroju Bartheza czy Köpke. Ostatnim golkiperem, który nadal występuje w OM jest Yohann Pele, o którym kilka lat temu mówiło się, że będzie niegdyś pierwszym bramkarzem reprezentacji "Trójkolorowych". Niestety teraz Pele jest tylko 3 wyborem w Marsylii. do tej pory uzbierał 51 występów.
 
Niespełnieni defensorzy w barwach OM: Yobo, Cantareil, Doria, Hubocan, De Ceglie, Isla.

Joseph Yobo to był nigeryjski obrońca, który do Francji trafił z belgijskiego Liege. W OM zaliczył zaledwie 24 spotkania i przeniósł się do Evertonu, w którym stał się prawdziwą gwiazdą obrony. Leo Matos w 2004 roku trafił na Lazurowe Wybrzeże z brazylijskiego Flamengo, lecz przez 3 lata nie zaliczył ani jednego występu. Po nieudanym epizodzie w FC Barcelonie do Marsylii przyszedł Philippe Christanval, który miał stanowić o sile defensywy OM. Niestety w Marsylii zaliczył 16 występów przez 2 sezony i znów musiał szukać sobie nowego pracodawcy. Kolejny brazylijski obrońca - Doria przyszedł z Botafogo i do dnia dzisiejszego jest zawodnikiem OM, jednak co chwila zalicza wypożyczenia do innych zespołów. Dotychczas rozegrał 33 spotkania i zdobył 2 bramki. Dobre występy w rosyjskiej lidze zaowocowały transferem słowackiego obrońcy Tomasa Hubocana do Marsylii w sezonie 2016/2017. Niestety transfer okazał się niewypałem a Hubocan zaliczył tylko 17 meczy. Obecnie jest wypożyczony do Trabzonu, z którego wróci w czerwcu 2018 roku. Wydaje się jednak, że w Marsylii nie wiąże się z nim nadziei. Karim Rekik to ostatni środkowy obrońca, który należy do niespełnionych defensorów. Holender szybko wyjechał do Anglii, gdzie nie przebił się do pierwszej jedenastki Manchesteru City. Z tego powodu wypożyczano go kilkukrotnie do innych zespołów. W 2015 Rekik postanowił definitywnie opuścić The Citizens i przeniósł się na Stade Velodrome za 5 mln €. W Marsylii spędził  jeden sezon i mimo iż zaliczył 48 spotkań we wszystkich rozgrywkach to postanowiono go sprzedać. Obecnie gra w Hercie Berlin. Alain Cantareil to pierwszy z niespełnionych bocznych  obrońców w barwach OM. Wychowanek klubu przez 4 lata gry zaliczył zaledwie 17 występów w pierwszym zespole, a jego kariera bez sukcesywnie przebiegała w drugoligowych zespołach z Francji. Na dziwny transfer zdecydował się w 2004 roku Bixente Lizarazu, który opuścił Bayern Monachium i przeszedł do OM za darmo. Przygoda we Francji dla Mistrza Świata z 1998 roku trwała zaledwie jeden sezon, po 15 spotkaniach w barwach Les Phoceens wrócił do Bayernu - znowu za darmo. W 2015 roku włodarze Marsylii postanowili wzmocnić blok defensywny i wypożyczyli Mauricio Isle oraz Paolo De Ceglie z Juventusu. Obydwaj boczni obrońcy nie zostali w Ligue 1 na dłużej. Szkoda ponieważ Isla spisywał się dobrze w barwach OM, lecz włodarze uważali, że jego występy nie są przekonujące przez co Chilijczyk nie został wykupiony na stałe z Juve. Natomiast De Ceglie rozegrał tylko 12 spotkań w Ligue 1, a obecnie jest bezrobotny.
 
Pomocnicy OM, którzy nie zrobili kariery na Velodrome: Marcelonho, Olembe, Vachousek, Skacel, Nakata, Kadir.

Brazylijski zaciąg w drużynie z Velodrome nie kończy się na obrońcach. W 2000 roku włodarze OM sprowadzili Marcelinho Paraibę, którego większość kibiców pamięta zapewne z gry w Hercie Berlin czy Wolfsburgu. Marcelinho w Ligue 1 zaliczył tylko 19 występów i strzelił 3 gole. W 2002 roku z FC Nantes sprowadzono kameruńskiego pomocnika Salomona Olembe, który przez 5 sezonów ze zmiennym szczęściem występował w barwach OM. Kilkukrotnie wypożyczany zaliczył 86 występów w Marsylii, a w 2007 odszedł za darmo do Wigan. W sezonie 2003/2004 na Lazurowe Wybrzeże przybyło dwóch czeskich pomocników, którzy mieli wzmocnić formację skrzydłowych. Stepan Vachousek oraz Rudi Skacel zamienili Slavię Praga na Marsylię. Vachousek przez dwa lata gry zaliczył 34 występy nie strzelając i nie asystując przy ani jednym golu. Skacela sprzedano po 3 sezonach do Southampton, a w Marsylii zagrał 22 spotkania i strzelił 1 bramkę. W 2005 roku sprowadzono defensywnego pomocnika rodem z Japonii o bardzo znanym nazwisku w społeczeństwie piłkarskim - Koji Nakata - nie był jednak bliżej związany z Hidetoshim, jednym z najsłynniejszych reprezentantów Japonii. W barwach Marsylii zaliczył zaledwie 15 spotkań i po jednym sezonie sprzedano go do FC Basel. W 2013 roku Foued Kadir po dobrych występach w Valenciennes trafił do OM, w której miał być motorem napędowym ofensywnej formacji. Przygoda na Velodrome trwała jednak bardzo krótko. Szybko zdecydowano się na wypożyczenie algierczyka. Po zaledwie dwóch sezonach Kadir został sprzedany do Betisu. W barwach marsylczyków zagrał tylko 16 razy. W sezonie 2015/16 hiszpański trener Michel postanowił sprowadzić do OM dwóch niegdyś znakomitych defensywnych pomocników. Abou Diaby oraz Lass Diarra mieli stać się piłkarzami, o których rozbijać miały się ataki przeciwników w środkowej formacji. Diaby po długoletnim pobycie w Arsenalu trafił z powrotem do Francji. Długie miesiące spędzone na leczeniu kontuzji doprowadziły do tego, że niegdyś znakomity pomocnik nie wrócił już do pełni sił. Diaby w Marsylii zaliczył tylko 6 spotkań, a obecnie jest bezrobotny. Lass Diarra natomiast po opuszczeniu Realu Madryt oraz przygodach w rosyjskiej Premier Lidze przeniósł się na Velodrome. Przez 2 sezony zaliczył 45 spotkań i zdobył jedną bramkę, później zrezygnowano z jego usług, przez chwile był bezrobotny, a obecnie występuje w klubie Al-Jazira.
 
Nouma, Sakho, Koke, Sychev, Omrani - mieli stać się legendami klubu, a stało się inaczej.

Przechodzimy do napastników. W historii klubu do grona najlepszych snajperów z pewnością zalicza się Jean-Pierre Papin, Didier Drogba oraz Mamadou Niang. Są jednak przypadki, gdzie dobrze zapowiadający się zawodnicy, a nawet gwiazdy nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Pierwszym z takich snajperów jest Pascal Nouma, który w 2001 roku przeniósł się z Besiktasu do Marsylii za 2,5 mln €. Zaliczył 13 występów strzelił 1 bramkę i znów wrócił do Besiktasu. W 2002 roku z RC Lens przybył Lamine Sakho, który miał być napastnikiem na lata. Szybko został jednak wypożyczony do Leeds, a później sprzedano go do St. Etienne. W barwach Les Phoceens zaliczył 45 meczów i zdobył 12 bramek. Sergio Koke został sprowadzony z Malagi i szybko miał wyrosnąć na pierwszego napastnika zespołu OM. Po dwóch sezonach 54 spotkaniach i 6 bramkach zorientowano się, że Hiszpana trzeba sprzedać. W 2003 roku zdecydowano się na sprowadzenie egipskiego napastnika, który swój talent pokazywał w Ajaxie Amsterdam, gdzie obok młodego Ibrahimovica był jedną z głównych gwiazd. Ahmed Hossam Mido to jeden z wielkich niespełnionych napastników w historii piłki. Egipcjanin w OM miał się stać jeszcze lepszym napastnikiem. Marsylia zapłaciła za niego 6 mln €, a Mido niestety nie spełnił oczekiwań, zaledwie po jednym sezonie odszedł do AS Romy, a w barwach  marsylczyków zdobył 9 bramek w 33 występach. W miejsce Mido sprowadzono Dmitriya Sycheva. Rosyjski napastnik był w tamtych latach jedną z największych gwiazd reprezentacji "Sbornej". Sychev na Velodrome także spędził jeden sezon i nie został legendą klubu, tylko 43 występy i 7 bramek pozostawia wiele do życzenia. W 2008 do Marsylii trafił Iworyjczyk Bakari Kone, w którym widziano następcę Didiera Drogby. Włodarze zapłacili Nicei za Kone 9 mln €, jednak w 80 występach zdobył 16 bramek i 15 asyst, a w 2010 sprzedano go do katarskiego Al-Duhail, za 3,5 mln €. wydawać by się mogło, że napastnik, którego kupiono za 9 mln € stać na więcej niż 16 bramek. Marsylia kilka razy postawiła także na doświadczonych zawodników ofensywnych kupując między innymi Sylvaina Wiltorda czy Fernando Morientesa. Francuz trafił w 2010 roku ze Stade Rennes do OM, a Hiszpan przeniósł się z Valencii za darmo. Obydwoje zawiedli kibiców na całej linii. Wiltord zaliczył tylko 14 spotkań i strzelił 1 bramkę, a Morientes 19 meczy i także 1 trafienie. Po tak słabym sezonie obydwoje zakończyli przygodę z futbolem. Ostatnim niespełnionym napastnikiem jest wychowanek OM - Billel Omrani, który w 2011 wszedł do pierwszego zespołu Marsylii. 5 lat spędził na Velodrome Omrani, lecz zaliczył tylko 10 spotkań i strzelił 1 bramkę. Oddano go do CFR Cluj.
 
11 niespełnionych w barwach Olympique Marseille.


Olympique Marsylia należy do najbardziej utytułowanych klubów w historii francuskiej Ligue 1, ustępują tylko Saint Etienne. Trzeba przyznać, że w ostatnich latach klub z Lazurowego Wybrzeża odstaje od stawki i brakuje mu wytrwałości w walce o najważniejsze trofea we Francji. Sprowadza się zawodników, którzy się nie spełniają, a obiecujących piłkarzy szybko się sprzedaje za duże pieniądze z których nie widać pożytku. Może w następnych latach Les Phoceens wrócą na należyte im miejsce, chociaż bez takich środków finansowych jakie ma PSG i bez wartościowych zawodników będzie o to bardzo ciężko.    


continue reading Spełnienie kontra niespełnieni, część VII - Olympique Marseille.

wtorek, 12 grudnia 2017

Faza grupowa za nami, faza pucharowa przed nami. Podsumowanie Ligi Mistrzów.

Faza grupowa za nami, faza pucharowa przed nami. Podsumowanie Ligi Mistrzów.

W poprzednim tygodniu 32 zespoły zakończyły fazę grupową Ligi Mistrzów UEFA. Wczoraj natomiast wylosowano pary 1/8 finału. Spotkania kolejnej fazy odbędą się w przyszłym roku w połowie lutego oraz marca. Przed nami więc przerwa od tych elitarnych rozgrywek oraz najlepszy moment na podsumowanie dotychczasowych wydarzeń, a także czas na przedstawienie par 1/8 finału. Zapraszam.
 


Rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów po raz kolejny w tym sezonie przyniosły wiele nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Wielu ekspertów i kibiców tuż po losowaniu zapewne widziało już grono faworytów, które znajdzie się w dalszej fazie pucharowej. Potentaci teraźniejszego futbolu bez problemu powinni awansować dalej, niemniej jednak niektóre zespoły borykały się z wieloma problemami, a nawet i kryzysami, które doprowadziły do takich, a nie innych rozstrzygnięć.

W grupie A bez większych problemów z pierwszego miejsca awansował zespół prowadzony przez charyzmatycznego Jose Mourinho. Manchester United wygrał 5 spotkań, a przegrał tylko 1 z FC Basel, które tym razem zwycięsko wyszło z walki o drugie miejsce. Szwajcarzy wyprzedzili CSKA Moskwa i fatalnie spisującą się Benfikę Lizbona, która w tej edycji LM zdobyła zaledwie 1 bramkę, a straciła 14 i przegrała wszystkie 6 spotkań. W pierwszej grupie na uznanie zasługuje z pewnością postawa mistrza Szwajcarii, w której po raz kolejny jest kilku zawodników z potencjałem na przyszłe gwiazdy piłki nożnej. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na Dmitriego Oberlina, który w 6 spotkaniach zdobył 4 bramki.
 
Piłkarz, któremu w dużej mierze zawdzięcza się awans FC Basel.

Grupa B skojarzyła ze sobą dwie potęgi. Z jednej strony Bayern Monachium, który od lat liczy się w walce o triumf w LM, z drugiej natomiast PSG, które coraz mocniej depcze po piętach tym najlepszym. Oprócz tych dwóch potentatów znalazło się miejsce dla Celticu Glasgow oraz Anderlechtu Bruksela. Eksperci byli zgodni co do tego, że walka o miejsca premiowane awansem padną łupem mistrza Niemiec oraz Francji, Celtic i Anderlecht miały za to walczyć o prawo gry w Lidze Europy. Tym razem to Bayern zajął drugą pozycje w tej grupie uznając wyższość rozpędzonej machiny jaką na tym etapie było PSG. Celtic natomiast wygrał rywalizację o 3 miejsce i na wiosnę zagra w LE. Anderlecht mógł jedynie cieszyć się zwycięstwem w ostatniej kolejce nad mistrzem Szkocji ale to i tak nie zmieniło ich pozycji w tabeli.
 
Obydwa pojedynki pomiędzy PSG oraz Bayernem przyniosły wiele emocji.

W grupie C spotkali się starzy znajomi Chelsea oraz Atletico Madryt, a także dolosowano AS Romę oraz debiutanta jakim niewątpliwie był Qarabag Agdam. W tej właśnie grupie doszło do pierwszych niespodzianek ponieważ Atletico Madryt obok Chelsea było faworytem do wyjścia z grupy. Niestety piłkarze Los Colchoneros zawiedli w obydwóch spotkaniach z Qarabagiem - w dwumeczu zdobyli tylko 2 pkt. i zajęli 3 miejsce w tej grupie. AS Roma zaskoczyła wszystkich i niespodziewanie zajęła 1 miejsce wyprzedzając nawet Chelsea.
 
Nie tak wyobrażali sobie tegoroczna edycje ligi mistrzów piłkarze Atletico.

Grupa D to spotkanie dwóch zespołów, które w poprzedniej edycji walczyły ze sobą w fazie pucharowej. FC Barcelona i Juventus, a także Sporting Lizbona oraz Olympiakos Pireus. Duma Katalonii wzięła rewanż na Juventusie za zeszłoroczne niepowodzenie. Leo Messi wreszcie się przełamał i w pierwszym spotkaniu ze Starą Damą na Camp Nou strzelił dwa gole Buffonowi, którego nigdy wcześniej nie pokonał. Barca dość spokojnie wygrała grupę oraz straciła tylko jednego gola w rozgrywkach grupowych. Juventus mimo problemów awansował z drugiego miejsca, a Sportingowi Lizbona pozostała walka w LE na wiosnę.
 
Messi wreszcie pokonał Gigi Buffona, a Barca wzięła rewanż na Starej Damie.

Grupa E początkowo nie zapowiadała się aż tak ekscytująco, jednak po pierwszych spotkaniach było widać, że każdy zespół powalczy o awans. Liverpool niemalże do ostatniej kolejki nie był pewny pierwszego miejsca w grupie. Sevilla natomiast dokonała najbardziej sensacyjnego powrotu, gdy w 5 kolejce przegrywała u siebie 0:3 z The Reds, a mimo to zdołała zremisować 3:3. Remis w ostatniej kolejce z Mariborem pokrzyżował plany Sevilli na 1 miejsce w grupie. Podopieczni Jürgena Kloppa w ostatnim spotkaniu rozgromili mistrza Rosji 7:0 i pewnie zameldowali się w kolejnej fazie. Spartak na wiosnę powalczy w LE.
 
Tak Sevilla cieszyła się ze strzelenia bramki na 3:3 w pojedynku z Liverpoolem.

W grupie F pewniakiem do awansu był zespół Pepa Guardioli, Manchester City dopiero w ostatniej kolejce dał się pokonać Shakhtarowi Donieck, mistrz Ukrainy tym zwycięstwem zapewnił sobie awans z drugiego miejsca kosztem SSC Napoli, które zawiodło w tej edycji LM. Ostatnie miejsce w tej grupie należy do mistrza Holandii - Feyenoordu, który w ostatniej kolejce pokonał Napoli i tym samym odebrał im szansę na awans do kolejnej fazy LM. Napoli na wiosnę zagra w LE.
 
Zawodnicy i kibice Shakhtaru mają powody do radości.

Grupa G była jedną z najbardziej zaskakujących. Faworyzowane AS Monaco, w zeszłym sezonie było prawdziwą rewelacją o czym świadczy półfinał LM, w tym roku rozczarowujące 4 miejsce w grupie i 16 straconych bramek oraz 0 zwycięstw, tylko 2 remisy. Jednym słowem blamaż zeszłorocznego półfinalisty. Widać, że w zespole brakuje Mbappe, Bakayoko, Beranrdo Silvy czy Mendy'ego. Sporą niespodzianką zapewne jest fakt iż do dalszej fazy awansował mistrz Turcji - Besiktas, który spisywał się znakomicie. Wygrał 4 spotkania, a 2 zremisował i obok Barcelony, Liverpoolu i Tottenhamu jest zespołem, który w fazie grupowej nie przegrał spotkania. Gwiazdami zespołu byli Tosun, Talisca, Babel oraz Quaresma. FC Porto do ostatniej kolejki walczyło z nową siłą Bundesligi czyli RB Lipsk o prawo gry w fazie pucharowej LM. Porto okazało się silniejsze i to Smoki na wiosnę zameldują się w tych rozgrywkach, Zespół z Lipska plany na zwojowanie LM musi odłożyć na kolejne sezony.
 
Glik tym razem nie był filarem obrony klubu z Monaco.

Grupa H przez wielu okrzyknięta grupą śmierci, co akurat nie dziwi Tottenham, Real Madryt oraz Borussia Dortmund, a także nieobliczalny APOEL Nikozja walczyły o awans. Wydawało się, że Dortmund, który przebojowo rozpoczął ligę niemiecką będzie też przewodził w LM, lecz Real jako obrońca tytułu chciał pokazać, że ta edycja LM również może należeć do nich. Tottenham chciał potwierdzić poprzedni dobry sezon pod wodzą Pochettino. O dziwo Borussia szybko oddaliła się od miejsc premiujących awansem, a Tottenham stał się faworytem tej grupy, którą koniec końców wygrał nie przegrywając żadnego spotkania. Nawet Real nie był w stanie zatrzymać rozpędzonych Kogutów, którzy na Wembley pokazali Los Blancos kto rządzi w tej grupie. APOEL zdołał dwukrotnie zremisować z Borussią, lecz miejsca premiującego grą w LE nie zajął.  Borussia na pocieszenie zagra na wiosnę w LE ale kibice z Signal Iduna Park nie tak wyobrażali sobie druga cześć sezonu.
 
Nietęgie miny zawodników Realu po meczy z Tottenhamem na Wembley.

Widać, że rola faworyta nie zawsze jest przywilejem czy atutem i czasem sprawia więcej problemów niż mogłoby się wydawać. Przekonały się o tym zespoły Atletico Madryt, SSC Napoli, AS Monaco oraz Borussi Dortmund. Ten kwartet zaliczany jest do największych niewypałów tej edycji. Pochwały natomiast należą się PSG, aż 25 strzelonych bramek oraz Liverpool'owi 23 strzelone bramki. Barcelona z najlepszą obroną, a także Tottenham, Roma, Besiktas czy Shakhtar, które spisywane były na straty a udowodniły, że można rywalizować z najlepszymi.

Wczoraj natomiast w szwajcarskim Nyonie miało miejsce losowanie par 1/8 finału. Jako, że pierwszy raz w historii w kolejnej fazie zameldowało się aż 5 zespołów z Anglii (Chelsea, Tottenham, Manchester City, Liverpool oraz Manchester United) to do tego grona dołączyły 3 zespoły z Hiszpanii (Real Madryt, Barcelona i Sevilla), dwa z Włoch (Juventus, Roma) po jednym z Niemiec (Bayern), Francji (PSG), Szwajcarii (Basel), Ukrainy (Shakhtar), Turcji (Besiktas) oraz Portugalii (Porto). Trzeba przyznać, że w tym roku mamy do czynienia z prawdziwą Ligą Mistrzów ponieważ już dawno nie było tylu obecnych i tak różnorodnych triumfatorów rozgrywek krajowych - aż 9 na 16 zespołów - którzy awansowaliby do kolejnej fazy. Przedstawiciele UEFA rozlosowali następujące pary:
Juventus - Tottenham
FC Basel -Manchester City
FC Porto - FC Liverpool
Sevilla FC - Manchester United
Real Madryt - PSG
Shakhtar Donieck - AS Roma
Chelsea Londyn - FC Barcelona
Bayern Monachium - Besiktas Istambuł
Pierwsze mecze rozegrane zostaną 13 i 14 oraz 20 i 21 lutego, a rewanże na 6 i7 marca oraz 13 i 14 marca. 

 
Pary 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Wszystkie spotkania zapowiadają się bardzo ciekawie, lecz prawdziwymi hitami powinny być pojedynki pomiędzy Realem i PSG. Jeżeli Paryżanie myślą o zdobyciu LM muszą wyeliminować aktualnego triumfatora. Chelsea będzie musiała zmierzyć się z znakomita w tym sezonie defensywą Barcelony oraz spróbować pokonać fenomenalnego jak na razie ter Stegena w bramce Blaugrany. Reszta pojedynków także będzie mega ciekawa więc warto czekać do połowy lutego na kolejne emocje z LM. Droga do Kijowa dla pozostałej na palcu boju szesnastki dopiero tak naprawdę się zaczęła.  
continue reading Faza grupowa za nami, faza pucharowa przed nami. Podsumowanie Ligi Mistrzów.

czwartek, 7 grudnia 2017

Spełnieni kontra niespełnieni, część VI - Olympique Lyon

Spełnieni kontra niespełnieni, część VI - Olympique Lyon



Poprzedni odcinek zakończyliśmy na Wyspach Brytyjskich, a w kolejnym cyklu "Spełnieni kontra niespełnieni" skupimy się na kraju, który od Wielkiej Brytanii oddzielony jest słynnym kanałem La Manche... Francja, a raczej zespoły z Ligue 1. będą naszymi bohaterami przez kolejne pięć odcinków. Zapraszam.
 
Siedem mistrzostw Francji z rzędu - Olympique Lyon.

Pierwszym przedstawicielem Ligue 1. będzie zespół, który pod wodzą prezesa Jeana-Michela Aulasa był prawdziwym hegemonem we francuskich rozgrywkach. Olympique Lyon od 2002 do 2008 bezsprzecznie przewodził w lidze, a także stał się jedynym francuskim klubem, który 7 razy z rzędu zdobywał mistrzostwo kraju. Prócz tytułów w zespole Les Gones wychowało się wielu znakomitych zawodników, którzy podpisywali kontrakty z największymi markami w Europie. Nie zabrakło także zawodników, którzy tworzyli i byli odpowiedzialni za panowanie w Ligue 1. Coupet, Lloris, Cris, Cacapa, Clerc, Patrick Müller, Edmilson, Essien, Källstrom, Mahamadou Diarra, Govou, Benzema, Malouda, Reveillere, Foe, Tiago, Abidal, Wiltord, Toulalan, Sony Anderson i oczywiście jeden z najlepszych wykonawców rzutów wolnych w historii bez którego nie było by tych wszystkich sukcesów... Juninho Pernambucano. Brazylijczyk sprowadzony został w 2000 roku i od początku swojej przygody we Francji był najjaśniejszą postacią OL. Bez pomocnika takiego kalibru oraz z tak precyzyjnie ustawioną nogą do rzutów wolnych, kibice Lyonu nigdy nie świętowaliby tylu tytułów. Juninho w barwach Les Gones zaliczył 334 występy, w tym czasie zdobył 96 goli i miał 59 asyst i do teraz jest jedną z ikon sukcesu Olympique Lyon na rodzimym podwórku.
 
Żywa legenda klubu - Juninho Pernambucano.

Niekwestionowanym autorytetem w bramce OL zawsze był Gregory Coupet, który był członkiem wspaniałej ekipy 7 tytułów, jego następcą natomiast był Hugo Lloris (obecnie bramkarz Tottenhamu). Znajdziemy także nazwiska bramkarzy, którzy próbowali rywalizować z w/w dwójką o miejsce w bramce, lecz nie podołali zadaniu. Remy Vercoutre, Mathieu Valverde, Nicolas Puydebois, Frederic Roux, Remy Riou oraz Joan Hartock. Vercoutre w Lyonie spędził 12 lat, rozegrał 111 spotkań, jednak nigdy nie dorównał talentem Coupet czy Lloris'owi. Obecnie występuje w SM Caen. Mathieu Valverde do Olympique przeniósł się w 2011 roku i miał konkurować z Llorisem o pierwsze miejsce, okazało się, że dla Valverde'a to za duże wyzwanie. Zaliczył tylko jedno spotkanie w barwach Les Gones. Kolejni golkiperzy w barwach Lyonu pełnili tylko rolę statystów, ponieważ Puydebois, Roux, Riou czy Hartock rzadko kiedy znajdowali się w kadrze meczowej, a występy w OL wyliczyć można na palcach jednej ręki.
 
Remy Vercoutre, niespełniony talent w barwach  Les Gones.

W 2005 roku Aulas postanowił wzmocnić defensywę i sprowadził bardzo dobrze spisującego się Sylviana Monsoerau z Sochaux. Francuz jednak nie prezentował się już tak dobrze jak w poprzednim klubie i po zaledwie 24 spotkaniach sprzedano go do AS Monaco. Anderson to Brazylijczyk, który do Lyonu przybył z Benfiki w 2007 roku i miał wejść na poziom choćby Crisa. Niestety przez 3 lata uzbierał tylko 19 występów w barwach Les Gones, a w międzyczasie wypożyczano go do innych zespołów. Ghańczyk - John Mensah przybył w 2008 roku z Rennes do Lyonu za 8,4 mln € i miał być ostoją defensywy na lata. Okazał się całkowitym rozczarowaniem i po zaledwie jednym sezonie ( tylko 18 spotkań w Lyonie) opuścił Francję i przeniósł się do Sunderlandu, jego kariera po nieudanym transferze do OL bardzo mocno wyhamowała. Młody i zdolny Naby Sarr został sprowadzony do Lyonu ze szkółki PSG. Od momentu przejścia do pierwszej drużyny Sarr tylko pięciokrotnie otrzymał szansę gry w pierwszej jedenastce, co nie było jego spełnieniem marzeń. W sumie po 5 spędzonych latach opuścił Lyon na rzecz Sportingu Lizbona. Lindsay Rose do Lyonu przybył w 2014 roku z Valenncienes, młodzieżowy reprezentant Francji szybko okazał się niewypałem, tylko 19 spotkań w barwach OL i przenosiny do Lorient. Ostatnim niespełnionym środkowym obrońcą jest Emanuel Mammana, który w 2016 przeniósł się z River Plate do Francji. Argentyńczyk tylko przez jeden sezon prezentował barwy Lyonu, rozegrał 25 spotkań i strzelił 1 gola by odejść do Zenitu St. Petersburg. Przyjrzymy się teraz bocznym obrońcom, którzy uznawani są za niespełnionych w barwach  Les Gones. Lamine Gassama to wychowanek Lyonu, który swoją szansę w pierwszym zespole otrzymał w 2008 roku. Wystąpił w nim 25 razy przez 4 sezony i ostatecznie sprzedano go do FC Lorient. Mouhamadou Dabo to kolejny boczny obrońca, który nie spisał się w barwach Lyonu. Od momentu przyjścia z Sevilli, Dabo zaliczył 91 spotkań dla Les Gones, jednak nigdy nie wspiął się na tak wysoki poziom by można było go nazwać ikoną OL. Fabian Monzon w 2012 trafił za 3 mln € do Lyonu, zaledwie po 6 miesiącach wypożyczono go do Fluminense, a latem 2013 sprzedano do Catanii Calcio, dla Les Gones zaliczył tylko 12 meczów. W 2007 roku Lyon wydał 8,7 mln € na Fabio Grosso bocznego obrońcę, który na MŚ w 2006 roku stał się prawdziwym odkryciem. Dla Les Gones Grosso przez 2 lata rozegrał 78 spotkań, zaliczył 2 gole i 5 asyst, nie tak kibice OL wyobrażali sobie jego pobyt we Francji. Jednym z niechlubnych bohaterów jest polski obrońca Maciej Rybus, który w 2016 roku zamienił Terek Grozny na Olympique Lyon. Początkowo Rybus spisywał się dobrze i występował w prawie każdym spotkaniu, lecz trener Bruno Genesio przestał na niego stawiać i okazało się, że reprezentant Polski w lecie musiał poszukać sobie nowego pracodawcy. obecnie Rybus występuje w Lokomotivie Moskwa, a dla Lyonu zaliczył 28 spotkań.


Sarr, Monzon, Rose oraz Dabo nie należeli do grona najwybitniejszych obrońców OL.

Przejdziemy teraz do linii pomocy, w której niegdyś brylowali Essien, Toulalan, M.Diarra, Pjanic oraz niezastąpiony Juninho. W ostatnich latach Lyon może pochwalić się kilkoma znakomitymi wychowankami jak: Tolisso, Grenier, Gonalons, Aouar, Tousart czy Fekir, jednak istnieją zawodnicy, którzy zawiedli włodarzy oraz kibiców zespołu z Lyonu. Zaczniemy od zawodników ze szkółki Lyonu, którzy mimo wielkiego talentu nie zostali gwiazdami OL. Bryan Bergougnoux w pierwszym zespole zadebiutował w 2001 roku, lecz przez 4 lata gry zaliczył zaledwie 45 spotkań i strzelił 5 bramek, został sprzedany do Toulouse, a później wędrował po całej Europie. Florent Balmont w Lyonie zadebiutował w 2000 roku, lecz przez 4 lata jakie spędził na Stade Gerland nie można nazwać udanymi, tylko 13 spotkań i 1 bramka. Kolejnym talentem, który nie do końca się spełnił jest Hatem Ben Arfa, który w 2004 roku otrzymał szansę gry w pierwszej drużynie OL. Przez 4 sezony gry Ben Arfa przeżywał wzloty i upadki. Dobre mecze przeplatał słabszymi, a w 2008 roku zdecydował się opuścić Les Gones na rzecz Marsylii. W barwach Lyonu zaliczył 89 spotkań 12 bramek i 10 asyst - mało jak na zawodnika, który w przyszłości miał stanowić o sile reprezentacji "Trójkolorowych". Roman Beynie oraz Enzo Reale posiadali predyspozycje by zostać takimi zawodnikami jakimi dzisiaj są Tolisso czy Fekir, jednak nie spełnili pokładanych w nich nadziei i teraz kariery kontynuują w klubach o mniejszym prestiżu. W barwach Lyonu Beynie oraz Reale zaliczyli po jednym występie. Sidi Kone także należał do zdolnych wychowanków Lyonu, swój debiut zaliczył w 2011 roku, później został wypożyczony, a w 2015 po zaledwie 5 rozegranych spotkaniach opuścił OL, aktualnie w wieku 25 lat nie jest związany z żadnym klubem na stałe. Zajmiemy się teraz zawodnikami, którzy nie są wychowankami, a grali w zespole Lyonu. Benoit Pedretti najpierw znakomicie spisywał się w Sochaux, a później w Marsylii. Z tego powodu włodarze Lyonu postanowili sprowadzić przebojowego pomocnika, który także miał być podporą reprezentacji Francji. Pobyt na Stade Gerland nie był jednak sielanką. Pedretti zaliczył tylko 29 spotkań 2 bramki i 4 asysty i szybko odsprzedano go do Auxerre. Alou Diarra w 2006 opuścił RC Lens i wybrał Lyon, w którym rozegrał 23 spotkania i po sezonie odszedł do Bordeaux, z którym później zdobył mistrzostwo Francji. Włodarze Les Gones w 2008 roku byli pewni, że znaleźli zawodnika, który z powodzeniem zastąpi Juninho Pernambucano - Ederson miał wszelkie predyspozycje by zostać następcą króla rzutów wolnych. Brazylijczyk kosztował 14,9 mln €, zaliczył ponad 100 występów dla OL, lecz zdobył tylko 11 goli i zaliczył 12 asyst, to za mało by zostać następcą swojego rodaka. Ostatecznie po 4 latach gry Ederson odszedł do Lazio bez sumy odstępnego. Podobną rolę pełnić miał syn słynnego francuskiego trenera Christopha Gourcuff'a - Yoann Gourcuff, młody pomocnik zamienił w 2010 Bordeaux na Lyon za 22 mln € i w tym czasie był w najlepszym momencie swojej kariery. W tamtym okresie kreowany był na prawdziwego lidera "Trójkolorowych". Pobytu w Lyonie Gourcuff nie może niestety dobrze wspominać, rozegrał 128 spotkań strzelił 19 goli oraz miał 29 asyst, dużo czasu spędzał także w gabinetach lekarskich co spowodowało, że jego kariera nie do końca przebiegła tak jakby sobie wyobrażał. Obecnie Yoann występuje w klubie, w którym się wychował - Rennes.
 
Alou Diarra oraz Ederson mieli zastąpić odchodzące gwiazdy, jednak nie spełnili oczekiwań.

Niemal każdy kibic pamięta pewnie takich skrzydłowych jak: Sidney Govou, Florent Malouda czy Sylvain Wiltord, którzy bezsprzecznie należą do ikon OL, ale czy pamiętacie kto chciał wejść w ich ślady, oto kilka przykładów. Pierwszym najważniejszym zapewne jest "mały książę Monako" czyli Ludovic Giuly, który jest wychowankiem Lyonu i występował kiedyś w zespole Les Gones. Przez 4 sezony gry zaliczył 82 spotkania i strzelił 26 bramek, lecz w 1998 postanowiono go sprzedać do Monaco za 7,5 mln €... nie muszę dalej opisywać jak potoczyła się kariera Giuly'ego. Szkoda, że Lyon tak łatwo oddał tego zawodnika. W 2008 z Cruz Azul do Lyonu przybył Cesar Delgado, który na Gerland grał przez 3 sezony, rozegrał ponad 100 spotkań, zdobył 9 bramek i miał 12 asyst, to ewidentnie za mało jeżeli porównamy to z osiągnięciami Govou czy Wiltorda. Kader Keita to kolejny ze skrzydłowych, który dołącza do niespełnionych zawodników OL. Dwa lata gry na Gerland, przyniosły mu 72 występy, 7 bramek i 7 asyst, to ewidentnie za mało jak na zawodnika za którego trzeba było zapłacić niespełna 17 mln €. Harry Novillo, Yanis Tafer, Anthony Mounier oraz Jeremy Pied to wychowankowie Lyonu, którzy podobnie jak wielu innych perspektywicznych zawodników stało się niespełnionymi. Novillo zagrał tylko 4 mecze w barwach OL, Tafer miał ich 15, Mounier 29 meczy, a Pied zaliczył najwięcej bo aż 56, jednak żaden z nich nie przekonywał włodarzy ani trenerów co spowodowało, że w Lyonie już nikt za nimi nie tęskni. Gael Danic w 2013 przeniósł się z Valenciennes do Lyonu. Uważany był za piłkarza, który w barwach Les Gones w pełni zaprezentuje swoje umiejętności. Danic niestety nie poradził sobie z presją, która na nim ciążyła i przez 2 lata zaliczył tylko 22 spotkania, w 2015 odszedł do Bastii.
 
Wychowankowie klubu też mieli problemy z osiągnięciem sukcesu w Lyonie.

Czas najwyższy podsumować niespełnionych napastników w zespole Les Gones. Sony Anderson, Karim Benzema, Lisandro Lopez, Bafetimbi Gomis oraz Alexandre Lacazette znajdują się w pierwszej piątce najlepszych snajperów Lyonu, zobaczmy zatem, kto nigdy nie zbliżył się nawet do grona najlepszych napastników OL. Po raz kolejny zaczniemy od wychowanków, którym nie dane było lub sami nie stali się ikonami Les Gones. Frederic Kanoute, Joseph-Desire Job, Loic Remy, Mohamed Yattara oraz Alassane Plea to napastnicy którzy w Lyonie nie zaistnieli. Z pewnością na tej liście dziwi nazwisko Kanoute, ponieważ zawodnik znany jest z fantastycznych występów w Sevilli oraz jest jedną z ikon Andaluzyjczyków. Zanim jednak przeniósł się do Sevilli to występował w Olympique Lyon. Przez 3 sezony gry Kanoute uzbierał 54 występy oraz zdobył 11 bramek, potem odszedł do West Hamu, Tottenhamu oraz Sevilli. Kolejny napastnik, który wychował się w Lyonie jest Kameruńczyk Joseph-Desire Job. Pierwsze spotkania dla Les Gones zaliczył już w 1997 roku, w 1999 odszedł do RC Lens. Może poszczycić się 13 bramkami w 45 spotkaniach. Loic Remy od momentu, gdy pierwszy raz pojawił się w pierwszym zespole Lyonu kreowany był na gwiazdę i napastnika z którego będzie wiele pożytku. Obecnie występuje w Las Palmas i może pochwalić się przygodami w kilkunastu klubach z Anglii i Francji. W Lyonie zaliczył 17 spotkań nie zdobywając żadnej bramki. Mohamed Yattara otrzymał w 2012 roku szansę w pierwszym zespole OL. Niestety nie wykorzystał okazji i przez 3 lata pobytu w Lyonie zaliczył 3 gole w 23 występach. Alassane Plea także do pierwszego zespołu dołączył w 2012 roku, lecz opuścił go zaledwie po dwóch sezonach. Obecnie bryluje w OGC Nice. Kolejnym talentem miał być Ishak Belfodil, którego sprowadzono ze szkółki Clermont. Belfodil podobnie jak inni perspektywiczni zagrał 13 spotkań opuścił Lyon i przeniósł się do Parmy. AS Monaco w 2008 roku sprzedało za 4,5 mln € Frederica Piquionne'a. Napastnik rodem z Martyniki rozegrał 26 spotkań, ustrzelił 4 bramki i po dwóch sezonach odszedł do West Ham United. Po fantastycznym sezonie w EA Guingamp na przenosiny do Les Gones zdecydował się Claudio Beauvue. Tylko jeden sezon wystarczył by potwierdzić, że reprezentant Gwadelupy nie zostanie ikoną OL. Sprzedany do Celty Vigo w 2016 roku. Włodarzom Lyonu w 2003 roku udało się ściągnąć jednego z najlepszych strzelców w historii Bayernu - Giovane Elber trafił do Francji w wieku 31 lat, lecz wciąż był głodny gry...przynajmniej tak się wydawało. Elber zaliczył 41 spotkań i strzelił 15 bramek po czym odszedł i wrócił do Bundesligi.

 
Kanoute, Elber, Baros, Carew oraz Frau - 5 wspaniałych napastników, którzy nie przekonywali w barwach Lyonu.

Kolejnym Brazylijczykiem, który nie spełnił oczekiwań był Nilmar. Do Francji trafił w 2004 roku za 5,7 mln € z Internacionalu. W OL występował do 2006 roku, a statystyki ma następujące, mecze: 46, bramki: 7. Sprzedany do Corinthians. Pierre-Alain Frau to kolejny zawodnik, który do Les Gones trafił z Sochaux. Na ten transfer prezes klubu wydał 8,5 mln €, które nie do końca się spłaciło. Frau rozegrał 51 spotkań zdobył 9 bramek i zdobył dwa tytuły mistrzowskie ale gwiazdą Lyonu nigdy nie był. W 2006 odszedł za 5 mln € do PSG. Dwóch ostatnich napastników może i zdobyło dwa razy mistrzostwo Francji oraz w pewnym momencie stanowili o sile zespołu z Lyonu, jednak podsumowując ich sezony ewidentnie trzeba stwierdzić, że stać ich było na wiele więcej. Mowa o Milanie Barosu i Johnie Carew. Czeski napastnik po nieudanej przygodzie w Premiership zdecydował się na Francję. Początkowo dobrze spisywał się w Les Gones, ale z meczu na mecz gdzieś znikał. Tylko 33 spotkania i 7 bramek strzelił "wielki" Czeski talent w Lyonie. John Carew natomiast do Lyonu przybył po nieudanych przygodach w Valencii, Romie oraz Besiktasie. Imponował w pierwszych spotkaniach w lidze i pucharach, lecz po kilku miesiącach jego forma była coraz słabsza. Przez dwa lata gry uzbierał 52 mecze oraz 17 goli po czym odszedł do Aston Villi.
 
Jedenastka najbardziej niespełnionych zawodników Olympique Lyon.

Od momentu przejęcia władzy przez Jeana-Michela Aulasa, Lyon stał się jednym z najpotężniejszych klubów w Ligue 1. Przez lata święcił sukcesy oraz stał się klubem, którego obawiała się elita europejskiej piłki. Nie brakowało im talentów z własnej szkółki, oraz pieniędzy na gwiazdy światowego formatu. W obecnych czasach Lyon może i nie liczy się w walce o mistrzostwo Francji, jednak nadal wypuszcza na rynek nazwiska, które w przyszłości, a może i już stają się gwiazdami futbolu. Może za kilka sezonów prezes Aulas postanowi nie sprzedawać diamentów piłki nożnej do potentatów i sam zbuduje po raz kolejny wielki Olympique Lyon, którego w lidze jak i pucharach będą obawiać się najwięksi.      
continue reading Spełnieni kontra niespełnieni, część VI - Olympique Lyon